RAK
    Bohaterskie zachowanie i trzeźwy umysł zapobiegły tragedii

    Bohaterskie zachowanie i trzeźwy umysł zapobiegły tragedii

    3270 odsłon
    Bohaterskie zachowanie i trzeźwy umysł zapobiegły tragedii

    To miał być zwykły dzień, a skończyło się na skrajnie niebezpiecznej sytuacji, w której tylko przytomność umysłu naszego czytelnika Szymona zapobiegła gorszemu scenariuszowi. Jego relacja doskonale pokazuje, jak w ułamku sekundy na drodze zdrowy rozsądek potrafi przegrać z brawurą, a chwilę później – z totalnym szokiem i adrenaliną.

    Wszystko zaczęło się od małego kotka, który nagle wbiegł na jezdnię. Kierowca Toyoty zareagował instynktownie i zatrzymał się, by nie przejechać zwierzęcia. Niestety, jadąca za nim młoda dziewczyna, podróżująca z pasażerem oraz psem rasy berneński pies pasterski, w ogóle nie podjęła próby hamowania i z pełnym impetem wbiła się Hondą w tył stojącego pojazdu. Huk, dym oraz wystrzelone poduszki i kurtyny powietrzne natychmiast wypełniły wnętrze auta. Co najgorsze, całe ryzykowne manewrowanie na niewiele się zdało, ponieważ mały kot, dla którego zablokowano drogę, chwilę później i tak zginął pod kołami innego samochodu nadjeżdżącego od strony Brodów.

    To, co wydarzyło się bezpośrednio po zderzeniu, pokazuje, jak bardzo człowiek w stresie przestaje kalkulować ryzyko. Dziewczyna w totalnej panice wyskoczyła z rozbitej Hondy. Zamiast uciekać na bezpieczne pobocze, otworzyła tylne drzwi od strony środka jezdni, żeby wypuścić psa, który w jej ocenie był w tamtym momencie najważniejszy. Zaraz potem zaczęła go tulić na samym środku asfaltu, zupełnie ignorując fakt, że wokół pędzą inne samochody. Sytuację pogarszał fakt, że zza wzniesienia od strony Izdebnika nadjeżdżały kolejne pojazdy. Mimo że na drodze stało już kilka aut na światłach awaryjnych, kierowcy zjeżdżający z górki wyprzedzali bardzo niebezpiecznie, kompletnie ignorując widoczne zagrożenie.

    Na szczęście na miejscu znalazł się Szymon, który zachował zimną krew i natychmiast ruszył do akcji, przejmując kontrolę nad chaosem. Mężczyzna pozamykał pootwierane na oścież drzwi Hondy i pobiegł daleko w tył, by prawidłowo ustawić trójkąt ostrzegawczy dla aut nadjeżdżających z góry. Widząc, że spod maski rozbitego samochodu unosi się już dym, a pojazd jest wyposażony w instalację LPG, natychmiast wyłączył w nim zapłon, by zniwelować ryzyko wybuchu. Następnie spróbował pomóc poszkodowanym w Toyocie, doradzając im podjechanie kawałek do przodu w celu odseparowania aut od syczącego gazem pojazdu. Spotkał się jednak z oporem ze strony zszokowanego pasażera, który zdenerwowany oświadczył, że nigdzie się nie rusza, ponieważ auto jest zastępcze, a on właśnie rozmawia z policją i pogotowiem.

    Przed odjazdem nasz czytelnik upewnił się jeszcze, w jakim stanie są młodzi ludzie z Hondy. Choć w szoku twierdzili, że nie potrzebują pomocy, ich twarze nosiły wyraźne ślady po mocnym uderzeniu odpalonych poduszek gazowych. Chwilę po tym, jak Szymon wraz z kolegą ruszyli w dalszą drogę, minęli jadące już na sygnale wszystkie służby ratunkowe zmierzające od strony Wadowic.

    Jak podsumowuje autor relacji, który sam przeżył wcześniej dwa poważne wypadki, w tym jeden na motocyklu, w takich momentach człowiek nie myśli racjonalnie, bo działa czysta adrenalina. Właśnie dlatego tak ważne jest, by ktoś postronny potrafił się zatrzymać i przejąć inicjatywę. Ten wypadek to brutalne przypomnienie, że w krytycznej sytuacji na drodze nie ma miejsca na emocjonalne sceny na środku jezdni czy kłótnie o stan techniczny aut zastępczych. Liczą się wyłącznie szybkie procedury, czyli właściwe oznakowanie miejsca, ucieczka na pobocze oraz odcięcie prądu i gazu w rozbitych pojadzach. Gdyby nie zdecydowana reakcja Szymona, to zdarzenie pod Izdebnikiem mogło skończyć się znacznie większą tragedią.


    Źródło: wrzuc.info

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?