RAK
    Świat okiem Marcusa. Mateusz Morawiecki wybiera grilla?

    Świat okiem Marcusa. Mateusz Morawiecki wybiera grilla?

    2083 odsłon
    Świat okiem Marcusa. Mateusz Morawiecki wybiera grilla?

    Mateusz Morawiecki wybrał grilla? Nie politycznego, choć wielu już chciałoby rozpalać pod nim ogień. Wybrał spotkania z ludźmi, rozmowę i własną drogę. Drogę, która coraz wyraźniej różni się od tej, którą dziś podąża Prawo i Sprawiedliwość. Były premier zdaje się mieć inną wizję polityki niż środow

    Mateusz Morawiecki wybrał grilla? Nie politycznego, choć wielu już chciałoby rozpalać pod nim ogień. Wybrał spotkania z ludźmi, rozmowę i własną drogę. Drogę, która coraz wyraźniej różni się od tej, którą dziś podąża Prawo i Sprawiedliwość.

    Były premier zdaje się mieć inną wizję polityki niż środowiska radykalne i nieprzejednane, coraz częściej mówiące językiem nacjonalistów i Konfederacji. Nie próbuje przekrzykiwać przeciwników. Nie buduje przekazu wyłącznie na konflikcie. Nie przekonuje, że Polska każdego dnia stoi nad przepaścią.

    Zdaje się patrzeć dalej.

    Jeżeli ktoś uważa, że stowarzyszenie Rozwój Plus powstało wyłącznie po to, aby zabrać kilka procent Prawu i Sprawiedliwości, prawdopodobnie nie widzi całej szachownicy. Sama nazwa „Plus” może sugerować coś więcej. Poszerzenie dotychczasowego elektoratu, wyjście poza twardy rdzeń PiS i próbę dotarcia do osób, które nigdy na tę partię nie głosowały.

    Wyborców Prawa i Sprawiedliwości nie trzeba przecież przekonywać, że Mateusz Morawiecki jest politykiem prawicy. On może próbować zdobyć tych, których obecna retoryka partii odstrasza. Przedsiębiorców, umiarkowanych konserwatystów, wyborców centrum, ludzi zmęczonych ciągłym konfliktem.

    Mam nawet wrażenie, że były premier patrzy jeszcze dalej i myśli o dzisiejszych piętnastolatkach. To oni podczas wyborów za 6lat mogą po raz pierwszy pójść do urn. Nie mają sentymentu do dawnych politycznych sporów. Nie pamiętają początków PiS ani pierwszych kampanii Jarosława Kaczyńskiego. Interesuje ich przyszłość, mieszkania, praca, technologia, bezpieczeństwo i możliwość normalnego życia.

    Sondaże wskazujące na znaczące poparcie dla środowiska Mateusza Morawieckiego pokazują, że taki projekt mógłby mieć polityczny sens. Pytanie brzmi jednak, czy mówimy jeszcze o stowarzyszeniu, czy już o zalążku przyszłej partii.

    Mateusz Morawiecki zapewne chciałby przekroczyć próg pięciu procent, a w przypadku koalicji, ośmiu procent. To jednak tylko jeden z możliwych wariantów. Nawet jego odejście i usamodzielnienie nie wyklucza przecież przyszłych wspólnych list albo koalicji z partią Jarosława Kaczyńskiego.

    W polskiej polityce wszystko jest możliwe.

    Po pierwsze, Mandaryna i Michał Wiśniewski też ponownie się zeszli.

    To może brzmieć żartobliwie, ale polityczne rozwody bardzo często kończą się ponownym spotkaniem przy jednym stole. Zwłaszcza gdy pojawia się wspólny przeciwnik, wspólny interes albo perspektywa zdobycia władzy.

    Po drugie, osobny projekt Mateusza Morawieckiego mógłby uzupełniać PiS, a nie tylko z nim konkurować. Jarosław Kaczyński mógłby zachować twardy, konserwatywny elektorat, a były premier próbować przyciągnąć wyborców bardziej umiarkowanych. Wspólnie mogliby osiągnąć więcej niż osobno.

