RAK
    Pacjent kontra system zmęczony do granic. Rośnie liczba skarg na lekarzy

    Pacjent kontra system zmęczony do granic. Rośnie liczba skarg na lekarzy

    3576 odsłon
    Pacjent kontra system zmęczony do granic. Rośnie liczba skarg na lekarzy

    Dzisiaj, 09:39 Według informacji podanych przez „Dziennik Gazetę Prawną” rośnie liczba skarg kierowanych do okręgowych izb lekarskich. Pacjenci skarżą się na brak należytej staranności , błędy diagnostyczne, odmowy przyjęcia, problemy z rejestracją oraz niewłaściwą komunikację. Największe wzrosty z

    Dzisiaj, 09:39

    Według informacji podanych przez „Dziennik Gazetę Prawną” rośnie liczba skarg kierowanych do okręgowych izb lekarskich. Pacjenci skarżą się na brak należytej staranności , błędy diagnostyczne, odmowy przyjęcia, problemy z rejestracją oraz niewłaściwą komunikację. Największe wzrosty zgłoszeń odnotowano m.in. w Gdańsku, Łodzi i Płocku. Spadek liczby skarg miał nastąpić w Częstochowie.

    Nie jest to jednak opowieść z prostym podziałem na „winnych lekarzy” i „bezbronnych pacjentów”. Rzeczywistość jest bardziej ponura. Z jednej strony pacjent, który miesiącami czeka na wizytę, nie ma siły słuchać tłumaczeń o brakach kadrowych. Z drugiej — lekarz, który po kilkunastu godzinach pracy nadal musi podejmować decyzje, od których zależy zdrowie, a czasem życie człowieka.

    To trochę jak scena z filmu katastroficznego, tylko bez dramatycznej muzyki Hansa Zimmera. System trzeszczy, światła migają, załoga próbuje jeszcze utrzymać maszynę w powietrzu, a pasażerowie zaczynają pytać, kto właściwie siedzi za sterami.

    Przemęczenie lekarzy to nie prywatny problem medyków

    Z badania Naczelnej Izby Lekarskiej wynika, że zbyt długi czas pracy lekarzy jest przede wszystkim skutkiem braków kadrowych , trudności z organizacją zastępstw oraz presji finansowej. NIL zapowiadała badanie rzeczywistego czasu pracy lekarzy i lekarzy dentystów, wskazując, że bez twardych danych trudno uczciwie rozmawiać o granicach wydolności personelu medycznego.

    W praktyce oznacza to, że lekarz nierzadko funkcjonuje pomiędzy etatem, dyżurami, kontraktem, poradnią, szpitalem i prywatnym gabinetem. Dla pacjenta nie ma znaczenia, czy ten sam człowiek wcześniej był na dyżurze, czy spał trzy godziny, czy właśnie kończy trzynastą godzinę pracy. Pacjent chce diagnozy, uwagi, rozmowy i bezpieczeństwa.

    I ma do tego pełne prawo.

    Ale właśnie dlatego czas pracy lekarzy nie jest sprawą wyłącznie korporacyjną, zawodową czy księgową. To kwestia bezpieczeństwa pacjentów. Zmęczenie obniża koncentrację, utrudnia komunikację, zwiększa ryzyko pomyłek i konfliktów. W ochronie zdrowia nie chodzi przecież o produkcję śrubek, gdzie wadliwą partię można wycofać z magazynu. Tutaj błędna decyzja może wrócić do człowieka jak bumerang — bólem, opóźnioną diagnozą, utratą zaufania.

    Prawo zna odpoczynek. Życie zna grafik

    Ustawa o działalności leczniczej przewiduje normy czasu pracy oraz prawo do odpoczynku. Zgodnie z przepisami pracownikowi przysługuje m.in. co najmniej 11 godzin nieprzerwanego odpoczynku dobowego oraz co najmniej 35 godzin nieprzerwanego odpoczynku tygodniowego . Po dyżurze medycznym odpoczynek powinien być udzielony bezpośrednio po jego zakończeniu.

    Tyle teoria. W praktyce od lat trwa dyskusja o dyżurach, klauzulach opt-out, kontraktach i wieloetatowości. Samorząd lekarski wskazuje, że część lekarzy pracuje ponad granice, które w innych zawodach uznano by za absurdalne. Naczelna Rada Lekarska chce wprowadzenia limitu czasu pracy obejmującego lekarzy niezależnie od formy zatrudnienia, także tych pracujących na kontraktach.

    To ważne, bo obecnie system potrafi wyglądać jak dobrze znany z literatury labirynt Kafki: formalnie każdy dokument jest na miejscu, każdy grafik jakoś się spina, każda procedura ma swój numer, ale człowiek — pacjent i lekarz — coraz częściej zostaje sam w korytarzu.

