
Wskazówki referendalnego zegara w Tarnowie zaczęły nakręcać się 12 czerwca , gdy do Katarzyny Tutaj, miejscowego Komisarza Wyborczego, wpłynęło powiadomienie grupy obywateli pod nazwą „Ruch Zorro” . Wyrazili oni chęć „wystąpienia z inicjatywą przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania Prezydenta
Tarnowski Zorro
Łukasz Winczura/LoveKraków.pl
Mija miesiąc, jak z krucjatą w sprawie odwołania prezydenta Tarnowa, w pakiecie z rajcami, ruszył Rafał „Zorro” Kozioł. To wystarczający czas, by sprawdzić, jak pomysł przyjęli mieszkańcy.
Wskazówki referendalnego zegara w Tarnowie zaczęły nakręcać się 12 czerwca, gdy do Katarzyny Tutaj, miejscowego Komisarza Wyborczego, wpłynęło powiadomienie grupy obywateli pod nazwą „Ruch Zorro”. Wyrazili oni chęć „wystąpienia z inicjatywą przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania Prezydenta Miasta Tarnowa oraz Rady Miejskiej w Tarnowie przed upływem kadencji”.
Tykać natomiast zaczęły cztery dni później, gdy pismo trafiło na biurko Jakuba Kwaśnego. Na zebranie 8075 podpisów Tarnowian kontestatorzy mieli od tego czasu 60 dni.
Tarnowskim przeciwnikom rządów Jakuba Kwaśnego skrzydła do ramion przypięli inicjatorzy odwołania Aleksandra Miszalskiego z funkcji prezydenta Krakowa.
Bo wcześniejsze próby referendalne, przynajmniej w Małopolsce, kończyły się fiaskiem. Pyrrusowe zwycięstwo odniosła grupa przeciwników Mateusza Borowca w podtarnowskim Radłowie. Wymaganą liczbę podpisów co prawda zebrali, gorzej natomiast poszło z zapędzeniem rodaków do urn.

Urna do głosowania
Krzysztof Kalinowski
Frekwencja wyniosła ledwie 8 procent. Borowiec nie dość, że stanowisko utrzymał to w dodatku zdobył wreszcie większość w radzie. To efekt wyborów uzupełniających w jednym z okręgów.
Kompletną klapą skończyło się natomiast napinanie muskułów w Bochni na okoliczność odwołania tamtejszej burmistrz Magdaleny Łacny. Zbyt małej ilości rodaków musiała ona zajść za skórę, skoro inicjatorzy referendum nie zdołali zebrać podpisów.
Z motyką na słońce porywali się także w Alwerni, Skale, Wierzchosławicach czy po dwakroć w Piwnicznej.
W czwartek, 10 lipca, krew poczuli mieszkańcy Lisiej Góry, którym zamarzyło się odspawanie od fotela swojego wójta. Ale lisiogórski projekt znajduje się dopiero na początku drogi.
Rafał Kozioł nie ukrywa, że wizerunkową dlań inspiracją był nierozpoznany po dziś dzień mężczyzna, który pojawił się w Tarnowie podczas wizyty Rafała Trzaskowskiego w trakcie kampanijnego objazdu Polski przed wyborami prezydenckimi.

Zorro w Tarnowie
Youtube
Rzecz miała się 23 maja ubiegłego roku. Pogoda w mieście była wówczas dżdżysta. W pewnym momencie na dachu jednej z kamienic po wschodniej stronie Rynku pojawiła się postać w stroju bohatera z filmów o Zorro. Niepokojony przez nikogo przez dobre kilka minut rozwijał transparent z napisem: „Byle nie Trzaskowski”.
Zorro napis przymocował, pomachał publice szpadą i po śliskim dachu, niepokojony przez nikogo, oddalił się w siną dal.
Na razie inicjator odwołania Jakuba Kwaśnego ma adekwatny kostium, czyli pelerynę i kapelusz. Rekwizyty pochodzą z wypożyczalni. Koszulki zadrukował własnym sumptem. Na spotkanie z naszą redakcją nie przyszedł z białą bronią.
W rozmowie 54-letni, jak wynika z Facebooka, Rafał Kozioł jest sympatyczny, nie unika odpowiedzi na żadne pytanie. Przy zbieraniu podpisów nie jest nachalny. W dniu, w którym się spotkaliśmy, na cel obrał sobie taksówkarzy z okolic dworca kolejowego.

