Łukasz Kmita. Fot. Jacek Bańka
Mam takie nieodparte wrażenie, że polityką zagraniczną ostatnio to steruje europoseł Grzegorz Braun z Konfederacji Korony Polskiej...
Czy państwo się postanowili ścigać z nim na antyukraiński radykalizm?
- Mam wrażenie, że Donald Tusk jest zainteresowany Grzegorzem Braunem jako przyszłym koalicjantem, lub kimś do wykorzystania, żeby KO mogła znowu rządzić. Dla mnie Grzegorz Braun to postać niszowa, oszust polityczny. On wykorzystuje niskie pobudki, żeby było o nim głośno. W mediach publicznych nie warto o nim mówić. On bazuje na kłamstwie. Dowiedziałem się, że podczas jednej z manifestacji tego środowiska zarzucono Piotrowi Glińskiemu i mnie, że odebraliśmy osobom związanym z pewnym historycznym ruchem w Krakowie słynne sztandary. Jakby nie było takiej decyzji ministra kultury, sztandary by zgniły.
Mówi pan o ośrodku na Oleandrach i o sprawie, która swego czasu elektryzowała Kraków?
- Widać, że te środowiska skrajne, niestety inspirowane przez Rosję, podnoszą te tematy. Kończy im się paliwo. Każdy ma możliwość wypowiadania się na różne tematy, ale jako Polacy powinniśmy szanować swój honor i dbać o mówienie prawdy. Przy Oleandrach piękne rzeczy by zostały utracone. Tak się na szczęście nie stało.
Zostawmy Oleandry, bo jak ja słyszę kandydata Prawa i Sprawiedliwości na premiera Przemysława Czarnka, który mówi, że jeśli on będzie premierem, to będzie zabiegał w Unii Europejskiej, żeby Ukraina nigdy do tej Unii nie weszła i żeby wstrzymać wszelką pomoc wojskową i ekonomiczną dla Ukrainy, no to ja już to słyszałam. Grzegorz Braun to powtarza mniej więcej od kilku lat.
- Pani użyła skrótu myślowego. Przemysław Czarnek mówił, że Ukraina nie wejdzie do UE z Banderą na sztandarach. To powinien być głos każdego. Skompromitowany prezydent Zełeński ze środowiskiem oligarchów robią wszystko, żeby odwrócić uwagę od wielkich patologii. Jestem zdania, że osoby, które biorą na sztandary ludobójców, muszą ponieść konsekwencje. Oczywiście jestem zdania, że musimy wspierać naród ukraiński w walce z bezczelnym sowieckim stylem myślenia dzisiejszej Rosji. Na szczęście dzięki pomocy Polaków granice Ukrainy pozostały niemal nienaruszone. Linia frontu jest zaznaczona mocno. To wielki sukces naszego środowiska. Dzisiaj ani w Kijowie, ani we Lwowie nie stoją wojska rosyjskie. Ukraina powinna być wdzięczna.
Ale jak tej pomocy dla Ukrainy nie będzie, jak o tym mówi Przemysław Czarnek, to ja się obawiam, że te garnizony rosyjskie będą właśnie w Medyce i na polskiej granicy.
- Musimy oddzielić dwie kwestie. Jedna rzecz to skompromitowana elita ukraińska, oligarchiczna. Ona jest skorumpowana, nie poradziła sobie z ciężarem. Drugą sprawą są wielcy patrioci, którzy walczą i są wykorzystywani przez oligarchów jako mięso armatnie. Moim zdaniem władza na Ukrainie musi zrozumieć, że mamy wiele spraw niezałatwionych. Nie wolno prowadzić takiej retoryki wobec Polaków ws. Rzezi Wołyńskiej. Nawet marszałek Zgorzelski zwrócił uwagę, że 100 osób zostało ekshumowanych, a liczba ofiar to około 120 tysięcy. Proces naprawy naszych relacji musi postępować. Jesteśmy wrażliwi na tym punkcie. Nasi bracia, Polacy, nasi dziadkowie, osoby z naszych rodzin zostały zamordowane i spoczywają w bezimiennych dołach. Ukraina musi zrozumieć, że bez godnego pochówku polskich bohaterów, nie da się wejść do Unii Europejskiej. My mamy wspólne wartości. Dzisiaj Ukraina odrzuca te europejskie wartości.
