
Kamil Pomorski
Dzisiaj, 17:49
Źródło: KMP Zamość
Źródło: KMP Zamość
Wszystko zaczęło się od zwykłego telefonu stacjonarnego. Rozmówca przedstawił się jako pracownik poczty i poinformował kobietę, że w sortowni czekają na nią dwa listy polecone – z banku oraz z ZUS-u. Pod pretekstem chęci ich szybkiego doręczenia, wyłudził od seniorki numer telefonu komórkowego. Kobieta, nie podejrzewając niczego złego, podała kontakt i odłożyła słuchawkę. Pułapka została zastawiona.
Niespełna godzinę później na telefon komórkowy kobiety zadzwonił kolejny mężczyzna. Tym razem przedstawił się jako policjant i oświadczył, że rozpracowuje szajkę oszustów działającą wewnątrz banku, w którym seniorka trzyma oszczędności. Aby uwiarygodnić tę historię, do rozmowy błyskawicznie dołączył drugi wspólnik – rzekomy prokurator .
Scenariusz oszustwa zakładał natychmiastowe odizolowanie ofiary i wywołanie w niej poczucia skrajnego zagrożenia. Fałszywi urzędnicy oświadczyli, że jej pieniądze mogą w każdej chwili zniknąć, dlatego konieczny jest szybki przelew na bezpieczne konto policyjne .
Gdy 76-latka stanowczo odmówiła współpracy i nie chciała oddać swoich oszczędności, ton rozmowy drastycznie się zmienił. Słuchawkę przejął „prokurator”, który podnosząc głos i stosując brutalną presję psychiczną, zmusił starszą kobietę do posłuszeństwa. Przerażona wizją straty dorobku życia, seniorka uległa.
Wpłaty realizowane były dwutorowo. Najpierw kobieta przelała bezpośrednio ze swojego rachunku 32 000 złotych . Następnie, kierowana instrukcjami z telefonu, biegała od wpłatomatu do wpłatomatu, realizując ekspresowe wpłaty metodą BLIK na łączną kwotę 64 000 złotych .
Przestępcy stracili czujność przez własną chciwość. Po wyczyszczeniu konta seniorki, „prokurator” nakazał jej pójść do banku i wziąć kredyt . Dopiero ta absurdalna dyspozycja sprawiła, że w głowie kobiety pojawiły się wątpliwości.
76-latka udała się do placówki bankowej, jednak zamiast poprosić o pożyczkę, opowiedziała o wszystkim pracownicy banku. Tam usłyszała bolesną prawdę. Chwilę później sprawa trafiła na komendę w Zamościu, ale na ratunek było już za późno – mieszkanka regionu straciła łącznie 96 000 złotych .
Policja nieustannie apeluje o rozwagę i przypomina, że oficjalne instytucje nigdy nie działają w ten sposób. Jak podkreśla podkomisarz Dorota Krukowska-Bubiło z zamojskiej komendy:
„Policjanci czy prokuratorzy nigdy nie informują o prowadzonych akcjach, nie proszą też o udział we wspólnych działaniach. Nie nakłaniają również do wykonania przelewu na wskazany rachunek bankowy.” W przypadku jakichkolwiek podejrzanych telefonów od osób żądających pieniędzy należy natychmiast przerwać połączenie i samodzielnie zadzwonić pod numer alarmowy 112 .
Źródło: Dziennik Wschodni