
Mija właśnie 20 lat od tragicznej śmierci Andrzeja Tomzy. Chełmianin, olimpijczyk, myśliwy, rusznikarz i wynalazca zginął 17 lipca 2006 roku na swojej posesji przy ul. Leśnej od strzału w skroń, oddanego z niewielkiej odległości. Miał 75 lat. Dwie dekady później sprawca tej zbrodni nadal pozostaje nieznany, a sprawa wciąż znajduje się w zainteresowaniu policyjnego Archiwum X.
Andrzej Tomza był jednym z najbardziej znanych i zasłużonych chełmian. W środowisku strzeleckim i myśliwskim uchodził wręcz za ikonę. Urodził się w 1931 roku w Lublinie, ale niemal całe dorosłe życie związał z Chełmem. Po ukończeniu liceum studiował na Politechnice Warszawskiej, gdzie rozwijał swoją pasję do strzelectwa w AZS. Po studiach poświęcił się sportowi. W 1958 roku reprezentował Polskę na mistrzostwach świata w Moskwie i mistrzostwach Europy w Mediolanie. W 1960 roku wystąpił na igrzyskach olimpijskich w Rzymie, zajmując 28. miejsce w konkurencji pistoletu dowolnego na 50 metrów. Na igrzyska w Tokio w 1964 roku również wywalczył kwalifikację, jednak kilka miesięcy przed zawodami uległ poważnemu wypadkowi motocyklowemu. Złamanie nogi przekreśliło jego olimpijskie plany i praktycznie zakończyło karierę sportową. Był nie tylko znakomitym strzelcem, ale również utalentowanym konstruktorem. Opatentował urządzenie do obracania tarcz sylwetkowych, wykorzystywane do dziś podczas treningów i zawodów strzeleckich. Mimo propozycji pracy za granicą pozostał w Polsce. Po zakończeniu kariery pracował w Cementowni Chełm, gdzie był dyrektorem ds. rozruchu, a później prowadził jeden z pierwszych w kraju zakładów rusznikarskich. Bezpłatnie naprawiał broń sportową dla szkolnych sekcji strzeleckich, był mistrzem strzelectwa myśliwskiego i inicjatorem budowy strzelnicy myśliwskiej w Chełmie. Do zbrodni doszło na tyłach domu Andrzeja Tomzy przy ul. Leśnej w Chełmie 17 lipca 2006 roku około godz. 15.30 bliska znajoma przyszła odwiedzić Andrzeja Tomzę. Kiedy weszła do środka, przez okno zobaczyła gospodarza leżącego w ogrodzie. Początkowo sądziła, że zasłabł lub zmarł z przyczyn naturalnych. Wezwała pogotowie, ale na pomoc było już za późno. Podczas oględzin okazało się, że 75-latek został zastrzelony. Pocisk trafił go w skroń z niewielkiej odległości. Według ustaleń śledczych strzał został oddany niezwykle precyzyjnie, prawdopodobnie z broni sportowej kalibru 5,6 mm. Wszystko wskazywało na to, że sprawca wiedział, jak posługiwać się bronią. Śledztwo od początku było wyjątkowo trudne. Na miejscu zabezpieczono łuskę, jednak – jak ustalono – nie pochodziła ona z naboju, którym zabito Andrzeja Tomzę. To mogło świadczyć o tym, że sprawca po oddaniu strzału miał czas zatrzeć ślady. Wiele wskazywało na to, że zabójca oddał strzał z zarośniętej, sąsiedniej posesji, skąd miał dobry widok na ogród ofiary. Nie udało się zabezpieczyć żadnych śladów DNA. Istotnym i w zasadzie jedynym świadkiem okazała się ponad 80-letnia sąsiadka. Około godz. 13 zauważyła na opuszczonej posesji obcego mężczyznę. Miał około 50 lat, ubrany był w bluzę i spodnie moro, a pod pachą niósł dużą ortalionową torbę. Kobieta początkowo uznała go za złodzieja, który mógł plądrować opuszczony dom. Obserwowała, jak oddala się w kierunku ul. Żeromskiego. Na podstawie jej zeznań powstał portret pamięciowy potencjalnego sprawcy. Kilka lat później kobieta zmarła. Początkowo śledztwo prowadziła Prokuratura Rejonowa w Chełmie. Zatrzymano nawet jednego z mężczyzn, który jako ostatni kontaktował się z Andrzejem Tomzą. Nie zgromadzono jednak dowodów pozwalających postawić mu zarzuty. Po umorzeniu postępowania rodzina zabiegała o przekazanie sprawy do innej jednostki. Śledztwo przejęła Prokuratura Okręgowa w Lublinie, jednak także tam nie udało się ustalić sprawcy. Postępowanie zostało ostatecznie umorzone w 2010 roku z powodu niewykrycia sprawcy. Decyzję tę utrzymał w mocy Sąd Okręgowy w Lublinie. Portret pamięciowy domniemanego sprawcy. – Sprawa pozostaje jednak w naszym zainteresowaniu w ramach tzw. Archiwum X – mówi prokurator Marcin Kozak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Przez lata pojawiało się wiele hipotez dotyczących motywu zabójstwa. Andrzej Tomza uchodził za człowieka niezwykle zdolnego, błyskotliwego i pomysłowego. Jednocześnie był osobą na wskroś uczciwą, pryncypialną, bezkompromisową, stanowczą i broniącą swoich zasad. Jak wspominali niektórzy znajomi, przez to często popadał w konflikty. Bardzo krytycznie odnosił się m.in. do myśliwych, którzy nie przestrzegali myśliwskiego kodeksu etyki. W aktach śledztwa prokuratura wskazywała, że był człowiekiem gwałtownym i nietolerancyjnym. Nie oznacza to oczywiście, że cechy charakteru miały związek z zabójstwem, jednak śledczy analizowali również ten wątek, sprawdzając jego relacje z otoczeniem. Po 20 latach od zabójstwa jedno pozostaje pewne. Mimo wieloletniego śledztwa, licznych przesłuchań i pracy śledczych, zagadka śmierci Andrzeja Tomzy nadal pozostaje nierozwiązana. Może teraz, po latach, ktoś, kto coś widział lub ma informacje mogące pomóc ustalić sprawcę, zdecyduje się opowiedzieć o tym policji. Może ktoś rozpoznał mężczyznę z portretu pamięciowego, ale tuż po zbrodni bał się powiadomić śledczych. Może dziś ma wyrzuty sumienia, że sprawcy nie dosięgła sprawiedliwość. Nadzieja, że ta zbrodnia zostanie jednak ukarana, wciąż się tli.
Artykuł Zbrodnia bez kary. Rocznica śmierci Andrzeja Tomzy pochodzi z serwisu Nowy Tydzień - tygodnik lokalny .