RAK
    [AKTUALIZACJA]Parkingowy paraliż, ostre słowa i zerwane relacje. Awantura przed andrychowską lecznicą

    [AKTUALIZACJA]Parkingowy paraliż, ostre słowa i zerwane relacje. Awantura przed andrychowską lecznicą

    1392 odsłon
    [AKTUALIZACJA]Parkingowy paraliż, ostre słowa i zerwane relacje. Awantura przed andrychowską lecznicą

    Do incydentu doszło tuż przed godziną 9:00. Parking przed andrychowską lecznicą, stanowiący własność prywatną, od dawna bywa miejscem logistycznych wyzwań. Tym razem jednak spór o wolną przestrzeń przybrał nieoczekiwany obrót, a redakcja poznała dwie, skrajnie odmienne wersje wydarzeń.

    Z relacji kobiety, która od ośmiu lat leczyła w placówce swojego czworonoga, wynika, że przyjechała na miejsce na kilka minut przed otwarciem przychodni. Ponieważ gabinet weterynaryjny był jeszcze zamknięty, andrychowianka udała się do mieszczącej się w tym samym budynku apteki. Dowodem na to jest paragon fiskalny z wybitym czasem 8:52. Następnie, pozostawiając swój biały samochód na parkingu, poszła na drobne zakupy do pobliskiego sklepu. Kiedy wróciła, okazało się, że jej auto zostało całkowicie zastawione. Kobieta weszła do przychodni, chcąc ustalić, do kogo należy ten samochód i poprosić o odblokowanie wyjazdu. Okazało się, że właścicielem auta jest przyjmujący tam lekarz weterynarii.

    Właścicielka białego auta twierdzi, że lekarz zarzucił jej nieprawidłowe parkowanie, choć jej zdaniem wokół znajdowały się inne wolne miejsca. Kobieta podkreśla również, że jako osoba z niewidoczną na pierwszy rzut oka niepełnosprawnością, zmuszona jest parkować jak najbliżej wejścia do budynków. Główny zarzut czytelniczki dotyczy jednak tego, co wydarzyło się później. Jak twierdzi, medyk nie przestawił pojazdu od razu, lecz wrócił do gabinetu, by przyjąć umówionego pacjenta. Według jej wersji, zablokowana na parkingu czekała blisko 30 minut. Kiedy weterynarz ponownie pojawił się w recepcji, miało dojść do ostrej wymiany zdań, podczas której podniesiono głos. Rozżalona mieszkanka Andrychowa podsumowała, że w ten sposób nie traktuje się lojalnych klientów i zadeklarowała, że nie skorzysta więcej z usług tej placówki.

    Aby zachować rzetelność dziennikarską, o komentarz poprosiliśmy właściciela przychodni. Lekarz weterynarii przedstawił nam szczegółowy przebieg poranka, który rzuca na sprawę zupełnie nowe światło. Medyk kategorycznie odpiera zarzuty o złośliwe zablokowanie klientki i wskazuje na rażące łamanie zasad parkowania. Z jego relacji wynika, że pojazd czytelniczki zastawił dróżkę dojazdową oraz łącznie aż cztery miejsca parkingowe, uniemożliwiając wjazd jemu i pozostałym klientom.

    Lekarz wyjaśnia, że wyszedł z samochodu, rozglądał się, wołał, pytał w aptece, a na koniec użył klaksonu, jednak nikt się nie zgłosił. Mając w zobowiązaniu przyjęcie umówionych pacjentów na godzinę 9:00, zaparkował w jedyny możliwy sposób, by nie zablokować innego, prawidłowo zaparkowanego auta. Podkreśla, że nie wiedział, jak długo biały pojazd tam pozostanie.

    Medyk zaprzecza również, jakoby klientka bezczynnie czekała pół godziny na odjazd. Z dokumentacji medycznej i paragonów przychodni wynika, że kobieta przyszła do gabinetu w trakcie pierwszej wizyty z zamiarem kupna tabletek. To właśnie w poczekalni, w obecności sześciu innych osób, miało dojść do eskalacji konfliktu. Weterynarz relacjonuje, że kobieta zachowywała się agresywnie, mówiła podniesionym głosem, żywo gestykulowała i używała obraźliwych słów, wyzywając personel od chamów. Na uwagę lekarza dotyczącą sposobu zaparkowania miała odparować, że nie żyjemy na Manhattanie i lekarz mógł sobie poszukać wolnego miejsca w Andrychowie , na przykład pod pobliskim technikum. Weterynarz zaznacza, że obsłużył kobietę poza kolejnością, aby jak najszybciej rozładować napięcie i umożliwić jej odjazd, zmuszając tym samym innych, punktualnych pacjentów do niezawinionego oczekiwania.

    Analizując zebrane informacje, kluczowym elementem w sprawie staje się dostarczony przez kobietę paragon z apteki z godziny 8:52. Z dziennikarskiego punktu widzenia ten drobny dokument uwiarygadnia wersje obu stron, choć w zupełnie inny sposób. Potwierdza on słowa klientki, że rzeczywiście była na miejscu przed otwarciem przychodni i robiła zakupy farmaceutyczne. Jednocześnie jednak fakt, że po wizycie w aptece kobieta udała się na dalsze zakupy do innego sklepu, idealnie wyjaśnia, dlaczego tuż przed godziną 9:00 lekarz nie zastał jej przy samochodzie i nie mógł jej odnaleźć, mimo prób nawoływania i użycia klaksonu. Godzina na paragonie nie rozwiązuje jednak istoty sporu, jaką pozostaje kwestia zablokowania przestrzeni parkingowej dla innych użytkowników.

