Do Ameryki za chlebem... Tak wyjeżdżała Ziemia Gorlicka
Zapraszamy na kolejny felieton Gorlickiego Zakątku - tym razem o wielkiej emigracji. Jeśli Wam się spodoba - odwiedźcie Gorlicki Zakątek na facebooku.
Jeszcze około 120 lat temu tysiące mieszkańców ziemi gorlickiej podjęło jedną z najtrudniejszych decyzji swojego życia. Sprzedawali niewielkie gospodarstwa, żegnali rodziny i wyruszali w kilkutygodniową podróż przez ocean. Nie wiedzieli, czy kiedykolwiek jeszcze zobaczą rodzinne strony.
Marzyli tylko o jednym – zarobić na lepsze życie.
GALICJA NIE DAWAŁA SZANS
Pod koniec XIX wieku Galicja należała do najbiedniejszych regionów Europy. Wieś była przeludniona, ziemi brakowało, przemysł rozwijał się bardzo słabo, a pracy nie starczało dla wszystkich. Nic więc dziwnego, że rozpoczęła się prawdziwa fala emigracji.
Na emigrację wyjeżdżali nie tylko chłopi, ale także drobnomieszczanie i inteligencja. Szacuje się, że w latach 1850–1914 Galicję opuściło ponad milion osób, a około 85% z nich wyjechało do Stanów Zjednoczonych.
Wśród emigrantów było około 400 tysięcy galicyjskich chłopów, którzy liczyli, że w Ameryce uda się odmienić swój los.
ZIEMIA GORLICKA RÓWNIEŻ WYJEŻDŻAŁA
Choć powiat gorlicki miał przewagę nad wieloma regionami Galicji dzięki rozwijającemu się przemysłowi naftowemu, emigracja była tutaj zjawiskiem powszechnym. W latach 1880–1910 z powiatu gorlickiego wyemigrowało aż 18 790 osób. Większość wybierała właśnie Amerykę Północną.
Dla wielu nie był to wyjazd na zawsze.
Plan był prosty:
kilka lat ciężkiej pracy,
zarobić jak najwięcej,
wrócić do rodzinnej wsi z oszczędnościami.
DOLARY ZMIENIAŁY ŻYCIE CAŁYCH WSI
Na ziemię gorlicką zaczęły płynąć pieniądze przesyłane przez emigrantów. Tylko w 1902 roku do powiatu gorlickiego przekazano pocztą około 2,4 miliona koron. A przecież wielu wracających przywoziło pieniądze także osobiście.
Dzięki tym środkom budowano nowe domy, kupowano ziemię, spłacano długi i poprawiano warunki życia całych rodzin.
Nie wszyscy jednak wyjeżdżali wyłącznie za pracą. Dla wielu młodych mężczyzn emigracja była również sposobem na uniknięcie poboru do armii austro-węgierskiej.
AMERYKA STAŁA SIĘ ZIEMIĄ OBIECANĄ
Pierwsi emigranci przetarli szlaki. Do rodzin zaczęły docierać listy, fotografie i ciężko zarobione dolary. Wieści o sukcesach szybko rozchodziły się po wsiach.
Amerykę nazywano często „Hameryką” lub „Meryką”, a dla wielu stała się symbolem nadziei na lepsze jutro. Mówiono o niej na jarmarkach, pod kościołami i w wiejskich chałupach.
NIE WSZYSCY GRALI UCZCIWIE
Na marzeniach ludzi szybko zaczęli zarabiać agenci emigracyjni. Obiecywali łatwy wyjazd, załatwiali bilety, dokumenty i organizowali podróż.
Nie brakowało jednak oszustów, którzy wykorzystywali niewiedzę i biedę przyszłych emigrantów. Również w Gorlicach działali przedstawiciele firm organizujących wyjazdy za ocean.
Aby chronić mieszkańców przed wyzyskiem, w 1908 roku utworzono w Gorlicach Powiatowe Biuro Pośrednictwa Pracy, które miało pomagać emigrantom i ograniczać działalność nieuczciwych pośredników.
DŁUGA DROGA DO NOWEGO ŚWIATA
Podróż trwała wiele tygodni. Najpierw koleją do jednego z europejskich portów, a następnie statkiem przez Atlantyk.
Najwięcej emigrantów przypływało do Nowego Jorku, gdzie od 1892 roku trafiali na słynną Ellis Island.
Tam przechodzili szczegółowe badania lekarskie i kontrolę dokumentów. Około 2% przybyszów odsyłano z powrotem do Europy.
Dla pozostałych rozpoczynało się zupełnie nowe życie.
NADZIEJA SILNIEJSZA OD STRACHU
Dla jednych Ameryka okazała się spełnieniem marzeń. Inni nigdy nie wrócili do rodzinnych stron.
Pozostawili jednak po sobie listy, fotografie, wspomnienia i historie, które do dziś są częścią dziejów ziemi gorlickiej.
Bo także stąd tysiące ludzi wyruszyło kiedyś „za chlebem”…
Co sądzisz na ten temat?
Źródło: Gorlice24.pl