
2026-07-14, Piłka nożna
Z Mateuszem Konefałem, byłym trenerem Stilonu Gorzów, rozmawia Przemysław Dygas
Czy po wywalczeniu awansu do trzeciej ligi otrzymał pan propozycje pracy z innych klubów?
Nie, takich propozycji nie było. Odezwało się natomiast wiele osób, które przez lata się do mnie nie odzywały. Dostałem mnóstwo wiadomości z gratulacjami i odbyłem wiele miłych rozmów. To było bardzo budujące.
Byłby pan gotowy pracować jako asystent trenera?
Na poziomie trzeciej ligi chciałbym samodzielnie prowadzić zespół. Gdyby jednak pojawiła się możliwość pracy jako asystent w klubie z wyższej klasy rozgrywkowej, z pewnością poważnie rozważyłbym taką ofertę. W tej chwili jednak odpoczywam od piłki.
Nowy trener Stilonu, Karol Gliwiński, kontaktował się z panem przed rozpoczęciem pracy? Pytał o zespół lub przekazał prośbę o statystyki?
Nie było takiego kontaktu. Myślę, że ma swój pomysł na drużynę i będzie go realizował razem ze swoim sztabem.
Uważa pan, że najbardziej doświadczony gracz w Stilonie Emil Drozdowicz powinien nadal pomagać zespołowi jako zawodnik?
Osobiście uważam, że Emil powinien już podziękować i zająć się innymi sprawami w klubie. Jestem przekonany, że jako działacz czy osoba odpowiedzialna za rozwój klubu będzie miał większy wpływ na jego funkcjonowanie. Oczywiście wiele będzie jednak zależało od tego, czy Emil otrzyma odpowiednie wsparcie organizacyjne i finansowe.
Często mówi się, że zespół realizował bądź nie realizował założeń taktycznych trenera. Jak to wyglądało w przypadku pana drużyny w minionym sezonie?
Uważam, że w dużej mierze zawodnicy bardzo dobrze realizowali nasze założenia. Wiedzieliśmy, że rywale będą bronili się nisko, więc naszym zadaniem było znalezienie sposobu na sforsowanie ich defensywy. Lepiej wychodziło nam to na własnym stadionie, gdzie boisko dawało więcej możliwości, gdyż było więcej przestrzeni do wykorzystania. Graliśmy wtedy bardziej efektownie i kombinacyjnie. Na wyjazdach, na gorszych murawach, było zdecydowanie trudniej. Chłopcy z pewnością świetnie zrealizowali założenia w spotkaniach barażowych, zwłaszcza w rywalizacji z rezerwami Rakowa Częstochowa.
Który moment rozgrywek był najtrudniejszy?
Takich momentów było kilka. Już na początku sezonu mówiłem zawodnikom, że czeka nas maraton i nie unikniemy słabszych spotkań. Początek był trudny, bo mieliśmy wąską kadrę, a piłkarze z zewnątrz nie chcieli przychodzić do Stilonu, ponieważ słyszeli, że klub jest bankrutem. Natomiast jesienią obawiałem się przede wszystkim trudnych warunków atmosferycznych i słabej jakości boisk z powodu opadów deszczu, a nawet śniegu. Musieliśmy wtedy zmienić sposób gry. Było więcej długich podań na Pawła Krauza i mniej kombinacyjnych akcji.
Jak wyglądała sama końcówka rozgrywek?
Nie ukrywam, że pojawiła się wtedy największa presja. Po porażce z Polonią Słubice mieliśmy tylko punkt przewagi nad rywalem i wiedzieliśmy, że nawet remis na początku kolejnych spotkań działa na naszą niekorzyść. Na szczęście zespół wytrzymał napięcie, a potem świetnie sobie poradził w barażach.
Ile bramek padło po wypracowanych na treningach schematach?
Nie mam dokładnych statystyk, ale było ich naprawdę sporo. Po każdym meczu analizowaliśmy materiał z drona, pokazywaliśmy zawodnikom, co robimy dobrze, a co wymaga poprawy. Dużą wagę przykładaliśmy również do stałych fragmentów gry i wiele bramek zdobyliśmy właśnie po takich rozwiązaniach.
Uważa pan, że sprowadzenie zimą Adama Stachowiaka okazało się strzałem w dziesiątkę?