    Incydent przy ul. Włókniarzy to klasyczny przykład tego, jak codzienne nieporozumienie logistyczne i silne emocje mogą doprowadzić do potężnego kryzysu w relacjach z klientem. Weterynarz zapowiada, że dysponuje świadkami w postaci innych pacjentów oraz pracowników sąsiedniej apteki, a także dokumentacją fiskalną, i w razie konieczności będzie bronił swojego dobrego imienia- to samo twierdzi klientka…

    Pełna odpowiedź weterynarza poniżej:

    Rzeczona Właścicielka białego przejazdu zastawiła przejazd i w sumie cztery miejsca parkingowe wraz z dróżką dojazdową działając na szkodę Przychodni – uniemożliwiając zaparkowanie moim Klientom jak i mi. W związku z tym, że o godzinie 9:00 miałem przyjąć umówionego, czekającego już pod drzwiami Pacjenta: wyszedłem z samochodu, rozejrzałem się, zawołałem „halo”, spytałem Pracownicę apteki czy ich klient zaparkował w taki sposób (panie powiedziały, że absolutnie nie ich klient i wyraziły też ubolewanie jak można tak zaparkować), na koniec użyłem klaksonu. Niestety mimo podjętych prób pilnego wyjaśnienia sprawy Właściciel białego pojazdu nie ujawnił się, a ja mając w zobowiązaniu przyjęcie pilnych, umówionych Pacjentów, zaparkowałem w jedyny możliwy na ten czas sposób, by jednocześnie nie zablokować czarnego samochodu spod apteki, który zaparkował właściwie. Proszę też wziąć pod uwagę, że nie wiedziałem ani od kiedy auto tam stoi, ani ile godzin ma tam pozostać, skoro Kierowcy nie ma w pobliżu. Dzięki temu mogłem rozpocząć pracę i nie narazić umówionej klientki na dłuższą zwłokę, która już miała miejsce. Pod koniec prowadzenia ww. pierwszej Wizyty pojawiła się Właścicielka białego pojazdu zaparkowanego w sposób znacznie utrudniający pracę Przychodni. Okazało się, że jest to klientka, która przyjechała do mnie po tabletki – zakupiła je u mnie na co mam paragon z dokładną godziną i historię Pacjenta, więc o zablokowaniu jej pojazdu nie ma mowy bo przyjechała z zamiarem ich zakupu i dostała je najszybciej jak to było możliwe po pojawieniu się. Podczas zakupu mówiła znacznie podniesionym głosem i żywo gestykulując oraz wyzywając mnie od chamów przy moich Klientach (wówczas już 6 osób wliczając poczekalnię), że „mogłaby mnie nawet przeprosić ale nie widziała wtedy parkując swojego błędu” po czym… zwyzywała mnie od chamów ponownie. Ingnorowałem zaczepki, spytałem o rodzaj tabletek, dane Pacjenta, wydałem paragon, przyjąłem zapłatę. Gdy pani nie przestawała robić sceny, spytałem gdzie wg Niej miałem zaparkować. Powiedziała, że „nie żyjemy na Manhattanie, więc mogłem sobie znaleźć gdzieć w Andrychowie miejsce, na przykład pod Technikum (sic!). Przepuściłem Ją bezzwłocznie po dokonanym przez nią zakupie mimo, że w sumie to dzięki całemu zajściu wcisnęła się niekulturalnie w kolejkę przed Pacjenta z 9:15 – czyli gdyby nie to parkowanie, sprzedałbym jej leki dopiero do przyjęciu Pacjenta – taki jest bowiem cel umawiania wizyt na konkretną godzinę (odbiór leków też można umówić na konkretną godzinę, nie jest to oczywiście wymagane ale wówczas obowiązuje normalna kolejka i dostosowanie się do kolejności innych oczekujących Osób. W Jej wypadku zrobiłem wyjątek, by nie zaogniać sytuacji i móc skupić się na tym po co przyszedłem do pracy – na pomaganiu Zwierzętom, a nie na wykłucaniu się o rację w sprawie tak oczywistej i jednoznacznej). Tak więc reasumując: nie zastawiłem na pół godziny, tylko obsłużyłem poza kolejką. Nie utrudniłem odjazdu, tylko umożliwiłem zmuszając lojalnego Klienta do niezawinionego oczekiwania – mimo, że Właścicielka białego pojazdu opóźniła pracę Przychodni i uniemożliwiła parkowanie moim Klientom (cztery miejsca zamiast jednego i zastawiony przyjazd). Nie przeprosiła, tylko zwyzywała od chamów. Proszę spytać Pana Klientkę dlaczego świadomie wprowadzila Pana w błąd w tak wielu kwestiach tak prostych do weryfikacji: dlaczego zaparkowała nie bacząc na tyle innych osób? dlaczego nie było jej przy pojeździe gdy wołałem i użyłem klaksonu a także zapytywałem w aptece (i niech Pana nie zwiedzie bajką o paragonie z apteki – proszę sprawdzić godzinę jego wydania) dlaczego krzyczała na mnie przy ludziach i używała wulgarnego języka, co jest sposobem niedopuszczalnym w relacjach międzyludzkich od jakichś 10-15 lat? dlaczego w niedzielne południe, czas święty i spędzany z Rodziną, ja musiałem zaprzestać gry w szachy z siedmioletnią Córcią, żeby tłumaczyć się z treści nieprawdziwych na swój temat?


    Źródło: wrzuc.info

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?