
Zdjęcie ilustracyjne/ Fot. Pexels.
Stres zwierząt to nie metafora. To reakcja organizmu na zagrożenie
Behawiorysta zwierząt Andrzej Kinteh-Kłosiński tłumaczy, że owce podczas konkursu strzyżenia mogły odczuwać silny stres. Nie wynikał on z samego strzyżenia, ale z całej sytuacji: unieruchomienia, obecności tłumu, obcego miejsca i oddzielenia od stada. Dla zwierząt stadnych właśnie utrata kontaktu z grupą jest jednym z najsilniejszych czynników wywołujących lęk.
Psy i koty kochamy
Rozmówca przypomina, że stres nie jest wyłącznie ludzkim doświadczeniem. To fizjologiczna reakcja organizmu na sytuację przekraczającą jego możliwości adaptacyjne. Może być wywołany bólem, chorobą, głodem, ale także strachem. W przypadku owiec to właśnie strach uruchamia reakcję hormonalną i mobilizuje organizm do obrony:
Kinteh-Kłosiński zwraca uwagę, że krótkotrwały stres zwykle nie pozostawia trwałych konsekwencji zdrowotnych. Nie oznacza to jednak, że można go lekceważyć. Każda sytuacja wywołująca u zwierzęcia strach wiąże się z cierpieniem, którego – jeśli tylko można – należy unikać. Podkreśla, że w ocenie takich wydarzeń nie powinno chodzić wyłącznie o skutki biologiczne. Równie ważny jest wymiar etyczny i pytanie o to, czy człowiek ma prawo narażać zwierzę na lęk wyłącznie dla rozrywki lub widowiska:
Jeśli mamy chociaż odrobinę empatii, to nie chcemy narażać zwierząt na strach. Zwierzę przeżywa po prostu strach, doświadcza dyskomfortu i jest to moralnie naganne. Behawiorysta zwraca uwagę, że społeczeństwo inaczej postrzega zwierzęta towarzyszące, a inaczej gospodarskie. Psy czy koty otaczamy troską, ale wobec owiec, krów czy świń łatwiej akceptujemy zachowania, których nie zaakceptowalibyśmy wobec zwierząt domowych.
Przykład? Bożonarodzeniowe szopki z żywymi zwierzętami. Wielodniowe przebywanie w hałasie i wśród nieustannie zmieniających się ludzi może być dla zwierząt bardziej stresujące niż samo, krótkotrwałe strzyżenie.
Nie każda tradycja zasługuje na podtrzymywanie
Rozmówca podkreśla, że tradycja sama w sobie nie jest wartością, jeśli wiąże się z cierpieniem. Przypomina, że społeczeństwa odchodzą od praktyk, które kiedyś były powszechnie akceptowane, gdy lepiej rozumieją ich skutki. Jednocześnie zaznacza, że nie chodzi o całkowitą rezygnację z hodowli zwierząt czy wykorzystywania ich przez człowieka. Jego zdaniem należy przede wszystkim poprawiać warunki ich życia i ograniczać niepotrzebne cierpienie:
Są granice tradycji. Pewne tradycje są dobre i je kultywujemy, a pewne są złe. Możemy dużo zrobić, żeby poprawić dobrostan zwierząt, które wykorzystujemy. Komentując tysiące internetowych reakcji po publikacji filmu z konkursu, Andrzej Kinteh-Kłosiński zauważa, że rosnąca wrażliwość na los zwierząt jest zjawiskiem pozytywnym. Jednocześnie nie zgadza się z obrażaniem ludzi i podkreśla, że przemoc wobec człowieka nie może być odpowiedzią na przemoc wobec zwierząt.
Według niego zmiana społeczna dokonuje się przede wszystkim dzięki rozmowie, edukacji i stopniowemu budowaniu świadomości. Za dowód takiej zmiany uznaje sam fakt, że konkurs wywołał tak szeroką dyskusję.
Nie dopuszczam hejtu, dlatego że hejt też jest przemocą. Możemy rozmawiać spokojnie – poprzez tłumaczenie, edukację i uświadamianie. To, że dziś ludzie protestują, pokazuje, jak bardzo zmieniła się społeczna wrażliwość
Czego dowiesz się z tej rozmowy:
największym źródłem stresu dla owiec była cała sytuacja – unieruchomienie, tłum ludzi, obce miejsce i oddzielenie od stada
krótkotrwały stres zwykle nie pozostawia trwałych skutków zdrowotnych, ale nie oznacza to, że można lekceważyć cierpienie zwierząt
zwierzęta gospodarskie są społecznie traktowane inaczej niż psy czy koty, choć również odczuwają strach i dyskomfort
tradycja nie powinna usprawiedliwiać działań, które powodują niepotrzebne cierpienie zwierząt
rosnąca liczba krytycznych komentarzy świadczy o większej wrażliwości społecznej, ale zmiany powinny dokonywać się przez edukację, a nie hejt.
Źródło: Radio Kraków