RAK
    Zamość w centrum europejskiej dyplomacji. Jan Zamoyski nie dał się wciągnąć do wojny

    Zamość w centrum europejskiej dyplomacji. Jan Zamoyski nie dał się wciągnąć do wojny

    477 odsłon
    Lubelskie

    The article discusses Zamość's pivotal role in European diplomacy. It highlights Jan Zamoyski's adeptness in navigating complex political landscapes, successfully avoiding military conflicts.

    Manuskrypt dzieła oraz korespondencję ówczesnych dyplomatów przez wiele lat przechowywano we włoskich bibliotekach. Dokumenty wydano po polsku dopiero w 1839 r. w specjalnym „Zbiorze pamiętników o dawnej Polszcze”, które zebrał Julian Ursyn Niemcewicz.

    Rozliczne nagany?

    Kardynał Henryk (Enrico) Gaetani zasłynął jako zdolny i przedsiębiorczy przedstawiciel Stolicy Apostolskiej. Delegowano go — jako papieskiego legata — do prowadzenia skomplikowanej polityki kościelnej najpierw we Francji, a potem w Polsce (pełnił tę funkcję w latach 1596–1597). Bonifacy Vanozzi był jego sekretarzem oraz dyplomatą. Przed planowanym wyjazdem do Zamościa dostał od „swojego” kardynała instrukcję postępowania z Janem Zamoyskim. Musiał się do niej zastosować.

    Dokument zachował się. Czytamy w nim m.in. „Panie Vanozzi mój sekretarzu, udasz się za pomocą bozką i mojem błogosławieństwem do Zamościa, lub gdzie się P. kanclerz znajdować będzie. Oddasz mu credentiales [rodzaj listów uwierzytelniających] przeze mnie do niego pisane, łącząc wyraz najgrzeczniejszego i najprzychylniejszego oświadczenia mej atencyi [respekt, szacunek]” — pisał purpurat w instrukcji dla swojego sekretarza, który miał także zapowiedzieć przybycie kardynała Gaetani do Polski oraz… wplątać nasz kraj w kolejną wojnę z Turcją. To była trudna misja.

    „Że szlachetność, waleczność i wspaniałość Polaków nie powinna tej zręcznej opuszczać pory, do zwojowania Turków i oddalenia ich nie tylko od sąsiedztwa, lecz może nawet do wypędzenia z Europy, kiedy zbieg przyczyn i okoliczności zdają się zapewniać o zwycięstwie i zaręczają dostąpienia tego celu” — czytamy w kardynalskiej instrukcji. „Że sama przystojność i przyzwoitość wymaga, aby naród Polski nie odmawiał złączenia się z Cesarzem, Panem tak wysokiej dostojności, tem bardziej za wdaniem się Ojca Ś. gdy z taką usilnością zbliżyć ich pragnie”. Nie było wiadomo, jak potoczą się rozmowy. Vanozzi miał jednak ostrzec kanclerza, iż w przypadku niewstąpienia Rzeczpospolitej do antytureckiego sojuszu nasz kraj może narazić się na złą opinię, a nawet izolację. „Polacy ściągną na siebie rozliczne nagany: mianowicie, że nie chcieli wespół dzielić sprawy uznanej przez cały świat za korzystną, zaszczyt przynoszącą, pobożną, świętą, i dla całego państwa Chrześcijańskiego nader użyteczną (…)” — ostrzegał kardynał Gaetani.

    Sprawa była pilna. Vanozzi ruszył w podróż w „przystojnej” sześciokonnej karecie. Towarzyszyło mu trzech służących oraz tłumacz. Podróżnicy pojawili się w Zamościu w październiku 1596 r.

    Szlachetny i wspaniały

    „To miasto tak nazwane od przezwiska P. Kanclerza z fundamentów przez niego wystawione jest piękne, ozdobne i w guście włoskim” — czytamy w relacji kardynalskiego wysłannika. „Domy ma dobre w teraźniejszym sposobie po większej części murowane. Jest oraz twierdzą obronną, nie tak przez własne położenie, lecz że opasane siedmią szańcami i fosami napełnionemi bieżącą wodą. Tamże wystawił i założył kolegiatę pod tytułem Ś. Tomasza Apostoła. Ten kościół hojno opatrzył i wspaniale przyozdobił”. Vanozzi wspomniał też o Akademii Zamojskiej (w 1596 r. na rektora tej uczelni powtórnie wybrano Melchiora Stefanidesa). Jak zauważył, w mieście kształciła się także młodzież z uboższych rodzin. Nie była to chyba powszechna sytuacja.