Trener musi często postawić na konkretny transfer, który zmieni oblicze zespołu i przekona do tego włodarzy klubu. Nalegałem po zakończeniu rundy jesiennej, że jeśli chcemy realnie myśleć o awansie, musimy mieć doświadczonego i pewnego bramkarza. Bardzo zależało mi na tym transferze i postawiłem tę sprawę bardzo stanowczo. Jak się okazało, była to słuszna decyzja. Adam Stachowiak był pewnym punktem zespołu i znakomicie spisał się zwłaszcza w meczach barażowych.
Czy był w czwartej lidze rywal, który wyraźnie zdominował Stilon?
Myślę, że nie. Nawet przegrane jesienią mecze ze Słubicami i Odrą Bytom Odrzański spokojnie mogły zakończyć się remisami. Nie przypominam sobie spotkania ligowego, w którym rywal całkowicie nas zdominował.
Inaczej wyglądało to jednak w finałowym pojedynku barażowym z rezerwami Rakowa Częstochowa.
To prawda. Muszę przyznać, że był to świetnie zorganizowany zespół, grający na dużej intensywności, z wieloma kreatywnymi piłkarzami. Wiem, że bardzo dokładnie analizowali każdego naszego zawodnika, nasz styl gry, a nawet moje zachowania jako trenera. Za przygotowanie analizy odpowiadał rozbudowany sztab ludzi. Uważam, że taki zespół w trzeciej lidze znalazłby się w ścisłej czołówce. Tym większe brawa dla zawodników Stilonu.
Już na początku meczu w Częstochowie dokonał pan korekt taktycznych.
Mieliśmy przygotowanych kilka wariantów na ten mecz. Wiedzieliśmy, że w ofensywie będzie bardzo trudno stworzyć sytuacje, dlatego musieliśmy dobrze zabezpieczyć skrzydła. Należało grać zdyscyplinowanie we własnym polu karnym, szanować wynik i doprowadzić do serii rzutów karnych.
Wywalczył pan już promocję z Wartą do trzeciej ligi, a teraz dokonał pan tego z drugim gorzowskim klubem. Czy ten sukces ze Stilonem ma dla pana szczególne znaczenie?
To zdecydowanie najwspanialsze przeżycie w mojej trenerskiej karierze. Było tyle przeciwności, osłabiona kadra, wielu młodych zawodników, ogromna presja i naciski ze strony rywali. Wiele osób uważało, że ten awans nie ma prawa się udać, a jednak się udało. Mimo że minęło już trochę czasu, bardzo często wracam do tych chwil. Czuję się spełniony jako trener. Cieszę się, że udało się spełnić marzenia kibiców, którzy byli dla nas ogromnym wsparciem i niezwykle przeżywali zarówno zwycięstwa, jak i porażki.
Czy młodzi zawodnicy poradzą sobie w realiach trzeciej ligi?
Trudno mi to oceniać, ponieważ nie pracuję już z zespołem. Uważam jednak, że muszą zostać odpowiednio wsparci przez kilku doświadczonych i jakościowo dobrych zawodników. Wtedy będą mieli większe szanse na rozwój. My już wcześniej trenowaliśmy i analizowaliśmy rywali tak, jak robi się to w trzeciej lidze. Teraz wiele będzie zależało od nowego trenera, prezesa oraz od jakości transferów.
Pracował pan już w dwóch gorzowskich klubach – Warcie i Stilonie. Czy można je porównać?
Tych podobieństw nie ma zbyt wiele, to dwa odmienne miejsca. Żartuję nawet, że w Stilonie doczekałem się własnego pokoju i fotela, czego nie było, gdy trenowałem z Wartą na stadionie przy ulicy Olimpijskiej. W Stilonie było więcej osób odpowiedzialnych za konkretne zadania, co znacznie ułatwiało codzienną pracę. Klub może pochwalić się także świetnymi i niezwykle oddanymi kibicami. Z kolei Warta w ostatnim czasie potrafi bardzo dobrze wspierać swoich zawodników i sztab szkoleniowy pod względem finansowym.
Dziękuję za rozmowę.
Robert Borowy
W Stilonie doczekałem się własnego pokoju i fotela
W Stilonie doczekałem się własnego pokoju i fotela
Z Mateuszem Konefałem, byłym trenerem Stilonu Gorzów, rozmawia Przemysław Dygas
Źródło: Echo Gorzowa