
Oświadczenia majątkowe polityków i samorządowców mają jedno, fundamentalne zadanie – chronić przed korupcją i pokazywać czarno na białym, czy ludzie u władzy nie bogacą się w niewytłumaczalny sposób. Kiedy jednak przyjrzymy się dokumentom finansowym burmistrza Wadowic, Bartosza Kalińskiego, zaczynamy poruszać się w sferze finansowej magii. Najnowsze analizy jego majątku ujawniają zdumiewający rozjazd między papierowymi deklaracjami a brutalną rzeczywistością rynkową. Różnica ta nie jest kosmetyczna. Mówimy o kwotach, za które można by kupić luksusowy apartament – potencjalne zaniżenie wartości samych nieruchomości burmistrza może dziś przekraczać grubo ponad milion złotych.
Klecza Dolna, czyli luksus wyceniony na grosze
W swoim oficjalnym oświadczeniu majątkowym Bartosz Kaliński wycenił nową nieruchomość w Kleczy Dolnej na 883 tysiące złotych . Kwota ta na pierwszy rzut oka może wydawać się spora, dopóki nie rozbijemy jej na czynniki pierwsze. Wpis ten obejmuje bowiem nie skromną daczę, ale spory, nowoczesny dom o powierzchni 188 m² , posadowiony na ogromnej, liczącej ponad 43 ary działce (dokładnie 4363 m² ).
Zderzenie tych parametrów z realnymi kosztami budowy i cenami gruntów natychmiast obnaża nierealność deklaracji burmistrza. Eksperci budowlani szacują, że koszt wybudowania domu pod klucz waha się obecnie w granicach od 6,5 do 9 tysięcy złotych za metr kwadratowy. Przyjmując nawet ten górny standard, co przy reprezentacyjnym domu rzadko bywa przesadą, wartość odtworzeniowa samego budynku wynosi blisko 1 milion 692 tysiące złotych . A przecież dom nie wisi w powietrzu – stoi na potężnej, atrakcyjnej działce, której wartość również należy doliczyć do ogólnego bilansu.
Ile zatem warte są tamtejsze grunty? Analiza transakcji z Rejestru Cen Nieruchomości dla Kleczy Dolnej pokazuje, że średnia cena z ostatnich umów kupna-sprzedaży to około 59 złotych za metr kwadratowy. Przy tak niezwykle ostrożnym, wręcz zaniżonym szacunku, sama ziemia burmistrza warta jest ponad 257 tysięcy złotych . Jeśli jednak spojrzymy na ceny ofertowe – czyli to, za ile realnie można dziś kupić tam działkę budowlaną – stawki szybują do 95 złotych za metr w samej Kleczy Dolnej, a w całej gminie Wadowice średnia przekracza już 115 złotych. Oznacza to, że sam grunt pod nowym domem burmistrza może być wart od 414 do ponad 501 tysięcy złotych .
Matematyka nie kłamie – gdzie podziały się te pieniądze?
Gdy połączymy te kropki i zsumujemy realną wartość nowego domu z wartością ziemi, otrzymamy liczby, które powinny natychmiast postawić na nogi urzędników skarbowych.
Wariant ostrożny: Łącząc średni rynkowy koszt budowy oraz najniższą, historyczną cenę gruntu z rejestru transakcji (59 zł/m²), cała nieruchomość warta jest dziś co najmniej 1 949 417 zł . W zestawieniu z kwotą 883 tysięcy złotych z oświadczenia daje to porażającą różnicę: 1 milion 66 tysięcy złotych na korzyść burmistrza. Deklarowana wartość jest zaniżona o co najmniej 55 procent.
Wariant rynkowy (lokalny): Jeśli wycenimy grunt według aktualnych stawek ofertowych w Kleczy Dolnej (95 zł/m²), realna wartość posiadłości burmistrza rośnie do ponad 2 106 500 zł . W tym scenariuszu papierowe oświadczenie mija się z prawdą o 1 milion 223 tysiące złotych .
Wariant maksymalny (gminny): Opierając się na średnich cenach dla gminy Wadowice (115 zł/m²), wartość majątku Kalińskiego w Kleczy sięga niemal 2 193 745 zł . Rozbieżność? Niewiarygodne 1 milion 311 tysięcy złotych . Burmistrz deklaruje kwotę, która stanowi zaledwie 40 procent tego, co jego posiadłość mogłaby przynieść na otwartym rynku.
Druga zagadka: kurczący się dom i taniejąca ziemia
Jakby tego było mało, w portfolio burmistrza znajduje się jeszcze jedna nieruchomość, która przeczy wszelkim prawom ekonomii. Chodzi o dom o powierzchni 134 m² stojący na działce o wielkości 0,0882 ha (882 m²).