Te ekshumacje przecież trwają. Nawet dzisiaj jest informacja, że kolejne groby, te bezimienne na razie, zostały odsłonięte i rodziny poinformowane o wyniku tych ekshumacji. Ukraina walczy 5 lat z Rosją. Jak pan myśli, jak Ukraińcy by zareagowali, jakby usłyszeli, że pan mówi o skompromitowanym prezydencie Zełeńskim, który jednak na czele tej Ukrainy, ten piąty rok walczącej Ukrainy z Rosją stoi?
- Mam wielki szacunek dla narodu ukraińskiego, który broni swojej ojczyzny. Podziwiam tych Ukraińców, którzy walczą na froncie. Bardzo krytycznie oceniam dzisiaj prezydenta Zełeńskiego, który nie poradził sobie zarządzaniem wewnątrz swojego obozu. Słyszymy o systemowym złodziejstwie jego współpracowników, aresztowaniach, wyprowadzaniu pieniędzy. Jak w najbliższym otoczeniu prezydenta Zełeńskiego są osoby zatrzymywane, władza jest skompromitowana.
Ale jeśli są zatrzymywane, to chyba dobrze? To znaczy, że antykorupcyjne służby działają.
- Jest taki wymóg UE, żeby Ukraina się oczyściła. Jak najbliżsi współpracownicy Zełeńskiego są zatrzymywani, nie jest to dobra informacja.
Czy w takim razie Prawo i Sprawiedliwość będzie dążyć do tego, żeby ingerować na Ukrainie? Decydować, kto ma rządzić? Kto tam ma być prezydentem? Kto tam ma być premierem?
- Nie. Donald Trump mówił, że gdyby nie wojna, kadencja prezydenta Zełeńskiego już dawno się skończyła. Pewnie nie miałby szans na kontynuację. Patrzymy na sytuację, w której część elit ukraińskich próbuje podburzać przeciwko Polakom, żeby zgromadzić obóz skrajny, narodowy, żeby uzyskać efekt wyborczy. Mnie to oburza. Zełeński powinien pamiętać o otwartych sercach Polaków, nie wykorzystywać swoje problemy, żeby uderzać w najbliższego sąsiada. Dla mnie to skandal.
Na razie mamy taki efekt w Polsce, że coraz więcej słychać o takich antyukraińskich incydentach...
- To jednostkowe przypadki.
Dwa dni temu w Bielsku taki pseudopatriota zaatakował ukraińską nastolatkę. Co pan myśli? Czy ta retoryka antyukraińska, tak się właśnie kończy, szczuciem na milionową mniejszość ukraińską w Polsce?
- Ja myślę, że żadnego szczucia nie ma. Patologie zawsze się zdarzają. Ukraińcy też bywają agresywni. Tak samo niestety widzieliśmy te obrazki. Mnie to oburza. Nie dajmy sobie wmówić, że w Polsce jest podżeganie do atakowania Ukraińców. Wielu Ukraińców pracuje, dokładają się do wspólnego budżetu w naszym kraju. Dobrze, że pracują, dobrze, że nie ma już pewnych przywilejów, które na początku były uzasadnione. Teraz, jak ktoś przyjeżdża i uczciwie pracuje, z pewnością jest bezpieczny.
Nie sądzę, żeby ta dziewczynka tak myślała, że jest bezpieczna. Wczoraj moja znajoma Ukrainka, która również pracuje w Polsce, powiedziała, że zastanawia się, żeby może gdzieś indziej wyjechać, bo nie czuje się tutaj bezpiecznie.
- Każdego odbiór jest indywidualny. Jakąkolwiek przemoc wobec Polaków, Ukraińców czy innych narodowości ja potępiam. Od tego jest policja, żeby takie osoby eliminować, karać, nawet bardzo surowo. Jak ktoś wykazuje się formą przemocy w stosunku do innego człowieka, musi ponieść konsekwencje. Taka jest filozofia Europy chrześcijańskiej. Szanujemy swoją odmienność, możemy się nie zgadzać, ale się szanujemy.
Ale to był atak o podłożu narodowościowym...
- O jednym przypadku mówi cała Polska. Nie uogólniajmy. Nie twórzmy wrażenia, że Ukraińcy są prześladowani w Polsce. Nie są. Sami Ukraińcy też zwracają uwagę, że część osób, która tu przyjechała, zachowuje się prowokacyjnie wobec Polaków. Im jest wstyd za swoich pobratymców, którzy nie szanują Polski. Po obu stronach musi być refleksja.
Źródło: Radio Kraków