RAK
    Jak ekipa Kalińskiego oddała prywatnym wspólnikom władzę nad śmieciami

    Jak ekipa Kalińskiego oddała prywatnym wspólnikom władzę nad śmieciami

    2769 odsłon
    Jak ekipa Kalińskiego oddała prywatnym wspólnikom władzę nad śmieciami

    Mieszkańcy mają prawo czuć się oszukani oficjalną, uspokajającą narracją magistratu, która głosi, że gmina przecież nie sprzedała ani jednego udziału i nie uszczupliła swojego majątku. Formalnie to prawda, bo w urzędowych dokumentach stan posiadania samorządu nie drgnął nawet o milimetr. Zastosowano jednak mechanizm znacznie bardziej wyrafynowany, który pod przykrywką rzekomych oszczędności pozbawił miasto kluczowych narzędzi decyzyjnych. Poprzez podwyższenie kapitału spółki i rezygnację z prawa pierwszeństwa, wadowicki samorząd dobrowolnie zepchnął się na pozycję bezsilnego petenta.

    Aby zrozumieć skalę tego absurdu, trzeba obnażyć mechanizm tak zwanego rozwodnienia udziałów, odrzucając na bok skomplikowane urzędnicze paragrafy. Wyobraźmy sobie sytuację, w której dwie osoby są właścicielami nieruchomości. Pierwsza ma 65 procent, druga 35 procent. To ten większościowy właściciel podejmuje kluczowe decyzje o remontach, podziale kosztów i strategii. Nagle pojawia się potrzeba dofinansowania inwestycji. Mniejszościowy partner proponuje, że wyłoży całą gotówkę, ale pod warunkiem zmiany proporcji na swoją korzyść, tak aby to on miał teraz 51 procent, a dotychczasowy lider spadł do 49 procent. Pierwszy właściciel nie sprzedał ani jednego pokoju, nie podpisał aktu darowizny. W papierach wciąż ma dokładnie ten sam wkład, ale stracił prawo do ostatecznego głosu i został ubezwłasnowolniony we własnym domu. Za utratę tej władzy nie dostał od partnera ani grosza, ponieważ tamten zainwestował jedynie w strukturę, którą od teraz sam bezapelacyjnie rządzi.

    Dokładnie taki scenariusz zrealizowano w spółce EKO. Gmina Wadowice wciąż posiada swoje 5790 udziałów, jednak zgoda na utworzenie 2894 nowych udziałów i oddanie ich w ręce prywatnych wspólników wywróciła stolik do góry nogami. Udział gminy spadł z poziomu około 65 procent do zaledwie 49,07 procent, podczas gdy prywatni partnerzy przejęli 50,93 procent i tym samym odzyskali bezwzględną większość. Za ten drastyczny spadek pozycji negocjacyjnej budżet gminy nie otrzymał żadnej rekompensaty, ekwiwalentu finansowego ani tak zwanej premii za oddanie kontroli.

    Jedyną linią obrony wadowickich urzędników jest twierdzenie, że gmina zaoszczędziła pieniądze, których nie musiała wkładać w dokapitalizowanie spółki. Tyle że w logice biznesowej i samorządowej takie tłumaczenie brzmi jak ponury żart. Z prostych wyliczeń wynika, że aby utrzymać symboliczną kontrolę na poziomie powyżej 50 procent, gmina potrzebowałaby objąć zaledwie 111 dodatkowych udziałów. Przy wartości nominalnej tysiąca złotych za udział mówimy o kwocie 111 tysięcy złotych. Czy dla budżetu Wadowic była to rzeczywiście bariera nie do przejścia, szczególnie w kontekście wcześniejszych, wielomilionowych wydatków na system śmieciowy? Mieszkańcom do dziś nie przedstawiono rzetelnej wyceny rynkowej przedsiębiorstwa, analiz ryzyka ani prognoz finansowych, które czarno na białym uzasadniałyby tę decyzję. Nie wiadomo, czy radni i burmistrz podejmowali kluczowe decyzje w oparciu o twarde analizy, czy jedynie o polityczną wygodę.

