RAK
    Ponad połowa badanych chce dymisji Trzaskowskiego. Afera wokół Szpitala Południowego uderza w prezydenta Warszawy

    Ponad połowa badanych chce dymisji Trzaskowskiego. Afera wokół Szpitala Południowego uderza w prezydenta Warszawy

    2041 odsłon
    Ponad połowa badanych chce dymisji Trzaskowskiego. Afera wokół Szpitala Południowego uderza w prezydenta Warszawy

    Polska Dzisiaj, 20:52 To już nie jest tylko historia o szpitalnym prosektorium, kontraktach, SOR-ze i radnym-lekarzu z rekordowymi zarobkami. To opowieść o zaufaniu do publicznej ochrony zdrowia. A kiedy w tle pojawiają się ciała zmarłych, usługi pogrzebowe, politycy przyjmowani bez kolejki i mili

    Polska

    Dzisiaj, 20:52

    To już nie jest tylko historia o szpitalnym prosektorium, kontraktach, SOR-ze i radnym-lekarzu z rekordowymi zarobkami. To opowieść o zaufaniu do publicznej ochrony zdrowia. A kiedy w tle pojawiają się ciała zmarłych, usługi pogrzebowe, politycy przyjmowani bez kolejki i milionowe wynagrodzenia w miejskiej placówce, opinia publiczna reaguje gwałtownie. I trudno się temu dziwić.

    Według opublikowanego przez Wirtualną Polskę sondażu 38,1 proc. badanych odpowiedziało, że Rafał Trzaskowski „zdecydowanie” powinien odejść ze stanowiska , a kolejne 13,1 proc. wskazało odpowiedź „raczej tak” . Łącznie daje to 51,2 proc. respondentów opowiadających się za dymisją prezydenta Warszawy .

    Przeciwnego zdania jest 41,1 proc. ankietowanych . Odpowiedź „raczej nie” wybrało 18,8 proc., a „zdecydowanie nie” — 22,3 proc. Niezdecydowanych było 7,7 proc.

    Polityczne plemiona widzą dwie różne afery

    Badanie pokazuje również coś, co w polskiej polityce jest już niemal żelazną regułą: ocena skandalu zależy często od tego, po której stronie barykady stoi wyborca.

    Wśród sympatyków obozu rządzącego — KO, Lewicy, PSL i Polski 2050 — za dymisją Trzaskowskiego opowiada się 9 proc. badanych, a przeciw jest 85 proc. Z kolei wśród wyborców opozycji, obejmującej PiS, Razem, Konfederację i Konfederację Korony Polskiej, za odejściem prezydenta Warszawy jest 82 proc. respondentów.

    Najostrzej sprawę oceniają wyborcy Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna — w tej grupie za dymisją Trzaskowskiego ma być 91 proc. badanych.

    To polityczny termometr rozgrzany do czerwoności. Jedni widzą próbę rozliczenia patologii w miejskiej placówce. Drudzy — symbol bezkarności układów, w których partyjność, stanowiska i publiczne pieniądze splatają się w węzeł gordyjski.

    Prosektorium, SOR i pytania bez dobrych odpowiedzi

    Sprawa Szpitala Południowego wybuchła po publikacjach medialnych dotyczących kilku wątków. Portal Zero.pl opisywał, że w prosektorium szpitala miało dochodzić do prowadzenia działalności związanej z usługami pogrzebowymi, promowania konkretnej firmy oraz utrudniania rodzinom wyboru konkurencyjnych zakładów pogrzebowych. W publikacjach pojawiły się też informacje o zdjęciach ciał i szczątków ludzkich publikowanych w mediach społecznościowych oraz o wykorzystywaniu prosektorium jako planu filmowego.

    Drugim wątkiem jest sprawa lekarza Dawida Kacprzyka, byłego koordynatora SOR w Szpitalu Południowym i radnego KO w warszawskim Ursusie. Media informowały, że jako młody lekarz, w trakcie specjalizacji, miał osiągnąć w 2025 r. około 1,6 mln zł dochodu z działalności medycznej. Po ujawnieniu sprawy Kacprzyk został zwolniony ze Szpitala Południowego, odszedł z KO, a sprawą zajęły się instytucje kontrolne i prokuratura. ( Zero.pl )

    Rzeczpospolita informowała również o sprawie zwrotu pół miliona złotych: według tych doniesień Kacprzyk miał najpierw przelać pieniądze szpitalowi, po czym placówka miała zwrócić tę samą kwotę na jego konto. Prokuratura potwierdzała zainteresowanie tym wątkiem.

