RAK
    Mówimy o Grecji - myślimy o Polsce

    Mówimy o Grecji - myślimy o Polsce

    3319 odsłon
    Mówimy o Grecji - myślimy o Polsce

    2026-07-09, Pod rozwagę - Augustyn Wiernicki

    W lipcu 2015 roku pisałem w EchuGorzowa.pl o katastrofalnym kryzysie w Grecji. Interesowały mnie przyczyny tego greckiego gospodarczego upadku, bo i w Polsce nie działo się wtedy najlepiej.

    Należało szybko wyciągnąć wnioski z tych przyczyn, aby ucząc się na ich bolesnym przykładzie, nie wpaść w pułapkę „optymistycznego zadłużenia”, które wprawdzie generowało dość dobre greckie PKB, ale prowadziło do bankructwa i uzależnienia od europejskich wierzycieli . Dzisiaj koniecznie musimy przeanalizować historię greckiego upadku, dla naszego dobra.

    Chętnie do Grecji jeździmy, bo jest tam co z ich starożytnego dziedzictwa zobaczyć. Byli oni już przed wiekami najlepsi w budowie okrętów wojennych, w wyrobach z miedzi i żelaza, budowali okazałe budowle, które przetrwały tysiące lat. Tam już wtedy rozwijały się demokracja i te miasta – państwa z „władzą ludu”. Prawie pięćset lat p.n.e. Perykles polecił zbudować Partenon, Sofokles napisał „Króla Edypa”, Sokrates uczył Ateńczyków zasad logiki, która jest królową nauk. Od Greków uczono się alfabetu i matematyki. Z tego dumnego narodu wywodzili się: matematyk Tales z Miletu i filozof Arystoteles, Platon i Demokryt czy Hipokrates z przysięgą medyków ciągle aktualną (?).

    To Grecja przewodziła Cesarstwu Bizantyjskiemu. Tam odbyły się pierwsze igrzyska olimpijskie, a najpiękniejsze na skalę światową zabytki dowodzą o ich pracowitości i potencjale intelektualnym - Akropol, Partenon, Erechtejon, Delfy, a prócz tego tysiące innych historycznych dzieł architektury. Ta wielka Grecja, podstawa cywilizacji europejskiej, na początku XXI wieku gospodarczo zbankrutowała. Dlaczego? Zlekceważyła sobie podstawowe prawa ekonomii, a raczej pozwoliła narzucić sobie przez europejskie ośrodki finansowe rozwiązania, które z logiką ekonomiczną nie miały wiele wspólnego!

    Po wejściu do UE, nieprzygotowana do tej operacji Grecja, przyjęła euro, pozbyła się ważnej funkcji emisji pieniądza narodowego i narzędzi panowania nad polityką finansową. Wolna i nieograniczona konkurencja z kapitałem zagranicznym rozpoczęła degradację greckiej narodowej gospodarki. Zachodnie korporacje zaczęły przejmować systematycznie greckie przedsiębiorstwa, opanowały handel i dystrybucję przepływów towarowych, ginęły lub słabły całe sektory gospodarki. Rząd pozbył się narzędzi polityki wpływu na finansowe wspomaganie kluczowych gałęzi gospodarki.

    Zaczęły upadać jedne z najlepszych w świecie stocznie budowy statków, przemysł lotniczy, przedsiębiorstwa budowlane i przetwórcze. Rząd rozpoczął kredytami zagranicznymi to wszystko ratować, ale gospodarka już była osłabiona i niewydolna do tego, aby ze spłatą tych kredytów sobie poradzić. W dodatku wystąpiły socjalne oczekiwania społeczeństwa, które socjalistyczny rząd obiecał i też musiał te obiecanki choć trochę zrealizować. Tych ogromnych kredytów i socjalnych obciążeń Grecja nie udźwignęła. Zamiast finanse skierować na odbudowę tego osłabionego przemysłu, to postawiono na jeszcze większy rozwój turystyki. To był błąd… to już nie mogło przynieść widocznej poprawy, bo turystyka, choć w Grecji bardzo ważna ze względu na naturalny kapitał tego nadmorskiego ciepłego kraju, to gospodarczo aktywność turystyczna trwa efektywnie 4-5 miesięcy w roku, a pracować i zarabiać trzeba dwanaście miesięcy. Coraz większe kredyty jednak napędzały wzrost PKB (4%) co dawało wrażenie, że sytuacja jest coraz lepsza. Było jednak odwrotnie. Socjalistyczny rząd upadającą już Grecję „wepchnął” 1 stycznia 2002 roku do strefy euro, bo myślał, że w ten sposób się uratuje. Wtedy zaczęły się już wyjątkowo strome schody w otchłań kryzysu finansowego. Ale jeszcze wtedy byli ekonomiści, którzy bagatelizowali objawy upadku greckiej gospodarki i mówili, że z usług i turystyki można żyć, a wzrost gospodarczy państwa może opierać się na konsumpcji i kredytach.

