RAK
    „Myślałem, że mam trupa na mieszkaniu i będę musiał zawinąć ją w dywan”

    „Myślałem, że mam trupa na mieszkaniu i będę musiał zawinąć ją w dywan”

    951 odsłon
    „Myślałem, że mam trupa na mieszkaniu i będę musiał zawinąć ją w dywan”

    Dwukrotny detoks nie pomógł. W ciągu swojego 26-letniego życia Mateusz P. nie zdobył się na chwilę refleksji, że kolejne koktajle sporządzone z leków psychotropowych i narkotyków tylko pogłębiają jego problem. Być może nie spodziewał się również, że wykopią grób, nawet nie dla niego samego, tylko zn

    Wyrok w sprawie nieudzielenia pierwszej pomocy dziewczynie

    Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

    Wspólne zażywanie psychotropów i morfiny zakończyło się śmiercią młodej kobiety. Mateusz P. bardziej niż o jej życie bał się odpowiedzialności za posiadanie narkotyków.

    Dwukrotny detoks nie pomógł. W ciągu swojego 26-letniego życia Mateusz P. nie zdobył się na chwilę refleksji, że kolejne koktajle sporządzone z leków psychotropowych i narkotyków tylko pogłębiają jego problem. Być może nie spodziewał się również, że wykopią grób, nawet nie dla niego samego, tylko znajomej, która konała w wynajmowanym przez niego mieszkaniu kilka godzin.

    Źle się czuł, szukał towarzystwa

    Końcówka stycznia 2025 roku. Mateusz P. kontaktuje się z Samantą Sz. Dziewczyna jakiś czas temu wyniosła się od rodziców. Jest uzależniona od różnych substancji, leczy się z uwagi na myśli samobójcze.

    26-latek dzwoni do niej, bo jego dziewczyna trafiła do szpitala. Z Samantą znali się wcześniej, razem zażywali psychotropy. 28 stycznia rozpoczęli ostatni wspólny narkotyczny cug. Lekarstw nie zdobyłwał na czarnym rynku, tylko w aptece. Miał na wszystko racepty.

    Z ustaleń sądu wynika, że wieczorem 29 stycznia Mateusz P. zauważył, że Samanta jest nieprzytomna. Próbował się skontaktować ze swoją znajomą. Dzwonił i pisał od godziny 21 do 4 rano. Bez odzewu. Śledczy zabezpieczyli treści nagrań i wiadomości SMS.

    Błagał, prosił o pomoc, przekonywał, że to „pilne jak 102”. Informował, że „czas się kończy”. Później szantażował, że raczej się już nie zobaczą i żeby mu życzyła miłej drogi. Nagrał też film z nieprzytomną Samantą podłączoną do ciśnieniomierza.

    Robił to wszystko, a nie zdecydował się na oczywisty krok – na wezwanie fachowej pomocy medycznej.

    W dywan i do lasu

    Około godziny 3 w nocy z Mateuszem kontaktuje się Lidia Ż. Chce coś od niego kupić. On jej odpisuje: „Sorry, myślałem, że mam trupa na chacie i będę zwijał w dywan i do lasu”. Kiedy dziewczyna do niego przyjeżdża, widzi leżącą na ziemi Samantę. 26-latka jest w agonii.

    Mateusz P. pyta swojej klientki, czy nie pomoże mu wywieźć znajomą na krześle obrotowym. Gdy to się nie udaje, po prostu przeciąga ją z mieszkania do windy. Następnie Lidia Ż., około godziny 5:00 rano, dzwoni do służb z informacją o nieprzytomnej dziewczynie w windzie. Lekarz na miejscu stwierdza zgon.

    Złoty strzał

    Wyrok w sprawie nieudzielenia pierwszej pomocy dziewczynie

    Wyrok w sprawie nieudzielenia pierwszej pomocy dziewczynie

    Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

    Sekcja zwłok, co ustalił sąd, wykazała tak duże stężenie opioidów i metabolitów, że uznano to za bezpośrednią przyczynę zgonu. Czy udałoby się uratować życie dziewczyny, gdyby Mateusz P. powiadomił wcześniej służby? Na to pytanie biegli nie potrafili odpowiedzieć. Na pewno miałaby większe szanse.

    Dlatego Mateusz P. odpowiadał za nieudzielenie pomocy i za to został skazany na dwa i pół roku pozbawienia wolności. Do tego na sumieniu miał inne, drobniejsze przestępstwa (zaciągnięcia pożyczki na dane swojego znajomego i prowadzenie pojazdu pod wpływem mieszanki leków), dlatego sąd dorzucił mu rok za kratami. Do tego musi zapłacić kilkadziesiąt tysięcy złotych rodzicom Samanty i iść na odwyk.

    – Nic nie zrobił, aby uratować jej życie. Najprościej byłoby powiadomić pogotowie ratunkowe, ale tego nie zrobił, bo bał się, że ktoś znajdzie jego narkotyki. Przez kilka godzin nie zrobił nic – mówiła sędzia Katarzyna Cielarska. Dodała, że to motywacja zasługująca na potępienie.

    Sędzia Cielarska, uzasadniając taki wymiar kary, tłumaczyła, że to górna granica, jaką przewiduje kodeks karny. Wspomniała o jego wcześniejszej niekaralności i o tym, że przyznał się do winy oraz przeprosił rodziców zmarłej.

    Lidia Ż. natomiast usłyszała łagodny wyrok – rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata i karę grzywny. Sędzia uznała, że była tam przypadkiem, sytuacja ją zaskoczyła i nie miała wiele czasu na wezwanie pomocy. Współpracowała również z wymiarem sprawiedliwości. 

    Wyrok jest nieprawomocny. Oskarżeni byli nieobecni podczas ogłaszania wyroku.


    Źródło: LoveKraków.pl

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?