RAK
    Katastrofa rzeki Bóbr to nie wypadek. To efekt działania systemu.

    Katastrofa rzeki Bóbr to nie wypadek. To efekt działania systemu.

    2321 odsłon
    Katastrofa rzeki Bóbr to nie wypadek. To efekt działania systemu.

    Foto: ZM Prace przy zaporze mogą być prowadzona zgodnie z prawem i jednocześnie prowadzić do katastrofy, bo instytucja odpowiedzialna za wodę nie jest rozliczana z dbania o jej stan i ochronę. Foto: ZM W czwartek (16.07) obradował się Zespół Parlamentarny ds. Renaturyzacji Odry. Tysiące ryb, toksyczny muł, zakaz kontaktu z wodą na ponad 30-kilometrowym odcinku rzeki – tak wygląda bilans spuszczania wody ze zbiornika Pilchowice i katastrofy Bobru. Śledztwo i kontrole są w toku, spółka się tłumaczy, a rzeka trwa dzięki sile swojej i ludzi oraz organizacji, którzy ruszyli jej na pomoc.

    Już wcześniej w sprawie katastrofy wypowiedzieli się przedstawiciele większości politycznych opcji. To dobrze, że temat nie znika z publicznej dyskusji. Gorzej, że po raz kolejny rozmawiamy o problemie po fakcie.

    Dialog z ekspertami o zagrożeniach dla naszych rzek jako strategicznego zasobu państwa powinien toczyć się na bieżąco, a nie dopiero pod presją kolejnej katastrofy i włączonych kamer. Katastrofy, której w tym konkretnym przypadku można było w ogóle uniknąć, bo w pełni odpowiada za nią człowiek.

    – „Rzeki są kluczowym ekosystemem, zapewniającym ciągłość naturalnych procesów i dostarczającym nam wymiernych korzyści, które nazywamy usługami ekosystemowymi. Jeśli pozwalamy im funkcjonować naturalnie, zapewniają nam oczyszczanie wód, retencjonują wodę w swoich dolinach i pozwalają bezpiecznie odpłynąć większości wezbrań. Dostarczają też korzyści gospodarczych np. dla rybactwa śródlądowego czy branży turystycznej. Ograniczając funkcjonowanie rzek według inżynierskich założeń, ograniczamy korzyści z nich płynące i wzmacniamy zagrożenia, a także tworzymy nowe – jak nagromadzone osady w zbiornikach zaporowych czy katastrofy budowlane zapór – jednocześnie niszcząc środowisko” – mówi Katarzyna Czupryniak Specjalistka ds. ochrony ekosystemów wodnych Fundacji WWF Polska.

    Warto zapytać, dlaczego do takich sytuacji w ogóle dochodzi? Odpowiedź jest strukturalna. W Polsce gospodarka wodna – w tym nie tylko decyzje o zarządzaniu zbiornikami, zaporami i przepływami, ale również ochrona rzek czy wód gruntowych – podlega resortowi infrastruktury, nie ministerstwu klimatu i środowiska. To oznacza, że technika i logika inwestycyjna mają pierwszeństwo przed ochroną ekosystemów. Prace przy zaporze mogą być prowadzona zgodnie z prawem i jednocześnie prowadzić do katastrofy, bo instytucja odpowiedzialna za wodę nie jest rozliczana z dbania o jej stan i ochronę.

    – „Tylko systemowe rozwiązania mają szansę zapobiegać katastrofom, których autorem jest człowiek, i łagodzić skutki tych naturalnych. Dlatego tak ważne jest, żeby za zasoby wodne odpowiadał resort dysponujący realną ekspertyzą w tej dziedzinie – rzeki to nie tylko infrastruktura, ale cały ekosystem. Wymagają współpracy, ale przede wszystkim jasnej koordynacji i odpowiedniego rozdysponowania kompetencji” – zaznacza Kamil Kulesza Specjalista ds. Rzecznictwa z Fundacji WWF Polska.

    To nie jest problem jednej spółki ani jednej inwestycji. Rzeka, jej stan i bezpieczeństwo ludzi, i środowiska, nie znają podziału kompetencji między resortami. Może najwyższy czas, żeby państwo też to zrozumiało.

    Źródło informacji: infoWire.pl | WWF Polska


    Źródło: Międzyrzecz.biz (Ziemia Międzyrzecka)

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era