RAK
    20 lipca 1944 – zamach na Hitlera

    20 lipca 1944 – zamach na Hitlera

    3381 odsłon
    20 lipca 1944 – zamach na Hitlera

    20 lipca 1944 r. pułkownik hrabia Claus von Stauffenberg dokonał w Kwaterze Głównej Wehrmachtu, w tzw. Wilczym Szańcu (Wolfsschanze) koło Kętrzyna (wówczas Rastenburg), zamachu na Hitlera. Zamach polegał na podłożeniu bomby pod stołem, przy którym odbywała się narada, w której uczestniczył Hitler. Zamach był od dawna przygotowywany, a zabicie Hitlera było warunkiem obalenia narodowosocjalistycznej dyktatury, zakończenia wojny i przywrócenia demokracji. Istotnym, być może decydującym, motywem o podjęciu przez nich działań przeciwko Hitlerowi było dążenie do ocalenia honoru i dobrego imienia Niemiec, doszczętnie skompromitowanych przez zbrodnie hitlerowskiego reżimu. Organizatorzy planu pod kryptonimem Walkiria, czyli obalenia Hitlera, chcieli własnym przykładem wykazać, że Niemcy to nie tylko Hitler i jego odrażający, zbrodniczy reżim. I to w ich imieniu stojący po upadku akcji zamachowców przed plutonem egzekucyjnym na dziedzińcu ministerstwa wojny przy Bendlerstrasse w Berlinie, Claus von Stauffenberg krzyknął: Es lebe unser heiliges Deutschland (niech żyją nasze święte Niemcy). W tym miejscu stoi dziś jego pomnik, przed którym miałem zaszczyt w rocznicę zamachu będącego dniem pamięci w Republice Federalnej Niemiec składać w imieniu Sejmu RP biało-czerwone kwiaty.

    Ten motyw moralnego sprzeciwu wobec zła, jakimi były rządy nazistów jest obecny w dokumentach, jakie pozostawili zamachowcy i w wypowiedziach ocalałych uczestników ruchu 20 lipca. Jeden z najwybitniejszych uczestników konspiracji, płk. Henning von Trescow, tak mówił do najbliższych współpracowników: „Ufam, że Bóg, który kiedyś przyrzekł Abrahamowi ocalić Sodomę, jeśli znajdzie się w niej choć jeden sprawiedliwy, nie zniszczy Niemiec przez wzgląd na nas. Żaden z nas nie może się skarżyć, że umiera, gdyż każdy kto przystał do naszych szeregów, nałożył zatrutą koszulę Nessosa. O wartości moralnej człowieka świadczy w ostatecznym rachunku gotowość oddania życia za przekonania” (Fabian von Schlabrendorf, The secret war against Hitler, Nowy Jork, 1966).

    Pozostawione przez organizatorów zamachu dokumenty, a także wspomnienia ocalałych świadczą, że mimo wewnętrznych różnic zasadniczo dążyli oni do odbudowania Niemiec jako państwa demokratycznego, z poszanowaniem praw jednostki oraz swobód obywatelskich, praw pracowniczych i krajów związkowych. Dążyli do ukarania zbrodniarzy oraz zawarcia pokoju z krajami koalicji antyhitlerowskiej. Można przyjąć, że zakładali zbudowanie systemu demokracji parlamentarnej. Dziś bohaterscy organizatorzy zamachu na Hitlera są powszechnie szanowani i to im historia przyznała rację, mają swoje ulice, szkoły, tablice i pomniki w niemieckich miastach, a jedna z głównych ulic w Berlinie nosi imię pułkownika von Stauffenberga. Znienawidzeni są przez nacjonalistów niemieckich, to zrozumiałe; komunistów, bo gdyby zamach na Hitlera się udał, najpewniej Stalin nie byłby władcą połowy Europy, chociaż granice powojenne niekoniecznie byłyby tak korzystne dla Polski jak obecne, które w znacznej mierze zawdzięczamy Stalinowi. Paradoks historii, że zbrodniarz, którego nienawiść do Polski i Polaków znalazła swój wyraz między innymi w decyzji o zbrodni w Katyniu, był obrońcą naszej granicy zachodniej, bynajmniej nie z miłości do Polski.