    „Nauczają (tam) wszelkich nauk i dają stopnie doktorskie, oprócz Teologji, tudzież seminarium na pięćdziesiąt ubogiej młodzieży, nazwanych Alumni. Utrzymywani, żywieni i odziani są kosztem Kanclerza, w czem wszystkiem okazuje (on) umysł prawdziwie szlachetny i wspaniały” — pisał Vanozzi. Niestety, Jan Zamoyski wyjechał w tym czasie z Zamościa. Vanozzi musiał jechać dalej. W końcu spotkał kanclerza w Bełzie. Jak go opisał? „P. Kanclerz jest mąż roztropny, rozważny i bardzo biegły, z wielką mówi uwagą, i znać że się zastanawia nad tem co mówi, a przeto z wolna odpowiada, lecz można widzieć na nim poruszenie, gdy wpadnie na materyą mniej dla siebie przyjemną” — czytamy w relacji kardynalskiego wysłannika. „Zwykle z cudzoziemcami rozmawia po łacinie, lubo z łatwością tłómaczy się w pięciu lub sześciu językach. Bardzo lubi naród Włoski (…), dla tego, że uczył się w Padwie i tam był rektorem. Dość chętnie słyszy pochwały, lecz wszystko przyjmuje ze skromnością”.

    Jak wyglądał sławny założyciel Zamościa? „Wzrost jego jest wyższy nad mierny, postać piękna i rześka, twarz okrągła, rumiana, wesoła, przytem bardzo poważna. I lubo powiada, że nie ma więcej nad lat pięćdziesiąt pięć, jednakowoż włosy i broda którą goli, zupełnie są siwe” — pisał Vanozzi. „Ubiera się z ruska, płaszcz czyli ferezya z szkarłatu długa po kostki: żupan miał z adamaszku karmazynowego (…). Bóty nosi podkute po Polsku, zawsze szabla przy boku, a kandziar [turecki nóż] za pasem. Mówiąc miał prawie zawsze głowę odkrytą i nie często patrzy w oczy temu z kim mówi”.

    Zamoyski wysłuchał mowy wysłannika. Ani razu mu nie przerwał, nie pokazał po sobie zmieszania czy zaskoczenia. Jedynie gdy wspominano imię papieża lub polskiego króla, zdejmował czapkę. A gdy nie miał jej akurat na głowie — unosił się nieco na krześle i pochylał z szacunkiem głowę. Potem odbyły się rozmowy. Zamoyski zauważył w nich, że oprócz papieża nie ma właściwie nikogo, kto pragnąłby „koniecznie” takiego sojuszu przeciwko Turcji.

    „Polska (…) dobrze się namyślić powinna, aby się dla drugich biedy nie nabawić i wplątawszy się pomiędzy nich, całego ciężaru wojny na siebie nie zwalić. Gdyż w naszych potrzebach pomoc papiezka daleka, a cesarz nie mógłby, albo niechciałby dać wsparcia” — miał m.in. powiedzieć Zamoyski do wysłannika kardynała. Misja się nie powiodła. Jednak Vanozzi został drugi raz wysłany do kanclerza. Wyruszył z Krakowa 12 grudnia 1596 r. Sześć dni później ponownie pojawił się w Zamościu.

    Łoś w stajni

    „Stanąłem w Zamościu, w miejscu zwykłej rezydencyi JW. Kanclerza. I lubo dworzanin wyprzedził mnie wcześnie w poranku dla doniesienia o mojem przybyciu temu Panu, jednakowoż tak się pospieszyłem, że pomimo dnia słotnego, chorągiew kozacka wysłana, aby mnie o pół mile od miasta konwojowała, już mnie zastała w bliskości mieszkania przygotowanego dla mnie, z rozkazu Kanclerza, w domu wygodnym i dosyć przystojnym, w którym kosztem jego przez czas bytności mojej wspaniale byłem traktowany” — pisał Vanozzi. „Siadało ze mną do stołu kilku dworzan przydanych mi do kompanji, czekali jednak zawsze, abym ich zaprosił”. Owi dworzanie dobrze mówili po włosku. W takim towarzystwie Vanozzi mógł dokładnie obejrzeć miasto. Zrobiło na nim duże wrażenie.

    „Już dzisiaj [Zamość] liczy do czterechset domów, po większości części z włoska budowanych. Miasto formuje czworogran, ma rynek obszerny, otoczony kształtnemi podsieniami, w których znajdują się sklepy z różnemi towarami” — notował dyplomata. „Murują teraz kościół wspaniały i piękny, wewnątrz i zewnątrz dobrze ozdobiony. Krótko przed założeniem [miasta] wynaleziono w ziemi żyłę kamienną, co w tem kraju za cud prawie poczytano. Ten kościół będzie kollegiatą, jest hojnie opatrzony, i już kosztownemi sprzętami kościelnemi zbogacony został”. Vanozzi mógł przyjrzeć się także miejscowym żakom. „Widać w nich dowcip, i obiecywac sobie można wyborne subiekta. Często ich odwiedza [kanclerz], sam się ich zapytuje, i niespodzianie na examina schodzi” — czytamy dalej w relacji. „Częstokroć grać im każe reprezentacye teatralne wyjęte po większej części z historyi rzymskiej (…). Jest też w Zamościu twierdza obszerna, ozdobna, rozważnie stawiana, i lubo w równinie mocno obwarowana, lecz nadewszystko w liczny rynsztunek dobrze opatrzona”.

