RAK
    Zostawił konającego na poboczu, a potem „gasił stres”. Rusza proces po tragedii w Kulczynie

    Zostawił konającego na poboczu, a potem „gasił stres”. Rusza proces po tragedii w Kulczynie

    763 odsłon
    Zostawił konającego na poboczu, a potem „gasił stres”. Rusza proces po tragedii w Kulczynie

    Kamil Pomorski

    Dzisiaj, 08:04

    Źródło: PAP

    Seweryn T. może spędzić w więzieniu do 20 lat Źródło: Policja

    Do tego dramatycznego zdarzenia doszło pod koniec stycznia. Na poboczu drogi w miejscowości Kulczyn-Kolonia odnaleziono ciało 54-letniego mężczyzny. Śledczy szybko ustalili, że został on staranowany przez samochód, którego kierowca bez mrugnięcia okiem dodał gazu i zbiegł z miejsca wypadku. Po nitce do kłębka policjanci dotarli do Seweryna T. , właściciela mocno uszkodzonego opla.

    Jak się okazało, 31-latek w ogóle nie powinien siadać za kółkiem. Mężczyzna nie posiadał uprawnień do kierowania , które stracił już wcześniej – i to za dokładnie to samo przewinienie: jazdę na podwójnym gazie.

    Biegły z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych drobiazgowo przeanalizował sekundy poprzedzające zderzenie. Opel poruszał się z prędkością około 65 km/h, a rowerzysta jechał tuż przy prawej krawędzi jezdni z prędkością ok. 10 km/h. Siła uderzenia przodem auta w tył jednośladu była gigantyczna. Rowerzysta doznał rozległych i wielonarządowych obrażeń , ponosząc śmierć na miejscu.

    Co istotne, prokuratura podkreśla, że błędy popełnione przez ofiarę nie zwalniają kierowcy z odpowiedzialności:

    „Wprawdzie rowerzysta poruszał się po zmroku bez wymaganego oświetlenia oraz bezpośrednio przed zderzeniem wykonał manewr skrętu w lewo, to uchybienia te nie przyczyniły się do zaistnienia wypadku” – opisał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie, prok. Marcin Kozak. Jedyną przyczyną tragedii był błąd taktyczny 31-latka . Gdyby właściwie obserwował jezdnię i zaczął hamować we właściwym momencie, bez problemu uniknąłby zderzenia.

    Seweryn T. przed śledczymi przyjął linię obrony, która w sprawach o wypadki drogowe wraca jak bumerang. Przyznał się do winy jedynie częściowo i za wszelką cenę próbował umniejszyć swoją odpowiedzialność. Tłumaczył, że nie miał pojęcia, w co uderzył , a rowerzysta był niewidoczny, bo nie nosił kamizelki odblaskowej.

    Najbardziej kuriozalne było jednak tłumaczenie dotyczące alkoholu. 31-latek, u którego w organizmie wykryto około 2 promile alkoholu , przekonywał śledczych, że... sięgnął po butelkę dopiero po powrocie do domu, by rzekomo zagłuszyć stres. Ostatecznie, przyparty do muru dowodami, zeznał, że to on musiał potrącić 54-latka, bo jednoznacznie wskazywały na to uszkodzenia jego opla.

    Sprawę rozstrzygnie teraz Sąd Rejonowy we Włodawie . Seweryn T. odpowie za umyślne naruszenie zasad bezpieczeństwa, spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym oraz ucieczkę. Może spędzić w więzieniu do 20 lat .


    Źródło: Dziennik Wschodni - Zamosc

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?