    Sam przebieg zamachu i to, co stało się później oraz przesądziło o niepowodzeniu zamiarów spiskowców, znane jest w najdrobniejszych szczegółach. O niepowodzeniu przesadziło przesunięcie przez pułkownika Heinza Brandta teczki z bombą za masywny wspornik dębowego stołu, co osłoniło Hitlera. Istotne było też to, że Stauffenberg wziął ze sobą tylko jedną bombę, a drugą wyrzucił, bo nie zdążył jej uzbroić, gdyż przeszkodził mu sierżant przesyłany z jakąś nieistotną wiadomością. Sytuację dodatkowo komplikowało przesunięcie terminu i skrócenie narady z uwagi na przybycie Mussoliniego. W jakimś sensie duce ocalił fuhrera? Dodatkowo upał spowodował, że naradę przesunięto z bunkra do drewnianego baraku, co osłabiło falę uderzeniową.

    Bomba wybuchła o godz. 12.12 w momencie, gdy generał Adolf Heusinger, późniejszy inspektor generalny Bundeswehry, kończył swój referat poświęcony sytuacji na froncie wschodnim. W wybuchu zginęło kilka osób, ale sam Hitler ocalał: „…ze spodni zostały mu strzępy, on sam był cały pokryty pyłem, ran jednak właściwie nie odniósł. Jego prawy łokieć lekko krwawił, na grzbiecie lewej ręki miał kilka nieznacznych zadraśnięć i choć popękały mu bębenki w uszach, stracił słuch tylko na krótki czas” (Joachim Fest, Hitler, Warszawa, 1996.). Od tego momentu wielokrotnie powtarzał, że jest pod szczególną opieką Opatrzności (die Vorsehung), która go chroni, aby szedł dalej tą samą drogą. Pod tym względem nie różni się od innych satrapów i dyktatorów, dokładnie to samo mówił Donald Trump, postrzelony przez zamachowca w ucho.

    Plan spiskowców zakładał przejęcie władzy przez wojsko, aresztowanie wyższych dowódców SS i Gestapo oraz uruchomienie procesu likwidacji nazistowskiej dyktatury. W Paryżu, a także w Wiedniu na krótko władza nazistów została obalona, ale w sytuacji, gdy Hitler przeżył, a w dodatku Kwatera Główna Wehrmachtu dysponowała łącznością w skali kraju, zamach nie mógł się udać. Zamachowcy powoływali się bowiem na to, że Hitler nie żyje i oni w poczuciu odpowiedzialności za kraj przejmują władzę. Po kilku godzinach ten plan się załamał, a radio zapowiedziało wystąpienie fuhrera, który przeżył zamach i przemówi do narodu, a do tłumienia spisku i aresztowania spiskowców przystąpił Himmler, który otrzymał specjalne pełnomocnictwa. Zanim to się stało, w Kwaterze Głównej odbył się groteskowy podwieczorek, podczas, którego Hitler z kłębkami waty w uszach wysłuchiwał tyrad ze strony władców III Rzeszy: „Mein fuhrer – wołał Goering – teraz już wiemy, dlaczego nasze armie wycofywały się na froncie wschodnim, ale jest jeszcze moja niezwyciężona dywizja Hermann Goering. Mein fuhrer – wołał Doenitz – moi marynarze pragną, żeby pan wiedział, że dla nich pozostaje tylko walka do ostatecznego zwycięstwa lub śmierć. Mein fuhrer – wołał Bormann – ten straszny zamach przyczyni się do zjednoczenia narodu, a partia będzie wypełniać swe posłannictwo ze świeżą energią. Mein fuhrer – wołał Ribbentrop – teraz, kiedy zdrajcy zostali rozgromieni, wszystko się wreszcie zmieni” (Heinrich Fraenkel, Roger Manvell, Der 20 Juli, Berlin 1964). Nazistowscy dygnitarze nie zwracali uwagi na zaskoczonego i przerażonego Mussoliniego (było to ich ostatnie spotkanie), a Goering kazał Ribbentropowi zamknąć „swój cholerny pysk” i zamachnął się na niego buławą.

