
Epidemia eboli, która pustoszy Demokratyczną Republikę Konga i Ugandę, rozprzestrzenia się w zastraszającym tempie. Bilans ofiar śmiertelnych w samym Kongu przekroczył już 600 osób, a liczba potwierdzonych przypadków zbliża się do 1800. Sytuacja jest dramatyczna, a eksperci alarmują, że wirus jest s
2026-07-10 7:23
Epidemia eboli, która pustoszy Demokratyczną Republikę Konga i Ugandę, rozprzestrzenia się w zastraszającym tempie. Bilans ofiar śmiertelnych w samym Kongu przekroczył już 600 osób, a liczba potwierdzonych przypadków zbliża się do 1800. Sytuacja jest dramatyczna, a eksperci alarmują, że wirus jest szybszy niż środki, które mają go powstrzymać.

Autor: Getty Images
Sytuacja w Demokratycznej Republice Konga jest coraz bardziej niepokojąca. Jak poinformowała w czwartek Africa CDC, agencja Unii Afrykańskiej ds. zdrowia, obecna epidemia eboli postępuje z prędkością, która przewyższa zdolności reagowania międzynarodowych organizacji i lokalnych władz. Dr Wessam Mankoula, odpowiedzialny za sytuacje kryzysowe w Africa CDC, podczas konferencji prasowej w Nairobi, nie krył swojego zaniepokojenia. „Wirus wyprzedza nasze zdolności do reagowania. Epidemia rozwija się szybciej niż środki pozwalające na kontrolowanie sytuacji” – ocenił ekspert, którego słowa cytuje Associated Press. Rząd Konga tego samego dnia przekazał tragiczny bilans: liczba ofiar śmiertelnych epidemii wzrosła do 600, a potwierdzono już 1759 przypadków zakażeń.
Te liczby rosną z dnia na dzień, wzbudzając obawy, że region Afryki Wschodniej może stanąć w obliczu kolejnej humanitarnej katastrofy. Jak opisuje PAP, siedemnasta już epidemia eboli w DRK od jej wykrycia w 1976 roku, została ogłoszona 15 maja, niespełna pół roku po zakończeniu poprzedniej, która oficjalnie dobiegła końca pod koniec 2025 roku. Niestety, najnowsza fala zakażeń rozprzestrzeniła się również na Ugandę, która graniczy z DRK w rejonie prowincji Ituri i Kiwu Północne, co dodatkowo komplikuje sytuację i wymaga zintensyfikowania działań transgranicznych.
Obecna fala zakażeń jest szczególnie niebezpieczna ze względu na to, że wywołuje ją rzadka odmiana wirusa eboli – Bundibugyo. Jak podaje Associated Press, na ten wariant wirusa nie ma jeszcze zatwierdzonej szczepionki ani skutecznego sposobu leczenia. Nadzieję dają rozpoczęte w ubiegłym tygodniu badania kliniczne nad obiecującą formą terapii, jednak czas gra tu kluczową rolę. Agencja wyjaśnia również, że walkę z rozprzestrzenianiem się choroby spowalniają liczne czynniki. Wśród nich wymienia się braki środków medycznych, ataki na centra medyczne oraz nieustające walki zbrojne toczące się we wschodnim Kongu, które jest epicentrum epidemii.
Od ponad 30 lat region ten jest areną konfliktu między siłami rządowymi a licznymi grupami zbrojnymi, w tym rebeliantami M23 wspieranymi przez Rwandę. Zaostrzenie konfliktu w 2025 roku, kiedy to M23 zajęło główne miasta, Gomę i Bukavu, pogłębiło kryzys humanitarny, który już wcześniej był jednym z największych na świecie. Ta niestabilność polityczna i militarna sprawia, że dotarcie z pomocą medyczną do potrzebujących jest niezwykle trudne i niebezpieczne. Wirus eboli, jak przypominają eksperci, wywołuje silnie zakaźną, poważną chorobę, często kończącą się śmiercią, a rozprzestrzenia się poprzez bezpośredni kontakt z krwią, wydzielinami i wydalinami zakażonej osoby. W ciągu ostatnich 50 lat z powodu eboli w Afryce zmarło w sumie ponad 15 tysięcy osób, a najtragiczniejsza w skutkach epidemia w DRK z lat 2018-2020 pochłonęła prawie 2,3 tys. ofiar śmiertelnych.
Zobacz więcej
Źródło: Radio Plus (oddział lubuski)