Tarnowski Zorro
Łukasz Winczura/LoveKrakó.pl
Część z nich to koledzy naszego bohatera, który przez jakiś czas prowadził małą firmę przewozu osób. Kozioł jest zaciekłym wrogiem Uberów i Boltów, które – jego zdaniem – niszczą rynek.
– Jak wygram, przegnamy ich z Tarnowa – obiecywał stojącym na postoju kierowcom.
Już kilka lat temu miał w tej kwestii ostre spięcie z ówczesnym prezydentem Romanem Ciepielą, którego obwiniał za sprowadzenie tych firm do Tarnowa. Włodarz miasta z pretensjami odesłał go jednak do ministra infrastruktury Andrzeja Adamczyka.
Zupełnie inną twarz Kozioł pokazuje w sieci. Jego niektóre wpisy mogą wywołać u czytającego co najmniej refleksję, graniczącą ze zmieszaniem. Oto próbki twórczości z zachowaniem oryginalnej pisowni.

Tarnowski Zorro
Łukasz Winczura/LoveKraków.pl
„Ja przejmuję Tarnów, nr 2 Ruchu Zorro Katarzyna oraz Agnieszka ustawiają Tarnów. Kinga zarabia na aptekach na żużel”.
– Tak się przedstawiliśmy – mówi z uśmiechem.
W kolejnym Rafał Kozioł wpisie demaskuje czarną stronę tarnowskiej polityki.
„W 2023 byłem w Szwecji. Torf jest pro zdrowotny. Brałem bardzo intensywne kąpiele w torfie. Piłem bardzo dużo wody torfowanej. Marek Ciesielczyk chciał, abym zafundował mu 7 tys. na insert list do podpisów referendum Pocztą Polską w Tarnowie. Odmówiłem. Kąpiele w torfie trwały prawie codziennie. W tym czasie Marek Ciesielczyk sponsorowany przez ludzi Wardzały ??? rozpoczął tu referendum odwołujące Mariana (!) Ciepielę. Zebrał około 10 tys. głosów i nie oddał list z podpisami do Pani Komisarz Wyborczej. Nie ma też dowodu na komisyjne zniszczenie tych list. Zaniósł to do Wardzały gdzie w nagrodę Wardzałą wstawił go na listę PO na miejscu 3 zaraz za Mękal. Jednak nie dali mu ludzie szansy, żeby się dostać. Teraz dostaliśmy propozycję od ludzi z PO żeby wyrzucić Jakuba Kwaśnego a wstawić tu Kiwiora. Grzesznie (!) i stanowczo im odmówiłem. Ja nie jestem do kupienia. Semper Fidelis”.
– Tak. To prawda. Chcieli zrobić taką ustawkę. Odmówiłem – zaklina się.
Trzeci wpis może wywołać gęsią skórkę na plecach czytającego.
Możecie kombinować, jak mnie zamknąć lub zabić. W samochodzie Republiki lub pożarze
– To też mój wpis. Co do wypadku auta Republiki pisałem o tym, w którym niedawno uczestniczył poseł Norbert Kaczmarczyk. A pożar? To ten z ul. Sportowej z lutego 2022 roku, z którego ledwo uszedłem z życiem. Mieszkam tam na poddaszu. Po pożarze nikt nam nie pomógł. Ciepiela z Kwaśnym jednej osobie załatwili lokal zastępczy. Pomagałem strażakom jak mogłem. Nie odniosłem ran, bo czuwała nade mną Maryja – kładzie dłoń na sercu.
Pierwszych dni akcji referendalnej Rafał Kozioł nie wspomina najlepiej. Najpierw musiał na kilka dni wyjechać, później przyszły perturbacje pogodowe.
– Przez kilka dni z nieba lał się piekielny żar, później nadeszły burze. Mam wrażenie, że jakieś szatańskie siły chciały nam przeszkodzić. Ale się nie poddaliśmy – mówi.

