RAK
    Gorzów białą plamą na mapie ratownictwa. Projekt motoambulansów oficjalnie wylądował w koszu

    Gorzów białą plamą na mapie ratownictwa. Projekt motoambulansów oficjalnie wylądował w koszu

    790 odsłon
    Gorzów białą plamą na mapie ratownictwa. Projekt motoambulansów oficjalnie wylądował w koszu

    Wojewoda wycofuje projekt. Procedury zablokowane przez brak dialogu Temat zakupu dwóch motoambulansów dla Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Gorzowie wzbudzał ogromne nadzieje. Pojazdy miały błyskawicznie docierać do poszkodowanych w krytycznych minutach walki o ludzki

    fot. Wojewódzka Stacja Pogotowia Ratunkowego w Zielonej Górze

    Mieszkańcy Gorzowa oficjalnie mogą zapomnieć o motocyklach ratunkowych, które miały nieść szybką pomoc w zatłoczonym mieście. Przez brak wsparcia finansowego oraz całkowitą bierność ze strony Urzędu Miasta, nowoczesne jednoślady zostały ostatecznie wycofane z wojewódzkich planów zabezpieczenia medycznego. Dyrektor gorzowskiego pogotowia Andrzej Szmit, w ostrych słowach podsumowuje postawę magistratu, mówiąc o dekadach ignorowania potrzeb ratowników i uleganiu lokalnej patologii politycznej.

    Wojewoda wycofuje projekt. Procedury zablokowane przez brak dialogu

    Temat zakupu dwóch motoambulansów dla Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Gorzowie wzbudzał ogromne nadzieje. Pojazdy miały błyskawicznie docierać do poszkodowanych w krytycznych minutach walki o ludzkie życie, omijając codzienne zatory drogowe. Koszt zakupu maszyn wraz z pełnym wyposażeniem medycznym szacowano na około 500 tysięcy złotych – kwotę, której pogotowie samo nie było w stanie udźwignąć, gdyż bieżący kontrakt z NFZ (ok. 270 tys. zł na sezon) pokrywa jedynie pensje personelu.

    Brak jakiejkolwiek konstruktywnej reakcji ze strony gorzowskiego magistratu zmusił urzędników wojewódzkich do podjęcia radykalnych kroków formalnych. Wojewoda Lubuski musiał wystąpić do Ministerstwa Zdrowia o oficjalną zmianę wojewódzkich planów zabezpieczenia. Motocykle wykreślono z dokumentacji, co ostatecznie grzebie projekt – Narodowy Fundusz Zdrowia finansuje bowiem wyłącznie ten sprzęt, który figuruje w oficjalnych, rządowych planach.

    Dyrektor Andrzej Szmit, zapytany na antenie Radia Gorzów o to, co powiedziałby teraz mieszkańcom, nie kryje głębokiego rozgoryczenia:

    – No ale macie co chcieliście ludzie, no oddajecie swój głos pełen zaufania w wyborach, jest jak jest i koniec, przyjmuje do wiadomości. Miasto nie kupiło, nie wspomogło, nie miało takiego obowiązku, bo liczyć mogłem tylko i wyłącznie na dobrą wolę – skomentował szef pogotowia.

    „Gorzów to korki, korki i jeszcze raz korki”

    Szef ratowników podkreśla, że sprawny jednoślad wyposażony w sprzęt medyczny to w gorzowskich realiach jedyna szansa na ominięcie paraliżu komunikacyjnego. Stanowczo odrzuca przy tym narrację urzędników o sprawnym systemie drogowym w mieście.

    ALERT

    Chcesz wiedzieć o wszystkim przed wszystkimi?

    Wypadki, korki, utrudnienia na drogach i pilne wydarzenia z Gorzowa. Wysyłamy czysty konkret na żywo, prosto z redakcji, zanim artykuł pojawi się na stronie.