    Oczywiście była to bzdura, a raczej kłamstwo. Było więc jeszcze gorzej… bo ludzie w te bzdury uwierzyli! W 2008 roku podczas kryzysu finansowego za oceanem przyszedł czas ekonomicznej prawdy, która ostatecznie Grekom zgasiła światło nadziei. Grecy szybko się przekonali, że za te błędy zapłacą ogromną cenę; pożyczki trzeba było zacząć spłacać a bankructwo Grecji pukało do ich drzwi. Alternatywą była wyprzedaż wierzycielom za pół darmo to co jeszcze cennego wierzyciele kupić chcieli. Tak Grecja w szybkim tempie pozbywała się najcenniejszych fabryk. W 2012 roku Grecy, pod wpływem doradztwa światowego (MFW) zdecydowali się nie bankrutować, a wprowadzić reformy obniżające poziom życia by zacząć zmniejszać długi. Wyprzedano sporą część majątku narodowego, a pensje obniżono o min. 20%. Zaczęła się bieda i bezrobocie. Młodzi, szczególnie wykształceni, wyjeżdżali z kraju.

    W 2015 roku Grecja otrzymała 240 mld euro pomocy (kredytu długookresowego) do spłaty w ratach oraz zgodziła się pozostać pod nadzorem UE i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Okazało się, że nie ma pomocy za darmo. Wierzyciele solidnie się wzbogacili na głupocie greckiego rządu. Niemcy zażądali zastawu majątku narodowego, sprzedaży wysp czy, jak w Polsce, prywatyzacji i wyprzedaży „narodowych sreber” greckiej gospodarki. Ich gospodarkę, podobnie jak niedawno polską, sprowadzono do poziomu nieliczącego się w Europie państwa peryferyjnego. Polska doświadczyła takiej destrukcji po 1989 roku, a w pułapkę zadłużeniową wpadły też Włochy, Hiszpania, Portugalia, i kraje postsocjalistyczne. W wielu tych państwach kłopoty gospodarcze i społeczne pojawiły się bardzo szybko. W innych, jak w Polsce, problemy przesunięte zostały w czasie ze względu na płynący jeszcze strumień funduszy z UE wraz z kredytami.

    Zadłużenie Polski już niebezpiecznie powiększa się w zastraszającym tempie. Przy obecnym stanie gospodarki, spadającym eksporcie, wzroście kosztów energii i administracji, niskiej efektywności inwestycji ze środków UE, zadłużenie Polski nie ma końca. Unijny „Monitor stabilizacji zadłużenia” ocenia, że zadłużenie sektora finansów publicznych w Polsce będzie rosnąć i w 2035 roku wyniesie aż 107% PKB. Według szacunków Ministerstwa Finansów w 2026 roku dług publiczny sięgnie 65% PKB, i przekroczy konstytucyjną granicę 60%. To niepokojąca prognoza dla Polski. Niektórzy europejscy ekonomiści, jak kiedyś w Grecji, widzą ratunek dla Polski w przystąpieniu do unii walutowej euro. Lobby finansowe UE zapewne by tego chciało, ale wtedy sytuacja Polski i Polaków nie byłaby lepsza od tej greckiej. Chyba całe szczęście, że Polska nie spełnia kryteriów wejścia do strefy euro, bo inaczej to by ją „kolanem” wepchnęli jak Grecję.

