
Jadą bez busa serwisowego, bez wcześniejszych rezerwacji noclegów, z bagażem ważącym ponad 20 kilogramów. Przed młodymi rowerzystami z podkrakowskiego Bodzanowa i ich duszpasterzem, ks. Marcinem Naporą, potężne wyzwanie – wyprawa do francuskiego La Salette . To nie są zwykłe wakacje w siodełku. To
Rowerowe pielgrzymki
Archiwum prywatne
Jadą setki kilometrów, walcząc z własnymi myślami i słabościami. Dla młodzieży z Bodzanowa wyprawa na 1800 km to szkoła twardego charakteru i wyjątkowy czas dla duszy.
Jadą bez busa serwisowego, bez wcześniejszych rezerwacji noclegów, z bagażem ważącym ponad 20 kilogramów. Przed młodymi rowerzystami z podkrakowskiego Bodzanowa i ich duszpasterzem, ks. Marcinem Naporą, potężne wyzwanie – wyprawa do francuskiego La Salette.
To nie są zwykłe wakacje w siodełku. To twarda szkoła życia, walka z własnymi słabościami i, jak mówi sam duchowny, czas wyjątkowych rekolekcji.
W tym roku cel podróży ma wymiar symboliczny. Rowerzyści z parafii św. Apostołów Piotra i Pawła w Bodzanowie zamierzają pokonać trasę liczącą dokładnie 1800 kilometrów. Dlaczego akurat tyle?
Zdecydowaliśmy już rok temu, że w 2026 roku udamy się do La Salette, ponieważ przypada wtedy 180. rocznica objawień Matki Bożej w tym miejscu. Chcemy uczcić to wydarzenie, pokonując 1800 kilometrów, bo dokładnie tyle dzieli naszą parafia w Bodzanowie od La Salette
Plan jest niezwykle ambitny – przejechać Polskę, w Cieszynie przekroczyć granicę, a potem pokonać Niemcy, Szwajcarię i górzystą Francję. Wszystko w zaledwie 10 dni.

Rowerowe pielgrzymki
Archiwum prywatne
Żeby przetrwać tak wymagający dystans, kluczowy jest sprzęt. Większość uczestników jedzie na gravelach, rowerach trekkingowych lub górskich z wąskimi oponami. Jednak prawdziwym wyzwaniem jest fakt, że ekipa z Bodzanowa jedzie całkowicie samowystarczalna.
Bierzemy ze sobą cały potrzebny bagaż. Rower wraz z całym ekwipunkiem waży około 22 kg i wszystko musimy wieźć sami. Ruszamy bez busa serwisowego, bez żadnego zewnętrznego wsparcia – po prostu „na wiarę”, nie mając wcześniej zarezerwowanych noclegów
– Oczywiście parę punktów mamy wstępnie wyznaczonych, ale nie robimy sztywnych rezerwacji. Taki wyjazd ma swój specyficzny charakter i trudno precyzyjnie ustalić, gdzie dokładnie dojedziemy danego dnia, bo zależy to od bardzo wielu czynników – opowiada.

Rowerowe pielgrzymki
Archiwum prywatne
Trasa uczy pokory i szybkiego reagowania na kryzysy. Trudności techniczne czy zdrowotne to na takich wyprawach codzienność. Ks. Marcin wspomina trudne chwile z wyprawy do Rzymu, gdy jeden z chłopaków poważnie zachorował:
Musieliśmy wtedy odłączyć się od grupy. Ja zostałem z tym chłopakiem na miejscu, a reszta ekipy pojechała do wyznaczonego punktu noclegowego, który znajdował się 30 km dalej
– Siedzieliśmy tak do trzeciej w nocy. Chłopak miał potężne dreszcze i bardzo źle się czuł. Na szczęście następnego dnia, po krótkim śnie, udało nam się pokonać kolejne 50 kilometrów. Mieliśmy przez to duże opóźnienie, ale ostatecznie dotarliśmy do celu zgodnie z planem – opowiada.
Na drodze zdarzają się też awarie, które potrafią zaskoczyć nawet najbardziej doświadczonych mechaników. Podczas ubiegłorocznej wyprawy do Stambułu jedna z części roweru pękła tak niefortunnie, że naprawa była niemożliwa.
Odwiedziliśmy siedem różnych serwisów rowerowych i w żadnym nie było pasującej części do przerzutki, która się złamała. Dopiero po powrocie do Polski dowiedzieliśmy się, że takich elementów jest ponad 350 rodzajów
– Znalezienie tego jednego konkretnego na terenie Rumunii, a później Bułgarii, okazało się niewykonalne. Tam, na miejscu w Bułgarii, zdecydowaliśmy ostatecznie, że po prostu kupimy nowy rower, bo dalsza jazda na starym była niemożliwa. Takie sytuacje też się zdarzają – mówi.
Zazwyczaj jednak drobniejsze usterki, takie jak przebite dętki czy zniszczone opony, ekipa naprawia wspólnie na poboczu. – Wszystkich napraw dokonujemy razem, pomagamy sobie nawzajem. Ja też w tym uczestniczę, wspólnie zmieniamy opony czy łatamy koła – dodaje ks. Marcin.