Tarnowski Zorro
Łukasz Winczura/LoveKraków.pl
Innym problemem spędzającym sen z powiek Ruchowi Zorro jest mała liczba wolontariuszy kwapiących się do zbierania autografów Tarnowian.
Rafał Kozioł szukał wsparcia na zewnątrz. Jeździł po prośbie na Podkarpacie, z Grzegorzem Braunem w Krakowie miał negocjować wysłanie do Tarnowa grupy około 30 osób, które wsparłyby akcję podpisową.
– Na początku było nas raptem ośmioro. Tej pomocy potrzebujemy, bo ludzie chętnie się podpisują pod naszym pomysłem. Nasi obeszli już własne rodziny. Ale odwiedzali je bez masek – podkreśla.
Kilkanaście dni pracy przyniosło niewiele ponad 200 podpisów na 8075 wymaganych i zweryfikowanych.
Zorracy zamierzają w najbliższym czasie przeprowadzić ofensywę w Krzyżu.
– Tam w jedną niedzielę pod kościołem PiS zebrał ponad 1000 podpisów przeciw budowie krematorium na dzielnicy. Ale ludzie i tak zostali zrobieni w bambuko – podkreśla Kozioł.
Lista pretensji inicjatora referendum pod adresem prezydenta i rajców jest bardzo długa. Jest też kilka rad i obietnic w programie Ruchu Zorro.
Generalnie, w Tarnowie dzieje się źle i trzeba to zmienić.
– Prosty przykład. Niedawno mój znajomy przeprowadzał niepełnosprawną osobę przejściem podziemnym przy Mickiewicza. Zajęło mu to 40 minut, bo winda byłą zepsuta. Jak prezydent Kwaśny nie potrafi nawet naprawić windy, to niech sobie odpuści rządzenie miastem – zżyma się Rafał Kozioł.

Maciej Włodek, Jakub Kwaśny, Agnieszka Kawa
Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl
Lokalny Diego de la Vega ubolewa też nad niesprawiedliwym traktowaniem Tarnowian w MOPS-ie. I tu jego program wkracza na szerokie wody relacji polsko-ukraińskich.
– Mogę pokazać kwitki że jedna osoba dostała 20 złotych zasiłku a inna rodzina niewiele ponad 1000 złotych, za które miała sobie nakupić jedzenia na trzy miesiące. A ci nasi, no, sąsiedzi, dostają koło 1700 złotych na głowę. Dość tego. Polacy mają być traktowani lepiej. Wiem, jak to zmienić – kładzie rękę na sercu.
Jest zdecydowanym przeciwnikiem banderyzmu.
– Miasto powinno natychmiast zerwać stosunki z Tarnopolem. Nie jakieś zawieszanie, tylko zerwanie – podnosi głos.
Z troską wypowiada się o sytuacji biskupa Andrzeja Jeża.
– Jestem pewien, że w urzędzie znajdują się dowody na niewinność biskupa Jeża w prowadzonym przeciw niemu procesie. Chodzi mi o korespondencję urzędu z arcybiskupem Wiktorem Skworcem w kwestii odebrania mu honorowego obywatelstwa Tarnowa za zarzuty w kwestii tuszowania pedofilii. Pan Ciepiela był wówczas prezydentem a pan Kwaśny przewodniczącym rady. Jak tylko zdobędziemy pałac, wszystko ujrzy światło dzienne – obiecuje.
W kwestiach religijnych ma też radę dla zwolenników Konfederacji.
– Niech odsuną od siebie lefebrystów. Ja mówię: „Bóg, Honor, Ojczyzna”. A oni, ci lefebryści, mają chyba innego Boga – przypuszcza.