    Zamach niczego w szerszym wymiarze nie mógł zmienić. Klęska III Rzeszy był przesądzona, a to, co prezentowali nazistowscy dygnitarze było mieszaniną złudzeń, głupoty i chęci przypodobania się Hitlerowi, aby ukryć przykry fakt, że nikt nie potrafił uchronić wodza przed zamachem. Prawie wszyscy uczestnicy tego podwieczorku niedługo już byli martwi, z wyjątkiem zbrodniarza Doenitza, którego z niewiadomych powodów sąd w Norymberdze skazał tylko na śmieszny wyrok10 lat więzienia.

    Późno w nocy już 21 lipca Hitler zachrypniętym i zmienionym, ale dającym się rozpoznać głosem oświadczył, że mała zbrodnicza klika usiłowała go zabić, ale Opatrzność ma go w swojej opiece i teraz porachujemy się z tymi zdrajcami, tak jak to potrafią narodowi socjaliści. W małym gronie zapowiedział, że powinni wisieć na hakach rzeźniczych „jak połcie mięsa” i być powieszeni na strunach fortepianowych, aby dłużej umierali. Egzekucja była filmowana i na osobiste polecenie Hitlera film został przesłany do Kwatery Głównej, aby nazistowscy prominenci mogli nasycić się zemstą. Podobno mąż siostry Ewy Braun, czyli szwagier Hitlera, Hermann Fegelein, rozkoszował się zemstą, natomiast jeden z największych zbrodniarzy Goebbels podczas projekcji zemdlał, a później zasłaniał sobie oczy ręką.

    To koszmarne miejsce egzekucji jest dziś miejscem pamięci narodowej w Berlinie. Himmler oświadczył na zebraniu gauleiterów, że „rodzina Stauffenbergów zostanie wytępiona do ostatniego pokolenia”, do czego nie doszło. Żona Stauffenberga Nina została aresztowana, a dzieci pod zmienionymi nazwiskami umieszczono w domach dziecka, ale udało im się doczekać wyzwolenia przez amerykańskich żołnierzy. Strasznie brzmią jej słowa do dzieci pytających, gdzie jest tatuś – tatuś popełnił straszny błąd, bo wystąpił przeciwko ukochanemu fuhrerowi i został rozstrzelany. Oczywiście chciała ocalić dzieci (Konstanze von Schulthess, Hrabina von Stauffenberg, Mój mąż chciał zabić Hitlera, Warszawa, 2009).

    Niemieccy przeciwnicy Hitlera, wśród których skupieni wokół pułkownika Stauffenberga spiskowcy byli z pewnością najważniejsi, gdyż tylko oni realnie zagrozili jego władzy. Z czasem ich racje zwyciężyły i dziś są niekwestionowanymi bohaterami. Ich przeciwnikami byli z oczywistych powodów komuniści nie tylko w Niemczech. Nie jest jasne, dlaczego bohaterowie 20 lipca są szkalowani i wyśmiewani przez polskich nacjonalistów, między innymi przez Kaczyńskiego, który obok ignorancji ujawnia też wyraźną niechęć (wszyscy oni zmieściliby się w moim gabinecie) do bohaterów, którzy oddali życie na rzecz skrócenia wojny, przywrócenia demokracji i wolności w Europie. Być może podstawą jest stała w historii niechęć podłych do szlachetnych, jeden z najstarszych motywów działań w dziejach ludzkiej podłości?


    Źródło: TEMI – Twoje Media Informacyjne

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era