
Foto: ZM Prace przy zaporze mogą być prowadzona zgodnie z prawem i jednocześnie prowadzić do katastrofy, bo instytucja odpowiedzialna za wodę nie jest rozliczana z dbania o jej stan i ochronę. Foto: ZM W czwartek (16.07) obradował się Zespół Parlamentarny ds. Renaturyzacji Odry. Tysiące ryb, toksyczny muł, zakaz kontaktu z wodą na ponad 30-kilometrowym odcinku rzeki – tak wygląda bilans spuszczania wody ze zbiornika Pilchowice i katastrofy Bobru. Śledztwo i kontrole są w toku, spółka się tłumaczy, a rzeka trwa dzięki sile swojej i ludzi oraz organizacji, którzy ruszyli jej na pomoc.
Już wcześniej w sprawie katastrofy wypowiedzieli się przedstawiciele większości politycznych opcji. To dobrze, że temat nie znika z publicznej dyskusji. Gorzej, że po raz kolejny rozmawiamy o problemie po fakcie.
Dialog z ekspertami o zagrożeniach dla naszych rzek jako strategicznego zasobu państwa powinien toczyć się na bieżąco, a nie dopiero pod presją kolejnej katastrofy i włączonych kamer. Katastrofy, której w tym konkretnym przypadku można było w ogóle uniknąć, bo w pełni odpowiada za nią człowiek.
– „Rzeki są kluczowym ekosystemem, zapewniającym ciągłość naturalnych procesów i dostarczającym nam wymiernych korzyści, które nazywamy usługami ekosystemowymi. Jeśli pozwalamy im funkcjonować naturalnie, zapewniają nam oczyszczanie wód, retencjonują wodę w swoich dolinach i pozwalają bezpiecznie odpłynąć większości wezbrań. Dostarczają też korzyści gospodarczych np. dla rybactwa śródlądowego czy branży turystycznej. Ograniczając funkcjonowanie rzek według inżynierskich założeń, ograniczamy korzyści z nich płynące i wzmacniamy zagrożenia, a także tworzymy nowe – jak nagromadzone osady w zbiornikach zaporowych czy katastrofy budowlane zapór – jednocześnie niszcząc środowisko” – mówi Katarzyna Czupryniak Specjalistka ds. ochrony ekosystemów wodnych Fundacji WWF Polska.
Warto zapytać, dlaczego do takich sytuacji w ogóle dochodzi? Odpowiedź jest strukturalna. W Polsce gospodarka wodna – w tym nie tylko decyzje o zarządzaniu zbiornikami, zaporami i przepływami, ale również ochrona rzek czy wód gruntowych – podlega resortowi infrastruktury, nie ministerstwu klimatu i środowiska. To oznacza, że technika i logika inwestycyjna mają pierwszeństwo przed ochroną ekosystemów. Prace przy zaporze mogą być prowadzona zgodnie z prawem i jednocześnie prowadzić do katastrofy, bo instytucja odpowiedzialna za wodę nie jest rozliczana z dbania o jej stan i ochronę.
– „Tylko systemowe rozwiązania mają szansę zapobiegać katastrofom, których autorem jest człowiek, i łagodzić skutki tych naturalnych. Dlatego tak ważne jest, żeby za zasoby wodne odpowiadał resort dysponujący realną ekspertyzą w tej dziedzinie – rzeki to nie tylko infrastruktura, ale cały ekosystem. Wymagają współpracy, ale przede wszystkim jasnej koordynacji i odpowiedniego rozdysponowania kompetencji” – zaznacza Kamil Kulesza Specjalista ds. Rzecznictwa z Fundacji WWF Polska.
To nie jest problem jednej spółki ani jednej inwestycji. Rzeka, jej stan i bezpieczeństwo ludzi, i środowiska, nie znają podziału kompetencji między resortami. Może najwyższy czas, żeby państwo też to zrozumiało.
Źródło informacji: infoWire.pl | WWF Polska