Przez lata ta nieruchomość była konsekwentnie wyceniana na 250 tysięcy złotych . Kwota ta i tak wydawała się bardzo skromna jak na dom z działką, ale prawdziwe zdumienie wywołał kolejny dokument. Wartość tej nieruchomości nagle… spadła do 190 tysięcy złotych .
Jak stracić 60 tysięcy złotych bez ruszania się z miejsca? W okresie, gdy inflacja biła rekordy, a ceny materiałów budowlanych i gruntów w powiecie wadowickim rosły o kilkadziesiąt procent rocznie, nieruchomość burmistrza straciła na wartości aż 24 procent . Metraż domu się nie zmienił, działka nie zmniejszyła, a tytuł własności pozostał ten sam. Jeśli dodamy to zagadkowe „odchudzenie” starego domu o 60 tysięcy złotych do gigantycznego zaniżenia wartości nowej posiadłości w Kleczy Dolnej, otrzymujemy obraz systematycznego, papierowego zaniżania majątku. Dlaczego w starym domu nagle ubyło 60 tysięcy złotych wartości, podczas gdy w nowym „nie zauważono” ponad miliona złotych realnego przyrostu?
Poniżej porównanie:
Fragment oświadczenia z 2023 roku Odwrócone równanie, czyli dom w cenie garażu
Aby jeszcze lepiej zobrazować absurdalność wyceny nowej posiadłości przedstawionej przez wadowickiego włodarza, warto odwrócić to matematyczne równanie. Co by było, gdybyśmy uznali wpisaną przez niego kwotę 883 tysięcy złotych za świętą prawdę i odliczyli od niej rynkową wartość ziemi?
Przyjmując najbardziej ostrożną wycenę działki na poziomie 257 tysięcy złotych, okazuje się, że na sam 188-metrowy dom pozostaje zaledwie 626 tysięcy złotych. Daje to niewiarygodną stawkę około 3328 złotych za metr kwadratowy wykończonego budynku. Jeśli natomiast wycenimy działkę po realnych cenach ofertowych, na dom zostaje niecałe 468 tysięcy złotych – czyli kuriozalne 2500 złotych za metr .
W skrajnym wypadku, opierając się na średnich cenach w gminie, burmistrz sugeruje nam, że postawił i wykończył nowoczesny dom za około 2028 złotych za metr kwadratowy . Za takie pieniądze w dzisiejszych realiach nie da się kupić nawet podstawowych materiałów budowlanych na stan surowy, nie mówiąc o robociźnie, instalacjach i wykończeniu wnętrz.
Czy to tylko „stara wycena”, czy świadome ukrywanie majątku?
Obrona burmistrza mogłaby oczywiście opierać się na argumencie, że oświadczenie majątkowe odzwierciedla koszty historyczne, a nie obecną wartość rynkową. Przyjrzyjmy się zatem liczbom z przeszłości. W drugim kwartale 2022 roku, gdy inwestycja była w toku, średni koszt budowy z instalacjami szacowano na około 4817 złotych za metr kwadratowy, co dla tego domu dawało kwotę około 906 tysięcy złotych. Dodając do tego historyczny koszt zakupu działki (210 tysięcy złotych), realna wartość nieruchomości już wtedy wynosiła ponad 1 milion 116 tysięcy złotych.
Nawet w tamtym okresie, cofając się o kilka lat wstecz, różnica wynosiła ponad 233 tysiące złotych na niekorzyść oświadczenia. Zamiast jednak aktualizować te dane i dostosowywać je do rosnącej wartości majątku, burmistrz pozostał przy kwocie, która dziś razi swoją nierealnością.
Samo zestawienie tych twardych danych nie jest oczywiście ostatecznym wyrokiem sądowym. Dokładne określenie wartości obu posiadłości wymagałoby szczegółowego operatu szacunkowego sporządzonego przez niezależnego biegłego rzeczoznawcę.
Jednak milczenie wokół tak gigantycznych rozbieżności budzi najgorsze skojarzenia. Dlaczego burmistrz tak drastycznie zaniża wartość swojego stanu posiadania? Czy chodzi o to, by nie kłuć w oczy wyborców widokiem luksusowej willi wartej miliony złotych? A może ukrycie ponad miliona złotych w wartości nieruchomości pozwala uniknąć niewygodnych pytań o to, skąd urzędnik państwowy miał gotówkę na tak kosztowne przedsięwzięcie? Mieszkańcy Wadowic, patrząc na rosnące mury posiadłości w Kleczy Dolnej i nagłe „taniejące” 134 metry starego domu, mają pełne prawo domagać się od swojego lidera jasnych i uczciwych odpowiedzi.
Zdjęcie: fragment FB Bartosz Kaliński
Źródło: wrzuc.info