    Krzysztof Rak z Ośrodka Analiz Strategicznych pisze, że „ euro było pierwszym krokiem ku wielkiej europejskiej federacji. Dzięki niemu Europa Ojczyzn miała przekształcić się w Stany Zjednoczone Europy.(…). To się udać nie mogło. Kanadyjski ekonomista Robert Mundell na początku lat 60. XX wieku stworzył teorię optymalnego obszaru walutowego, za którą dostał Nagrodę Nobla. Ta teoria mówi, w uproszczeniu , że wspólny pieniądz mogą mieć tylko kraje o podobnym stopniu rozwoju gospodarczego i bez nadmiernego zadłużenia. Podobnie twierdzi noblista Paul Krugman. A zatem Grecja, Polska, Włochy nie powinny mieć takiej samej waluty jak Niemcy i Francja, a krach euro to wynik pogwałcenia zasad ekonomii, mówią nobliści. Krążący pieniądz, jak ciecz w osmozie, przepływa z gospodarki słabszej do gospodarki silniejszej. Niemcy to zjawisko wykorzystali tym skuteczniej, że wspólna waluta euro ten przepływ ułatwia, a oni w pewnym momencie nie wiedzieli co z nadmiarem pieniądza robić. Dzisiaj zafundowali sobie kryzys energetyczny i walkę z CO2, który eliminuje z rynku ich najlepsze dotąd samochody i upadek przemysłu samochodowego oraz przegrywają z Chinami, które tej walki z ocieplającym się ponoć klimatem nie podjęli.

    Niemcy zrobią wszystko by Grecję zatrzymać w strefie euro, nawet kosztem dodatkowych miliardów. Przecież 60-80% dotacji UE oraz zysków zachodnich filii wraca m.in. z Grecji i Polski, do krajów bogatszych, a szczególnie Niemiec. To niemiecki majstersztyk wart Nobla . Namawiają więc Polskę by ta zajęła w strefie euro miejsce obok Grecji. Wielu naszych polityków lobbujących za euro mówi głupoty, bo tego mechanizmu przepływu pieniądza z gospodarek słabszych do tych bogatszych nie rozumie. Grecja prędzej czy później powinna opuścić strefę euro – mówi noblista prof. P. Krugman. Ekonomiści są zgodni, że główną przyczyną jej problemów było nadmierne zadłużenie, a następnie przyjęcie euro. Nawet nobliści z ekonomii mówią, że tylko przez wyjście ze strefy euro Grecja może zrzucić „kajdany” zadłużenia, ogłosić niewypłacalność, wprowadzić swój pieniądz, odbudować gospodarkę i system bankowy, ale Grecja poddała się terapii szokowej. To jednak nie rozwiązało jej problemów.

    Dzisiaj, po kilkunastu latach od początku kryzysu, greckie społeczeństwo odczuwa skutki kryzysu gospodarczego i jest znacznie biedniejsze od polskiego. Wiele rządów idzie po rozum do głowy i swoją ekonomię naprawia, by pieniądze z kraju nie wypływały, a to jest tylko możliwe w sytuacji odbudowy i wzmocnienia własnej narodowej gospodarki, jak Niemcy. Nasi politycy też muszą zająć się ekonomią rozwoju i te opóźnione strategiczne inwestycje realizować. „Grecką tragedię” musimy obserwować, bo także u nas mamy już ogromne zadłużenie kraju w zachodnich bankach i MFW, a teraz w unijnym kredycie na sektor zbrojeniowy SAFE na 45 lat. Nauczmy się historii kryzysu greckiego …. I myślmy o Polsce.

    Augustyn Wiernicki

    Robert Borowy

    Mówimy o Grecji - myślimy o Polsce

    Mówimy o Grecji - myślimy o Polsce

    W lipcu 2015 roku pisałem w EchuGorzowa.pl o katastrofalnym kryzysie w Grecji. Interesowały mnie przyczyny tego greckiego gospodarczego upadku, bo i w Polsce nie działo się wtedy najlepiej.

    echogorzowa.pl

    Wydawca: Metalplast-Meblopol Zofia Wiernicka Redaktor Naczelny: Robert Borowy


    Źródło: Echo Gorzowa

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era