    Tylko czy po takim rozwodzie da się jeszcze wszystko posklejać?

    I tutaj pojawia się Adam Słodowy.

    Starsi czytelnicy pamiętają program „Zrób to sam” i człowieka, który potrafił z kawałka drewna, drutu, kartonu i kleju stworzyć niemal wszystko. Być może właśnie ktoś taki będzie potrzebny polskiej prawicy, jeżeli dojdzie do rzeczywistego rozłamu.

    Problem w tym, że polityka nie jest karmnikiem dla ptaków ani modelem samolotu. Nie zawsze wystarczy klej, śrubka, kawałek taśmy i odrobina dobrej woli. Są pęknięcia, których nie da się ukryć. Są słowa, których nie można cofnąć. Są również upokorzenia, które politycy pamiętają znacznie dłużej, niż chcieliby przyznać.

    Być może nawet Adam Słodowy nie dałby rady.

    Jarosław Kaczyński postawił sprawę jasno. Albo partia, albo stowarzyszenie. Bez półśrodków i bez miejsca na własne struktury wewnątrz PiS. Taka polityka nie pozostawia dużego pola do negocjacji.

    Prezes nie daje wyboru.

    Zdarzył mu się kiedyś słynny lapsus językowy, gdy powiedział, że nikt nie przekona go, iż białe jest białe, a czarne jest czarne. Tamto zdanie do dziś wraca w politycznych komentarzach. Dziś jednak brzmi ono niemal symbolicznie. Bo w Prawie i Sprawiedliwości ostatecznie ma być tak, jak chce prezes.

    Pytanie, czy w 2026 roku taki model zarządzania partią nadal wystarczy.

    Nawet prezydent Karol Nawrocki zdaje się nie mówić Mateuszowi Morawieckiemu zdecydowanego „nie”. Były premier pozostaje rozpoznawalnym politykiem, ma doświadczenie międzynarodowe, własne środowisko i polityczny kapitał. Trudno byłoby go po prostu wykreślić z przyszłych układanek prawicy.

    Najważniejsza odpowiedź może jednak paść w czwartek wieczorem.

    Ilu politycznych żołnierzy zostanie przy Mateuszu Morawieckim? Czy będzie to armia najemników, którzy wybiorą miejsce dające największą szansę na mandat? Czy może grupa ludzi przekonanych, że Polska potrzebuje nowej wizji prawicy?

    Wizji odmiennej od języka wykluczenia, którym coraz częściej przemawia obecne kierownictwo PiS. Bo radykalna retoryka może mobilizować najwierniejszych wyborców, ale nie musi prowadzić do zdobycia większości.

    Mateusz Morawiecki może uważać, że przyszłości nie buduje się wyłącznie na lojalności wobec jednego prezesa. Można ją budować na szerszym projekcie, nowym języku i próbie dotarcia do ludzi, którzy chcą prawicy, ale nie chcą ciągłej wojny.

    Czy to początek nowej partii? Czy tylko element negocjacji o przyszły układ sił? Czy za kilka lat Morawiecki i Kaczyński ponownie znajdą się na jednej liście?

    Tego dziś nie wiemy.

    Wiemy natomiast, że jeżeli dojdzie do politycznego rozwodu, powrót może nie być prosty. Mandaryna i Michał Wiśniewski pokazali, że czasem można zejść się ponownie.

    Ale nie wiadomo, czy tym razem wystarczy dobry plan, trochę cierpliwości i zestaw narzędzi Adama Słodowego.

    Może się bowiem okazać, że nawet on spojrzałby na tę konstrukcję, rozłożył ręce i powiedział:

    Tego, proszę państwa, nie da się już posklejać.


    Źródło: wschodni24.pl – portal wschodniej Polski

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era