Rowerowe pielgrzymki
Archiwum prywatne
Choć jadą w grupie, wyprawa rowerowa to przede wszystkim podróż w głąb siebie. Monotonne pedałowanie przez setki kilometrów, w pełnym skupieniu na drodze, ogranicza możliwość swobodnej pogawędki.
– To specyficzny rodzaj wyjazdu, ponieważ jedziemy razem, a jednak osobno. Każdy, kto ma już takie doświadczenie, wie, że na rowerze tak naprawdę zostaje się samemu ze sobą. Trzeba zmierzyć się z własnymi myślami, obserwacjami, to czas na naprawdę głębokie refleksje i walkę z samym sobą – tłumaczy kapłan.
Dalej wyjaśnia też, że jest to swego rodzaju próba przesuwania sufitu własnych możliwości.
Jednocześnie to wymagający czas, bo jadąc gęsiego, jeden za drugim, nie ma przestrzeni na ożywione dyskusje czy dialogi. Byłoby to po prostu niebezpieczne. Musimy stale skupiać się na trasie, zwłaszcza na ruchliwych drogach
Czy na rowerze da się połączyć sportowy wycisk z modlitwą? Ksiądz Marcin nie ma wątpliwości.
– Oczywiście, że się da. Wielokrotnie widzę, jak młodzi ludzie przesuwają w dłoniach paciorki różańca i modlą się w czasie jazdy. Jadą sami, muszą walczyć ze sobą i pokonywać kolejne kilometry, więc naturalnie staje się to czasem głębokiej refleksji. To moment na przemyślenie swoich słabości, trudności, ograniczeń czy cech charakteru. Pracujemy nad nimi, a rower jest do tego idealną przestrzenią – wyjaśnia.
Prawdziwy czas na integrację, rozmowy i śmiech przychodzi dopiero wieczorem, kiedy zmęczeni, ale szczęśliwi docierają na nocleg.

Rowerowe pielgrzymki
Archiwum prywatne
Ks. Marcin Napora nie ukrywa, że rowerowe wyprawy z młodzieżą to – obok przygotowań do wielkiego Misterium Męki Pańskiej – ważny punkt w jego kalendarzu duszpasterskim.
– W ciągu mojej całorocznej pracy duszpasterskiej czekam tak naprawdę na dwie rzeczy. Pierwsza to organizacja Misterium Męki Pańskiej, co uwielbiam robić – nasza grupa młodzieżowa liczy aż 60 osób i oni też na to bardzo czekają – mówi.
Jak dodaje: – Druga rzecz to właśnie wyprawy rowerowe. Co mi daje taki wyjazd? Myślę, że słowo „rekolekcje” jest tu najbardziej odpowiednie. To czas na przemyślenie swojego życia, sprawdzenie możliwości i ogromna próba, podczas której uczymy się pokonywać słabości i przeciwności losu.
To punkt wyjścia do budowania pewności siebie i kształtowania charakteru. Jestem przekonany, że młodzi ludzie uczestniczący w tych projektach hartują ducha, uczą się wytrwałości oraz cierpliwości. Te cechy pozwolą im potem pokonywać trudności w zupełnie innych dziedzinach życia
I choć na rower wsiada w sportowym stroju, bez tradycyjnej sutanny, to cel tej drogi pozostaje niezmienny.
– Wsiadam na rower bez sutanny, ale kapłaństwo to coś, co nosi się w sercu i z tym darem jedzie się do ludzi. Odprawiamy Msze Święte w różnych, wyjątkowych miejscach, często w otoczeniu przepięknej przyrody. I to jest to, co chcemy dawać spotykanym na trasie osobom: dar kapłaństwa, życzliwość i otwartość na drugiego człowieka.
Źródło: LoveKraków.pl