    Decyzja ekipy Kalińskiego szokuje podwójnie, gdy przypomnimy sobie wydarzenia sprzed zaledwie kilku lat. W 2021 roku Wadowice stanęły na krawędzi katastrofy śmieciowej, gdy prywatny właściciel EKO zaczął dyktować warunki i odmówił złożenia miastu oferty na przyjmowanie odpadów. Sam Bartosz Kaliński publicznie załamywał wtedy ręce, tłumacząc, że samorząd ma związane ręce, bo posiadając 49 procent udziałów, nie ma realnego wpływu na decyzje spółki. Miasto musiało wtedy awaryjnie organizować własny odbiór, kupować śmieciarki za 3,5 miliona złotych i walczyć o to, by odpady nie zasypały ulic.

    Lekcja z tamtego kryzysu była bolesna, ale jasna: mniejszościowy pakiet w strategicznej spółce to wyłącznie iluzja bezpieczeństwa. Dlaczego więc, gdy los dał miastu upragnione 65 procent, natychmiast i dobrowolnie powrócono do starego układu? Po co wydawano miliony na uniezależnienie systemu, skoro chwilę później klucze do zawiadywania składowiskiem oddano z powrotem w prywatne ręce? To polityczna i ekonomiczna schizofrenia, która stawia pod znakiem zapytania intencje decydentów.

    Przypadek Wadowic uderzająco przypomina inne głośne sprawy z kraju, w których samorządy traciły wpływ na kluczową infrastrukturę, co wielokrotnie w swoich raportach piętnowała Najwyższa Izba Kontroli. Przykładem może być Zakopane i sprawa Polskich Kolei Górskich, gdzie miasto nie zapewniło sobie odpowiedniej liczby głosów w spółce i pozbawiło się wpływu na strategiczne cele, czy przypadek Małopolskiej Sieci Szerokopasmowej, gdzie samorząd województwa stracił kontrolę nad ważnym projektem przez brak rzetelnych analiz ekonomicznych. Wspólny mianownik tych spraw zawsze jest taki sam: brak jawności, brak transparentnych wycen i brak dowodu na to, że oddanie władzy przyniosło jakąkolwiek korzyść lokalnej społeczności.

    Ta sprawa nie może zostać zamieciona pod dywan. Mieszkańcy Wadowic mają prawo żądać od burmistrza jasnych odpowiedzi na najtrudniejsze pytania. Muszą dowiedzieć się, dlaczego władze wyraziły zgodę na manewr redukujący wpływ gminy w EKO do mniejszościowego poziomu, kto personalnie wyszedł z tą inicjatywą i czy przed głosowaniem powstała niezależna wycena rynkowa spółki oraz samego pakietu kontrolnego. Burmistrz musi wyjaśnić, czy rozważano wariant zabezpieczający interes miasta poprzez dokupienie minimalnej liczby udziałów dającej ponad połowę głosów oraz jak w obliczu dawnego kryzysu zamierza teraz gwarantować mieszkańcom stabilność cen i odbioru odpadów, skoro gmina znów nie ma w EKO nic do powiedzenia.

    Podsumowanie tej operacji jest bezlitosne. Wadowice nie straciły nominalnej wartości swoich udziałów, ale straciły coś bezcennego – realną władzę nad gospodarką odpadową miasta. W świecie biznesu za oddanie kontroli i większości zgarnia się ogromne premie finansowe. W Wadowicach oddano ją za obietnicę świętego spokoju. Prywatni inwestorzy odzyskali decydujący głos, a mieszkańcy do dziś nie usłyszeli ani jednego logicznego argumentu, dlaczego ta nagła kapitulacja miała im się opłacać.


    Źródło: wrzuc.info

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?