
Sprawa zimowego lodowiska w Wadowicach to klasyczny przykład sytuacji, w której sukces wizerunkowy ściera się z twardą rzeczywistością ekonomiczną. Z jednej strony mieszkańcy otrzymali świetną zimową atrakcję, z której chętnie korzystały całe rodziny. Z drugiej – w budżecie gminy powstała wyrwa na blisko 850 tysięcy złotych . Gdy zestawimy tę kwotę z realiami rynkowymi oraz innymi przetargami w regionie, naturalnie rodzą się pytania o efektywność gospodarowania publicznymi środkami.
Dlaczego 850 tysięcy złotych budzi wątpliwości?
Aby zrozumieć skalę problemu, warto przyjrzeć się analogicznym zamówieniom publicznym na rynku zimowych atrakcji. Pod koniec 2024 roku w Żywcu dokładnie ten sam operator (ta sama firma, która realizowała zamówienie w Wadowicach) złożył ofertę na postawienie tamtejszego lodowiska za kwotę około 180 tysięcy złotych brutto . Co niezwykle istotne – firma ta przegrała przetarg w Żywcu, ponieważ na tamtejszym rynku pojawiły się podmioty jeszcze tańsze.
Ktoś mógłby argumentować, że lodowisko w Żywcu miało powierzchnię około 300 metrów kwadratowych, podczas gdy wadowicki obiekt liczył około 1000 metrów kwadratowych. Oczywiście większa powierzchnia generuje wyższe koszty energii, montażu czy obsługi. Jednak w realiach rynkowych i technologicznych skala ta nie przekłada się liniowo na wzrost ceny o kilkaset procent. Zwiększenie tafli nie oznacza automatycznie trzykrotnego wzrostu kosztów całego przedsięwzięcia logistycznego i sprzętowego.
Nawet biorąc poprawkę na to, że specyfikacja techniczna, czas funkcjonowania oraz parametry obiektów się różniły, końcowy rozstrzał cenowy poraża. Różnica pomiędzy ofertą z Żywca a ostateczną kwotą w Wadowicach jest na tyle drastyczna, że wymaga jasnego komentarza. Skoro ten sam wykonawca wycenił swoje usługi w innym mieście na ułamek kwoty zaproponowanej w Wadowicach, naturalnie rodzi się pytanie, z czego wynika ta potężna nadwyżka i na co dokładnie zostały przeznaczone te środki.
Przetarg szyty na miarę czy niefortunny zbieg okoliczności?
Wątpliwości budzi nie tylko sama kwota, ale również otoczka formalno-prawna zamówienia publicznego. Dwa elementy procedury przetargowej wymagają szczególnego wyjaśnienia ze strony Urzędu Miejskiego.
Po pierwsze, przetarg ogłoszono na krótko przed startem sezonu zimowego, co zawsze ogranicza pole manewru i podbija stawki dyktowane przez wykonawców. Co więcej, w dokumentacji pojawił się specyficzny wymóg dotyczący odległości – realizacja w promieniu 500 metrów od wadowickiego rynku.
Screenshot Po drugie, w praktyce tak sformułowany warunek zawężał potencjalne miejsce lokalizacji lodowiska do terenu po dawnej restauracji „Ogrodowa”. Choć lokalizacja w centrum miasta jest atrakcyjna dla użytkowników, to z punktu widzenia prawa zamówień publicznych mogła drastycznie ograniczyć zdrową konkurencję. Skoro rynkowi rywale nie mieli dostępu do alternatywnych działek spełniających tak surowe kryteria lokalizacyjne, nie mogli wystartować w przetargu i zbić ceny – tak jak miało to miejsce w Żywcu.
Tutaj pojawia się kolejne kluczowe pytanie, które zadają sobie mieszkańcy: Ile dokładnie kosztowało wynajęcie placu po byłej restauracji „Ogrodowa” i dlaczego ta kwota okazała się tak wysoka? Jeśli koszt dzierżawy prywatnego przecież gruntu znacząco wpłynął na ostateczną, astronomiczną cenę całego przedsięwzięcia, to opinia publiczna powinna dowiedzieć się, na jakich warunkach i dlaczego akurat z tym podmiotem podjęto współpracę.
Zasada Prawa Zamówień Publicznych: Opis przedmiotu zamówienia nie może utrudniać uczciwej konkurencji. Jeśli kryteria zamawiającego drastycznie zawężają rynek wykonawców (np. do jednego, konkretnego placu w centrum), muszą one posiadać twarde, obiektywne i niemożliwe do podważenia uzasadnienie ekonomiczne lub technologiczne. Mur milczenia wokół wadowickiego sportu
Warto w tym miejscu zaznaczyć, że próby wyjaśnienia mechanizmów finansowania zimowej infrastruktury w mieście trwają od dawna i przypominają bicie głową w mur.
W sezonie zimowym 2025/2026 nasz serwis informacyjny wysłał szereg oficjalnych zapytań do zarządu Klubu Sportowego „Skawa” Wadowice . Pytania dotyczyły bezpośrednio usytuowanego na tamtejszym terenie lodowiska oraz precyzyjnych kwot, jakie wiązały się z jego funkcjonowaniem i udostępnieniem przestrzeni.
Do dnia dzisiejszego nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Brak jakiegokolwiek komentarza czy choćby próby odniesienia się do przesłanych pism ze strony władz klubu tylko potęguje atmosferę tajemnicy i zmusza do stawiania kolejnych pytań o transparentność lokalnych podmiotów dotowanych z kieszeni podatnika.
Transparentność to obowiązek, nie dobra wola
Mieszkańcy Wadowic nie korzystali z lodowiska „za darmo” – korzystali z niego za pieniądze, które sami wcześniej wpłacili do kasy miasta w podatkach. Burmistrz Bartosz Kaliński stoi dziś przed prostym zadaniem, które zamiast dzielić, może przeciąć wszelkie spekulacje.
Upublicznienie pełnego, szczegółowego kosztorysu inwestycji zamknęłoby usta krytykom, jeśli każdy wydatek – od prądu, przez marżę firmy, aż po wynajem placu „Ogrodowa” – miał swoje rynkowe uzasadnienie. Unikanie odpowiedzi, podobnie jak milczenie zarządu KS Skawa Wadowice, będzie natomiast sygnałem, że na styku lokalnych instytucji i publicznych finansów pojawiły się mechanizmy, które pilnie wymagają głębszej kontroli społecznej. Nie chodzi tu o szukanie sensacji, ale o czyste fakty.
Źródło: wrzuc.info