RAK
    Wszyscy razem! 22 lipca obchodzono w czasach PRL-u Narodowe Święto Odrodzenia Polski

    Wszyscy razem! 22 lipca obchodzono w czasach PRL-u Narodowe Święto Odrodzenia Polski

    3345 odsłon
    Lubelskie

    Artykuł przypomina, że 22 lipca był obchodzony w czasach PRL-u jako Narodowe Święto Odrodzenia Polski. Jest to historyczna data związana z okresem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.

    Było to najważniejsze święto państwowe w czasach PRL. Obchodzono je 22 lipca w rocznicę ogłoszenia w Chełmie Manifestu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. Tak było do 1989 roku.

    Przyszłość każdej, polskiej rodziny

    „Lipiec 1944 – lipiec 1979. Niewielki to przedział czasu, i wahamy się niekiedy czy wierzyć komputerom, gdy mówią, iż polski przemysł wytwarza dziś 31 razy więcej niż w 1938 r. i ponad dwa razy więcej niż u progu lat 70.” - czytamy m.in. w tekście otwierającym numer „Przekroju” z 22 lipca 1979 roku. „Zaczynaliśmy od rekonstrukcji technicznej naszego narodowego przemysłu. Było nim i jest nadal najważniejsze górnictwo węglowe (…). Dzięki fabrykom domów i wytwórniom prefabrykatów budownictwo nasze przekazało krajowi w 1978 r. 1,1 mln nowych izb mieszkalnych”. Tekst zajmuje całą stronę (nikt się jednak pod nim nie podpisał). Autor długo wylicza sukcesy komunistycznego rządu, porównując je do czasów przedwojennych. Nie tylko. Z tekstu możemy wyczytać np. również, że po Stanach Zjednoczonych zajmowaliśmy „w eksporcie tego paliwa” (czyli węgla) drugie miejsce na świecie. W innych dziedzinach też było dobrze, coraz lepiej.

    Ogólnie zatem uznano, że można było wówczas mówić o wielkim awansie społecznym całego narodu: 35 milionów Polaków. A miało być jeszcze lepiej!

    „Wszyscy razem, cały naród – mówił na XIII plenum Edward Gierek – odpowiadamy za Polskę, za jej pozycję w świecie, za jej jutro” – czytamy dalej na łamach „Przekroju”. „Od pomyślności kraju, od jego siły gospodarczej, od jego politycznych i społecznych stosunków zależy przyszłość każdej, polskiej rodziny, każdej Polki i każdego Polaka. Ta treść brzmiała silnie w słowach Manifestu Lipcowego”. Ten wzniosły tekst nosi tytuł „Rosła razem z nami”.

    Świętowanie z kryzysem w tle

    Dzień 22 lipca – jako święto państwowe – był w czasach PRL wolny od pracy. Główne uroczystości odbywały się na ówczesnym placu Zwycięstwa (obecnie placu marszałka Józefa Piłsudskiego) w Warszawie lub na Stadionie Dziesięciolecia. Oddawano wówczas m.in. ważne inwestycje np. odbudowany w 1946 roku most Księcia Józefa Poniatowskiego, Trasę W-Z (1949 r,) czy Pałac Kultury i Nauki oraz Stadion Dziesięciolecia (1955 r.).

    Organizowano także jarmarki, festynu, koncerty itd. Tak było w wielu miejscowościach. Sytuacja gospodarcza (i życie państwa m.in. na kredyty zaciągane w zachodnich bankach) stopniowo się jednak pod koniec lat 70. ubiegłego wieku pogarszała.

    – Co pamiętam? Nie było sznura do snopowiązałki i wielu rzeczy, bo strajkowały zakłady przemysłowe i gospodarka upadała – wspomina jeden z naszych rozmówców. – Ale wszystko można było jednak kupić na raty. W ten sposób nabyłem np. meble i garnitur. Wystarczyło wypełnić druk… To się opłacało. Procent brali od tego niski. Pojawił się w końcu potężny kryzys. O jego efektach także rozpisywała się ówczesna prasa. Na początku lat 80-tych tankować samochód wolno było trzy razy w miesiącu, jednorazowo od 10 do 15 litrów (zależało to od pojemności silnika). Obyczajem tamtych czasów było wydawanie reszty zapałkami, lub zupą w kostkach.

    Kawa- towar luksusowy

    Wynalazkiem PRL-u była też tzw. sprzedaż wiązana. Jeśli klient chciał nabyć jakiś towar, musiał go kupić wraz z produktem, którego nikt raczej nie chciał. I tak konserwy rybne można było np. dostać w zestawie z „herbatnikami laminowanymi” a owoce kandyzowane z... marchewką w cukrze. Ostatnią deską ratunku mogły być tzw. sklepy komercyjne. Powstały w latach 70. Można tam było kupić po cenach znacznie wyższych niż normalnie artykuły luksusowe (czyli np. szynkę czy czekoladę). Niewielu było na nie stać. Ludzie musieli kombinować i tracili ufność do współobywateli.

    – Mam kartkę ze stemplem „uprawniony poza kolejnością” – skarżył się anonimowy słuchacz radiowej Trójki. – Jednak kiedy chcę coś kupić w mięsnym bez kolejki, za każdym razem zmuszony jestem pokazywać… bliznę po operacji”. Jak wspominają nasi rozmówcy, często brakowało niemal wszystkiego (narodową epopeją stały się zdobywanie papieru toaletowego). A towarem luksusowym była na przykład prawdziwa kawa. Poczęstowanie tym napojem gościa było dowodem wielkiej życzliwości. Nie wszyscy jednak wspominają te czasy źle.

    Ponure, szpetne oblicze

    – W różnych dekadach PRL-u bywało rozmaicie – wspomina pan Alfred z Zamościa. – Nie można lat 60. i 80. wrzucać do jednego worka. Ale z perspektywy czasu nie powinniśmy chyba aż tak bardzo narzekać. Ja byłem młody, zaangażowany. Kiedyś jak ktoś chciał pracować to pracę miał i żył. I siła pieniądza była jakby większa.

    Nie brakuje jednak innych opinii. - Wiele osób jakoś to komunistyczne świętowanie brało w nawias. Tak było też na przykład podczas obchodów 1 maja. Chodziło się, słuchało przemówień, ale czy wszyscy wierzyli w oficjalną propagandę? Wątpię – opowiada inny nasz rozmówca. - 22 lipca ludzie mieli wolne i robili co chcieli. Mówiono nawet, że nasz kraj to „najweselszy barak w socjalistycznym obozie”. To wszystko jednak było jakieś absurdalne, zakłamane. Trzeba także pamiętać, że np. w stanie wojennym wielu opozycjonistów wsadzono do więzień. Pamiętam również fale strajków, cenzurę, milicyjne pały. Komunistyczny system także w latach 70. i 80. miał ponure, szpetne oblicze. Wiele osób tej PRL-owskiej gęby nie zapomni.


    Źródło: Janów Lubelski Nasze Miasto

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era