    Trzaskowski odpiera zarzuty, ale polityczna odpowiedzialność zostaje

    Rafał Trzaskowski publicznie zapewniał, że miasto wyjaśnia sprawę, prowadzone są kontrole, audyt oraz działania personalne. Według doniesień medialnych po serii publikacji doszło m.in. do dymisji zarządu placówki i rady nadzorczej, a prezydent Warszawy zapowiedział usunięcie polityków z rad nadzorczych miejskich spółek medycznych.

    Problem polega jednak na tym, że w polityce nie wystarczy powiedzieć: „nie wiedziałem”. Zwłaszcza gdy chodzi o szpital należący do miasta, o publiczne pieniądze i o instytucję, do której zwykły pacjent trafia często w najbardziej dramatycznym momencie życia.

    W samorządzie odpowiedzialność ma dwa wymiary. Pierwszy jest formalny — kto podpisał dokumenty, kto nadzorował, kto miał wiedzę, kto zaniechał działania. Drugi jest polityczny — kto odpowiada za system, który dopuścił do takiego kryzysu.

    I właśnie o ten drugi wymiar pyta dziś opinia publiczna.

    Ta sprawa wykracza poza Warszawę

    Choć mówimy o stołecznym szpitalu, sprawa ma wymiar ogólnopolski. W każdym mieście, także takim jak Tomaszów Mazowiecki, pacjenci zadają podobne pytania: czy publiczne szpitale są zarządzane dla dobra chorych, czy dla interesów grup wpływu? Czy kolejka jest naprawdę kolejką? Czy polityczne znajomości otwierają drzwi szybciej niż skierowanie? Czy w placówkach medycznych istnieją skuteczne mechanizmy kontroli?

    To pytania niewygodne, ale konieczne. Bo ochrona zdrowia to nie scena z serialu politycznego, w którym po każdym skandalu można zmienić dekoracje i grać dalej. To miejsce, w którym człowiek oddaje w cudze ręce zdrowie, życie, ciało bliskiej osoby i ostatnie resztki zaufania do państwa.

    A kiedy to zaufanie pęka, żaden komunikat prasowy nie skleja go szybko.

    Badanie United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski przeprowadzono w dniach 26–28 czerwca 2026 r. metodą mixed-mode, czyli wywiadów internetowych i telefonicznych CAWI/CATI, na próbie 1000 osób .

    To również może cię zainteresować

    Puste szpitalne łóżko wygląda niewinnie. Metalowa rama, materac, pościel, czasem stolik obok. Ale w szpitalnej księgowości nie jest to symbol spokoju. To rachunek. Codzienny, powtarzalny, bezlitosny. Rachunek za gotowość, dyżury, personel, energię, sprzęt, procedury, które trzeba utrzymać nawet wtedy, gdy pacjenta nie ma.

    Premier Donald Tusk zapowiada nowe narzędzie kontroli zarobków lekarzy. Rząd przyjął projekt ustawy, który ma umożliwić Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji zbieranie danych o wynagrodzeniach medyków w powiązaniu z numerem PESEL i prawem wykonywania zawodu. Oficjalnie chodzi o transparentność, racjonalizację kosztów i lepszą wycenę świadczeń. Problem w tym, że po raz kolejny państwo próbuje leczyć chorobę systemu termometrem, notesem i policyjną latarką. Jak daleko można zajść w cynizmie i głupocie, kiedy stawką jest ludzkie życie i zdrowie.

    Porozumienie Rezydentów OZZL zaapelowało do Ministerstwa Zdrowia o zakończenie politycznej narracji wokół zarobków lekarzy i rozpoczęcie merytorycznej debaty o finansach szpitali. Młodzi lekarze przekonują, że publiczne opowieści o wynagrodzeniach „pożerających” budżety placówek są uproszczeniem, które bardziej przypomina medialny pojedynek na hasła niż rzetelną rozmowę o stanie ochrony zdrowia. A ta rozmowa dotyczy nie tylko Warszawy, ministerialnych gabinetów i sejmowych korytarzy. Dotyczy także szpitali powiatowych, takich jak Tomaszowskie Centrum Zdrowia, pacjentów stojących w kolejkach i samorządów, które od lat próbują łatać system, w którym zawsze brakuje pieniędzy.

    Premier Donald Tusk zapowiedział, że jeśli do wtorku nie otrzyma od Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia konkretnych rekomendacji dotyczących naprawy najbardziej bulwersujących praktyk w ochronie zdrowia, w środę podejmie decyzje — również personalne. Chodzi między innymi o tzw. saloniki VIP w szpitalach, omijanie kolejek oraz bardzo wysokie zarobki części medyków wynikające z wad systemu.

    Napisz komentarz


    Źródło: NaszTomaszów.pl

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era