
Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę o statusie osoby najbliższej, kończąc tym samym wielomiesięczne prace nad jednym z najważniejszych projektów społecznych obecnej koalicji rządzącej.
Projekt, przygotowany przez rząd i przyjęty przez parlament, miał uporządkować szereg kwestii dotyczących osób pozostających w związkach nieformalnych. Chodziło m.in. o dostęp do informacji medycznej, możliwość reprezentowania bliskiej osoby w urzędach czy ułatwienia w sprawach majątkowych.
Zamiast ułatwiać ludziom życie, wybrano politykę – skomentował decyzję prezydenta wicepremier i lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz.
Również politycy Lewicy nie kryli rozczarowania. Minister Katarzyna Kotula podkreśliła, że społeczeństwo zmienia się szybciej niż przepisy, a państwo powinno odpowiadać na realne potrzeby obywateli.
Pałac Prezydencki argumentuje, że ustawa wykraczała poza kwestie administracyjne i wprowadzała rozwiązania, które w ocenie prezydenta naruszały dotychczasowy porządek prawny dotyczący rodziny. Trudno odmówić Karolowi Nawrockiemu konsekwencji – swoje stanowisko prezentował już podczas kampanii wyborczej.
Pozostaje jednak pytanie, czy w tej sprawie nie zabrakło miejsca na kompromis.
Bo choć polityka opiera się na wartościach, państwo powinno przede wszystkim odpowiadać na codzienne problemy swoich obywateli. Dla wielu osób ustawa nie była symbolem ideologicznego sporu, ale próbą rozwiązania bardzo konkretnych spraw, z którymi mierzą się każdego dnia.
Największego rozczarowania nie kryją jednak środowiska od lat zabiegające o uregulowanie statusu osób żyjących w związkach nieformalnych, w tym organizacje działające na rzecz osób LGBTQ+. Jak podkreślają ich przedstawiciele, decyzja prezydenta nie była zaskoczeniem, ale mimo to pozostawia poczucie zawodu.
– Jest to smutne, że nawet takie minimum w postaci tej ustawy musi być zawetowane – powiedział TVN24+ Miłosz Przepiórkowski z Kampanii Przeciw Homofobii, od czterech lat pozostający w związku małżeńskim z drugim mężczyzną.
Przedstawiciele tych środowisk zwracają uwagę, że projekt nie dotyczył wyłącznie kwestii światopoglądowych, ale także codziennych spraw związanych z funkcjonowaniem państwa i relacjami między bliskimi osobami.
Weto prezydenta nie zamyka jednak tematu. Wręcz przeciwnie – sprawia, że odpowiedzialność ponownie spada na rządzącą koalicję. Być może potrzebny jest nowy projekt. Mniej ambitny, bardziej precyzyjny, taki, który znajdzie akceptację również po drugiej stronie politycznej barykady.
W demokracji kompromis nie jest oznaką słabości. Często jest jedyną drogą do osiągnięcia celu.
Dlatego pozostaje mieć nadzieję, że to nie koniec prac nad rozwiązaniami, których oczekuje część społeczeństwa, ale początek nowej rozmowy. Takiej, która zakończy się ustawą możliwą do podpisania przez prezydenta.
Bo niezależnie od politycznych sporów, obywatele oczekują od państwa przede wszystkim jednego – aby działało.