    DOŁĄCZ DO KANAŁU

    – Jeśli ktoś w Gorzowie powie, że Gorzów jest cudownie skomunikowanym miastem, że nie stoi w korkach, no to pomyślę, że mieszka gdzieś indziej albo nie ruszył się poza Kłodawę. Widzimy co się dzieje, są korki, korki, korki, jeszcze raz korki. Jesteśmy źle skomunikowani. Ten motor w sposób normalny każdy kierowca widzi – stoję dziesiąty w kolejce do przejazdu przez światła, a motocykle mnie obok mijają, manewrując między samochodami, bo to jest taki gabaryt i nic więcej – tłumaczy Andrzej Szmit.

    Podczas gdy Zielona Góra udowodniła, że porozumienie jest możliwe i tamtejszy motoambulans wyjechał na ulice, Gorzów stał się białą plamą na mapie nowoczesnego ratownictwa. Według dyrektora stacji, Gorzów jest jednym z nielicznych miast powyżej 100 tysięcy mieszkańców, którego władze nie wykazały absolutnie żadnej inicjatywy, by usiąść do rozmów. - Zderzyłem się z murem w urzędzie miasta i powiedziałem: rezygnuję – kwituje Szmit.

    Urząd Miasta odbija piłeczkę: „To zadanie rządu, nie samorządu”

    Magistrat nie widzi jednak winy po swojej stronie. W oficjalnym stanowisku przesłanym przez rzecznika Urzędu Miasta, Wiesława Ciepielę w kwietniu 2026 roku, urzędnicy zasłaniają się trudną sytuacją finansową oraz kwestiami kompetencyjnymi.

    – W obecnej sytuacji budżetowej nie dysponujemy środkami, które pozwalałyby na udzielenie takiego wsparcia. Trzeba też jasno podkreślić, że Pogotowie Ratunkowe jest jednostką administracji rządowej i to przede wszystkim z budżetu państwa powinno być finansowane wyposażenie tego typu. Nie zamykamy tej sprawy. Jeśli w przyszłości pojawią się odpowiednie warunki finansowe, będziemy gotowi wrócić do tych rozmów – tłumaczy Wiesław Ciepiela, wskazując jednocześnie, że miasto regularnie wspiera ochronę zdrowia, m.in. poprzez dotacje dla szpitala wojewódzkiego.

    45 lat w fachu i gorzka prawda o relacjach z miastem

    Argumentacja urzędników o wspieraniu szpitala wywołuje u szefa pogotowia jedynie irytację. Andrzej Szmit zwraca uwagę na kompletną niewiedzę urzędników, którzy spychają pogotowie do szarej strefy świadomości, myląc je ze szpitalem wojewódzkim, podczas gdy są to dwa całkowicie odrębne podmioty.

    - To tak, jakby odmawiać pomocy strażakom tylko dlatego, że wcześniej przekazało się pieniądze na policję – punktuje dyrektor.

    Szmit, który w branży pracuje od 45 lat, a gorzowską stacją kieruje od ponad trzech dekad, twierdzi, że chłód ze strony lokalnych polityków to stała praktyka, a nie jednorazowy incydent. Urzędnicy mieli w przeszłości odrzucać nawet prośby o obniżenie podatków lokalnych, które co roku kosztują stację kilkadziesiąt tysięcy złotych.

    Jedynym wyjątkiem w historii była decyzja z czasów prezydentury Tadeusza Jędrzejczaka, kiedy miasto, mając problem ze sprzedażą budynku przy ulicy Śląskiej, przekazało go do zasobów marszałka, co pozwoliło na utworzenie tam podstacji pogotowia. Na tym współpraca się skończyła.

    Dyrektor Szmit wytyka magistratowi rażący brak wzajemności i podwójne standardy. Przypomina sytuację, gdy miasto nagle potrzebowało pomocy w pilnym i darmowym transporcie podopiecznych miejskiej placówki opiekuńczej na drugi koniec Polski, aż do Kasiny Małej. Ratownicy nie unieśli się wtedy dumą, nie zasłaniali się brakiem umów i wykonali zadanie bezpłatnie. W drugą stronę – gdy ważyło się bezpieczeństwo mieszkańców stojących w korkach – urzędnicy wyciągnęli jedynie pusty portfel.


    Źródło: Gorzowianin.com

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era