
Kamil Pomorski
Dzisiaj, 08:29
Mimo dotkliwej kary finansowej i konieczności powieszenia wyroku na tablicy, działaczka nie zamierza składać broni. Zapowiada walkę przed kolejnymi instancjami i dalsze zaangażowanie w sprawy lokalnej społeczności Źródło: UM Siedliszcze, Joanna Bartnik/fb, Hieronim Zonik/fb
Sprawa, która od wielu miesięcy rozgrzewała emocje mieszkańców gminy Siedliszcze, była szeroko komentowana zarówno w lokalnych mediach, jak i na forach społecznościowych. Konflikt, będący klasycznym starciem lokalnej władzy z obywatelskim nadzorem, pokazał, jak cienka i niebezpieczna bywa granica między krytyką a naruszeniem prawa karnego.
Zarzewiem trwającego kilkanaście miesięcy sporu były wydarzenia z grudnia 2023 roku . To wówczas Joanna Bartnik opublikowała w swoich mediach społecznościowych wpisy, które następnie powtórzyła i rozwinęła w wypowiedziach dla lokalnych mediów. Zarzuciła w nich, że w Urzędzie Miejskim w Siedliszczu miało dojść do bulwersującego incydentu – rzekomego zniszczenia dokumentów przyniesionych przez jedną z mieszkanek. Co więcej, aktywistka sugerowała, że na tę samą petentkę wywierano bezprawną presję w związku z postępowaniem prowadzonym przez tamtejszy Ośrodek Pomocy Społecznej.
Burmistrz Siedliszcza, Hieronim Zonik , kategorycznie zaprzeczył tym zarzutom, uznając je za bezpodstawny i celowy atak wymierzony nie tylko w jego dobre imię, ale również w wiarygodność całego urzędu i jego pracowników. Sprawa nie skończyła się jednak na słownych przepychankach – włodarz skierował do sądu prywatny akt oskarżenia.
Po szczegółowej analizie materiału dowodowego sąd apelacyjny wydał prawomocny wyrok. Sędziowie nie mieli wątpliwości: upubliczniane przez Joannę Bartnik informacje miały charakter zniesławiający i nie znalazły żadnego potwierdzenia w faktach. Sąd podkreślił, że aktywistka działała z zamiarem bezpośrednim i przekroczyła granice dopuszczalnej krytyki, przypisując burmistrzowi oraz urzędnikom czyny mogące drastycznie obniżyć zaufanie społeczne niezbędne do wykonywania ich funkcji.
Na mocy prawomocnego orzeczenia sądu wobec oskarżonej zastosowano następujące środki:
grzywna w wysokości 8 tys. zł (będąca wypadkową 200 stawek dziennych po 40 zł każda),
obowiązek pokrycia kosztów sądowych oraz opłat w łącznej wysokości 800 zł ,
środek karny w postaci publikacji treści wyroku na tablicy ogłoszeń Urzędu Miejskiego w Siedliszczu przez okres jednego miesiąca (4 tygodni).
Sąd zwrócił również uwagę na kontekst czasowy całej sprawy. Wydarzenia te miały miejsce bezpośrednio przed tym, jak w gminie ruszyły przygotowania do wyborów samorządowych . Zdaniem sądu stanowiło to istotne tło konfliktu i rzucało światło na polityczne oraz wizerunkowe motywy działania oskarżonej aktywistki. Prawomocny wyrok zamyka drogę sądową przed instancjami powszechnymi.
Hieronim Zonik, który gminą Siedliszcze rządzi od 35 lat, tuż po ogłoszeniu wyroku opublikował nagranie wideo przed budynkiem sądu apelacyjnego w Lublinie. Podkreślił, że przez ponad trzy dekady swojej pracy samorządowej nigdy wcześniej nie zdecydował się na pozwanie mieszkańca, jednak tym razem granice przyzwoitości zostały drastycznie przekroczone.
„Przez 35 lat pracy w samorządzie nigdy nie występowałem przeciwko mieszkańcowi do sądu. Wielokrotnie spotykałem się z krytyką, czasem bardzo ostrą, ale zawsze uważałem, że osoby pełniące funkcje publiczne muszą się z nią liczyć. Tym razem sytuacja była jednak zupełnie inna. Nie chodziło o ocenę mojej pracy, lecz o przypisanie mi popełnienia przestępstwa oraz oskarżenie urzędników o niszczenie dokumentów mieszkańców. To były bardzo poważne zarzuty, których nie można było pozostawić bez reakcji” – wyjaśnia burmistrz. Burmistrz zaznaczył, że jego motywacją była przede wszystkim odpowiedzialność za podległych mu pracowników. Jak tłumaczył, oskarżenie urzędników o niszczenie dokumentów petentów uderza w fundament zaufania do całej instytucji samorządowej. Odniósł się również do kwestii rzekomych nacisków w OPS, wyjaśniając, że burmistrz z mocy prawa nie ma wglądu ani wpływu na indywidualne postępowania dotyczące świadczeń socjalnych.
Zgoła odmiennie sytuację widzi Joanna Bartnik. Działaczka opublikowała obszerne oświadczenie, w którym nie kryje głębokiego rozczarowania decyzją sądu apelacyjnego, nazywając ją próbą zdławienia aktywności obywatelskiej i uciszenia krytycznych głosów kontrolujących poczynania władzy.
„Dla mnie jest to współczesna forma publicznego napiętnowania. Dawniej funkcję taką pełnił pręgierz, dziś jego odpowiednikiem staje się tablica ogłoszeń urzędu. Uważam, że taki środek ma przede wszystkim charakter symboliczny i prowadzi do publicznego stygmatyzowania mieszkańca” – ocenia Bartnik. Bartnik ostro skrytykowała burmistrza za to, że do „manifestowania swojego osobistego sukcesu procesowego” wykorzystał oficjalny, finansowany z publicznych pieniędzy profil urzędowy gminy Siedliszcze. Mimo dotkliwej kary finansowej i konieczności powieszenia wyroku na tablicy, działaczka nie zamierza składać broni. Zapowiada walkę przed kolejnymi instancjami i dalsze zaangażowanie w sprawy lokalnej społeczności. Jako swój sukces wskazuje wdrożenie w gminie postulatów zgłaszanych przez mieszkańców, takich jak uruchomienie transportu publicznego, utworzenie żłobka czy organizację jarmarków. Teraz apeluje o kolejny krok – ponowne otwarcie stołówki szkolnej.
Choć wiszący na tablicy ogłoszeń wyrok zniknie po czterech tygodniach, rozłam w lokalnej społeczności Siedliszcza prawdopodobnie pozostanie na znacznie dłużej. Sprawa ta bez wątpienia przejdzie do historii regionu jako przestroga dla obu stron. Wolność słowa i obywatelska kontrola są fundamentem demokracji, ale rzucane publicznie oskarżenia muszą być zawsze poparte niepodważalnymi dowodami. W przeciwnym razie tablica ogłoszeń w urzędzie może szybko zamienić się w miejsce sądowych rozliczeń.