Stadion w Tarnowie
Archiwum
Zorrystów bardzo boli upadek żużla. Uważa, że kultową dyscypliną sportową Tarnowa powinny zaopiekować się władze miasta.
– Wzorem Grudziądza, urząd powinien mieć 100 procent akcji. Przynajmniej zawodnicy byliby wypłacani na czas i mieli za co utrzymać rodziny – mówi z przekonaniem.
I cały czas zachodzi w głowę, jak radni tarnowscy przez dwa bite miesiące nie potrafili wybrać ze swojego grona przewodniczącego po ustąpieniu ze stanowiska Małgorzaty Mękal.
Hipotetycznie zakładając sukces referendalny inicjatywy Rafała Kozioła, związany z odwołaniem prezydenta a w wersji premium – z rozpędzeniem rajców na cztery wiatry, pojawia się pytanie, kto byłby kandydatem Ruchu Zorro na prezydenta.

Tarnowski Zorro
Łukasz Winczura/LoveKraków.pl
– Ja byłbym – odpowiada bez namysłu nasz rozmówca. – Znam na wylot miasto, znam problemy mieszkańców. Poradziłbym sobie. Razem z tą grupą ludzi, która mnie wspiera – dodaje z pewnością w głosie.
W sprawie ewentualnego ułożenia się w radzie miejskiej stawia na dialog z poszczególnymi ugrupowaniami, które chcą działać dla dobra publicznego.
Póki jednak doszłoby do wyboru nowego gospodarza miasta, Tarnowem rządziłby komisarz, którego powołuje premier.
„Na Burku” mówi się, że faworytem do tej funkcji mógłby być Marcin Kiwior, wójt sąsiedniego Skrzyszowa. Na dźwięk jego nazwiska Rafałowi Koziołowi natychmiast tężeje mina.

Marcin Kiwior
Marcin Kiwior, Facebook
– Kto? Kiwior? Ten z KO, ze Skrzyszowa? Każdy, tylko nie on! To byłoby nieszczęście dla Tarnowa. Jeszcze większe niż to, które nas spotyka – nie kryje emocji.
Czym Marcin Kiwior podpadł lokalnemu Zorro?
– On chce Tarnowowi zgotować Kotlinę Kłodzką i nas zalać. Z Wodami Polskimi będzie budował siedem polderów, które mogą pomieścić pół miliona metrów sześciennych wody. Jak to pęknie, to po nas. Powtarzam, każdy, tylko nie Kiwior – denerwuje się nasz rozmówca.
Rafał Kozioł z ręką na sercu klnie się, że jest w stanie wstrzymać akcję zbierania podpisów pod referendum, byle tylko obronić Tarnów przed komisarycznymi rządami skrzyszowskiego wójta.
Na korytarzach budynku przy ul. Mickiewicza atmosfera związana z inicjatywą Rafała Kozioła nie wywołuje u pracowników popłochu.
Prezydent Jakub Kwaśny nie zamierza komentować całej sprawy.
Minimalnie rozmowniejszy jest jego rzecznik prasowy.
– Potwierdzam, że pocztą, na adres urzędu, wpłynęło pismo rzeczonego podmiotu, w przedmiotowej sprawie. Zgodnie z instrukcją kancelaryjną zostało ono opieczętowane, nadano mu numer i odesłane do archiwum – mówi Wiktor Bochenek.