    Inne budowle także wzbudziły podziw przybysza. „Kazał [Zamoyski] wystawić bibliotekę bardzo dobrze rozporządzoną, znaczną, ksiąg zwłaszcza w językach Greckim i Ormijańskim: znajdują się przytem rzadkie i ciekawe manuskrypta. Te księgi nie były ułożone: widziałem je w skrzyniach, jest ich liczba niemała i w pięknej oprawie” — notował z wyraźnym zadowoleniem Vanozzi. „Ma wielkie i piękne stajnie, a w nich konie kosztowne i dzielne, między któremi widziałem óśm Neapolitańskich, kilkanaście Tureckich, wiele innych, bądź maneżowych, bądź biegunów i do pola. W innej stajni są konie wierzchowe, w innej cugowe i wozowe, w tych stajniach widziałem konia dzikiego i łosia”.

    Skromny czy sprytny?

    Vanozzi zauważył, że Jan Zamoyski żył w swoim mieście bardzo okazale, jak udzielny władca. Jego uwagę zwróciła nadworna orkiestra. W jej skład wchodzili nie tylko instrumentaliści, ale także śpiewacy. Umilali oni swoimi popisami posiłki spożywane przez kanclerza oraz jego gości (w relacji Vanozzi zamieścił opisy zamojskich uczt). Wszyscy mogli czuć się w twierdzy bezpiecznie, bo „obronnniejszej nie ma w całym kraju”. Także dlatego, że — jak zauważył Vanozzi — pod Zamość nie można było „min podsadzić”.

    „Gdyż nie kopiąc zbyt głęboko, znajduje się gatunek ziemi, który łatwo się zasypuje [czyli nie można tam ryć minerskich tuneli]” — pisał dalej Vanozzi. „Jest staw w bliskości miasta, z którego wodę do foss sprowadzają. Dwie rzeki wpadają do niego, tak dalece, że odebrać nie można wody, i zawsze będzie jej dostatkiem do napełniania tychże foss miejskich”. Wysłannik kardynała chyba dobrze się w Zamościu czuł. Co jednak wskórał? Dowiadujemy się tego z listu napisanego przez kardynała Gaetaniego do innych włoskich purpuratów. Wynika z niego, że Zamoyski także podczas kolejnej wizyty jego wysłannika w Zamościu nie dał się wciągnąć w „związek” przeciwko Turcji. Powoływał się bowiem na „zawiłości propozycyji” oraz różne „przeszkody zewnętrzne i wewnętrzne”. Tłumaczył też m.in., że „co do związku [przeciwko Turcji] nikt od niego bardziej pragnąć go nie może, byleby tak był ułożony, iżby się z niego korzyści spodziewać, a nie strat obawiać można”.

    Trudno było zachowanie i słowa kanclerza jednoznacznie zinterpretować. „Najbardziej zadziwia, iż Kanclerz, człowiek zręczny, ubiegający się o sławę, i pełen szlachetnej ambicyi, zgadzając się, iż związek mógłby się udać, nie wiem dla jakiej przyczyny, nie szukał dla siebie zaszczytu w dokonaniu tego przedsięwzięcia” — pisał trochę chyba zdezorientowany kardynał Gaetani. „Z odpowiedzi jego tak obojętnych przymuszony jestem sądzić, że zawady i przeciwności, opór w tem interesie czyniące, ma za nieprzełamane, nie tak ze strony Polski, jak ze strony Austryi: gdyż i dawne i nowe wydarzenia [batalia o tron polski z arcyksięciem Maksymilianem III Habsburgiem] wrodzoną tych dwóch narodów nienawiść tak dalece rozjątrzyły, że chyba Bóg sam pogodzić ich zdoła”.

    Według watykańskich dyplomatów, jak z tego wynika, winę za to, iż Rzeczpospolita nie dała się wówczas wciągnąć w planowaną wojnę z Turcją (marzenia od odbiciu przez chrześcijan Konstantynopola nigdy nie zrealizowano), ponosiła… „nieprzełamana” nienawiść do Austrii. To był mocny argument. Nikt się za to na polskiego kanclerza nie obraził. Zauważono za to jego cnoty, wielką władzę, rozum i ochotę do wspierania ubogich, ale zdolnych żaków. Także potęga nowiutkiej zamojskiej twierdzy zrobiła na kardynalskim wysłanniku (a potem watykańskich dostojnikach) wrażenie.

    Jan Zamoyski dał przykład prowadzenia odpowiedzialnej dyplomacji na najwyższym, europejskim poziomie. Niejednokrotnie miał jednak okazję do ugruntowania swojej wojennej sławy, np. w sławnej, opiewanej w pieśniach bitwie pod Byczyną (24 stycznia 1588 r.).

    Natomiast w 1601 r. Zamoyskiemu udało się zdobyć z rąk Szwedów miasta Wolmar i Felin, a rok później także Biały Kamień w Inflantach (dzisiaj ta historyczna kraina wchodzi w skład Łotwy i Estonii). To była jego ostatnia wyprawa wojenna. Do ukochanego Zamościa powrócił z niej wyniszczony wojennymi trudami.

    Hetman Jan Zamoyski zmarł w swoim mieście na atak serca 3 czerwca 1605 r.


    Źródło: Zamość Nasze Miasto

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era