Wiktor Bochenek, rzecznik prezydenta Tarnowa
Także napotkanym przez nas radnym nie straszna jest szpada, którą wymachuje tarnowski Zorro.
– Błazenada i festyniarstwo – to słowa szefa klubu radnych PiS Henryka Łabędzia.
Zakładając jednak, że inicjatorom referendum powiedzie się w zbieraniu podpisów, to na Urząd Miasta Tarnowa spadnie ciężar przygotowania lokalnego święta demokracji. Czyli wyznaczenie obwodów głosowania, wydrukowanie obwieszczeń i kart, sporządzenie list uprawnionych do wzięcia udziału w referendum.
Ale nie tylko. Trzeba przecież opłacić diety członkom komisji, kupić długopisy, kleje, spinacze, zszywki, zapłacić prąd i wodę zużytą do parzenia przynoszonej we własnym zakresie kawy.
I na to muszą znaleźć się pieniądze w budżecie miasta.
Ile?
Trudno powiedzieć, bo rzeczony podmiot w przedmiotowej sprawie nie zebrał jeszcze wymaganej ilości podpisów. Zatem nie prowadziliśmy symulacji. Ale jedna tura poprzednich wyborów kosztowała nas milion złotych. Nas, czyli budżet miasta. Budżet miasta, czyli tarnowskiego podatnika
Równolegle z inauguracją akcji zorrystów na słupach miejskich pojawiły się – ni z tego, ni z owego – plakaty opisane tytułem: „Sondaż poparcia dla prezydenta Tarnowa. Kwaśny przegrywa!”

Sondaż w Tarnowie
Łukasz Winczura/LoveKraków.pl
Na przeprowadzenie badania wysiliła się Polsko Amerykańska Fundacja Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego (PAFERE). Ma ona swoją siedzibę na warszawskim Żoliborzu, przy ul. A. Mickiewicza 16/12A.
PAFERE: „zajmuje się wolnorynkową edukacją ekonomiczną, promocją wolności gospodarczej i wolnego handlu jako najskuteczniejszego a zarazem najsprawiedliwszego systemu powodującego podnoszenie zamożności ludzi i narodów”. Promuje demokrację bezpośrednią i odwołuje się do wartości chrześcijańskich.
W jej władzach zasiada między innymi były sześciokrotny senator RP Piotr Łukasz Andrzejewski, który obecnie jest zastępcą przewodniczącego Trybunału Stanu. Co ciekawe, Piotr Andrzejewski w latach 1993-1997 mandat w „izbie refleksji” pełnił z okręgu tarnowskiego, startując z listy „Solidarności”.
Sondaż miał zostać przeprowadzony między 23 a 30 maja. Na ulicach Tarnowa przepytano metodą wywiadów bezpośrednich 1029 ankietowanych. Fundacja chwali się, iż: „publikuje wyniki tego sondażu jako przykład pozytywnej, oddolnej inicjatywy obywatelskiej”.
Serca przepytywanych najmocniej porwał poseł KO Robert Wardzała, któremu ma ufać 26 proc. respondentów. Drugie miejsce dla urzędującego prezydenta Jakuba Kwaśnego (Nasze Miasto Tarnów) z wynikiem 22 proc. Podium zamyka szef klubu PiS w radzie – Henryk Łabędź. Krzyżyk przy jego nazwisku postawiłoby 15 proc. ankietowanych.

Robert Wardzała
Łukasz Winczura/LoveKraków.pl
Na czwartym miejscu znalazł się były radny Marek Ciesielczyk (14 proc.). Co dziesiąty przepytywany oddałby głos na kandydata z importu. Mowa o Krakowianinie Karolu Pęczku z Konfederacji. W gronie pretendentów do tarnowskiego tronu znalazł się również były wiceprezydent miasta, długoletni prezes MPEC a dziś radny koła Tak dla Tarnowa Krzysztof Rodak. Ten mógłby liczyć na 6 proc. głosów.
Swojego kandydata nie miało sprecyzowanego 7 procent Tarnowian.
Mamy komentarz zwycięzcy badania.
– Cóż mogę powiedzieć. Bardzo mi miło, że moja praca dla Tarnowa została zauważona. Nie ekscytuję się jednak wynikiem, choć każdy sondaż jest barometrem nastrojów społecznych. Dziś jednak jestem posłem i skupiam się na pracy dla mojego miasta w Warszawie – powiedział nam Robert Wardzała.
Źródło: LoveKraków.pl