    Skarga nie zawsze oznacza winę, ale zawsze jest sygnałem

    Prezes Naczelnej Izby Lekarskiej dr Łukasz Jankowski w rozmowie z „DGP” zwrócił uwagę, że w ostatniej dekadzie liczba skarg miała się podwoić. W jego ocenie jest to w dużej mierze efekt frustracji pacjentów złym działaniem systemu. Część zgłoszeń okazuje się bezzasadna, ale część kończy się wnioskiem o ukaranie. Sądy lekarskie orzekają kary w znaczącej części takich spraw.

    To również ważna uwaga dla pacjentów. Skarga do rzecznika odpowiedzialności zawodowej lekarzy nie jest narzędziem do wyrażenia zwykłej złości po nieudanej wizycie. Powinna dotyczyć konkretnych zdarzeń: błędu, zaniedbania, naruszenia zasad etyki, odmowy pomocy, braku należytej staranności czy zachowania, które mogło narazić pacjenta na szkodę.

    Jednocześnie nie można pacjentów uciszać opowieścią o „trudnej pracy lekarza”. Trudna praca nie zwalnia z odpowiedzialności. Tak samo jak fatalnie zorganizowany system nie może być wieczną wymówką dla braku empatii, lekceważenia chorego czy błędów w dokumentacji.

    Interniści, psychiatrzy, stomatolodzy. Tam skarg jest najwięcej

    Jak podaje „DGP”, najwięcej zastrzeżeń budzi praca internistów, psychiatrów i stomatologów. To nie powinno dziwić. Internista często staje się pierwszym filtrem całego systemu — ma rozpoznać, uspokoić, skierować, nie przeoczyć. Psychiatra pracuje w obszarze szczególnie wrażliwym, gdzie rozmowa jest częścią leczenia, a zaufanie bywa kruche jak szkło. Stomatologia zaś to dziedzina, w której pacjent często płaci bezpośrednio z własnej kieszeni, więc oczekiwania są wysokie, a spór o jakość usługi pojawia się szybciej.

    Izby lekarskie wskazują też na nowe wątki, w tym skargi dotyczące lekarzy z Ukrainy i Białorusi, którzy mieli podawać nieprawdziwe informacje o posiadaniu specjalizacji. To temat delikatny, ale nie wolno go zamiatać pod dywan. Pacjent ma prawo wiedzieć, kto go leczy, jakie ma kwalifikacje i czy wykonuje świadczenia zgodnie z obowiązującymi przepisami.

    Lokalnie problem widać szczególnie mocno

    Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego temat nie jest abstrakcją z ogólnopolskich gazet. Każdy, kto próbował szybko dostać się do specjalisty, umówić badanie, znaleźć wolny termin w poradni albo skorzystać z nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej, wie, że napięcie pomiędzy pacjentem a systemem narasta.

    Nie zawsze chodzi o złą wolę. Często chodzi o brak ludzi, brak terminów, źle ustawioną organizację pracy, kolejki i komunikację, która przypomina rozmowę przez grubą szybę. Pacjent słyszy: „proszę czekać”. Lekarz słyszy: „proszę przyjąć kolejnych”. Rejestracja słyszy jedno i drugie, a potem zostaje pierwszą linią gniewu.

    To nie jest zdrowy model.

    Jeżeli chcemy mówić poważnie o bezpieczeństwie pacjentów , trzeba przestać udawać, że problemem jest tylko pojedynczy lekarz, pojedyncza przychodnia albo pojedyncza niemiła rozmowa przy okienku. Skargi pacjentów są jak kontrolka w samochodzie. Można ją zakleić plastrem, można się na nią obrazić, można powiedzieć, że świeci złośliwie. Ale silnik od tego nie zacznie pracować lepiej.

    Pacjent ma prawo pytać, lekarz ma prawo odpocząć

    W tej sprawie trzeba powiedzieć dwie rzeczy jednocześnie.

    Po pierwsze, pacjent ma prawo do rzetelnej, bezpiecznej i starannej opieki medycznej . Ma prawo pytać, domagać się informacji, składać skargę, prosić o dokumentację, zgłaszać błędy i oczekiwać szacunku. Choroba nie odbiera człowiekowi godności.

    Po drugie, lekarz ma prawo do odpoczynku , bez którego nie da się bezpiecznie leczyć. Państwo, szpitale, przychodnie i organizatorzy systemu nie mogą budować ochrony zdrowia na założeniu, że medyk będzie pracował ponad ludzką wytrzymałość. To nie jest heroizm. To proszenie się o katastrofę.

    W „Doktorze Housie” genialny lekarz może nie spać, łamać procedury, obrażać ludzi i na końcu uratować pacjenta błyskotliwą diagnozą. Tyle że życie to nie serial. W prawdziwej przychodni i prawdziwym szpitalu potrzebujemy nie cudotwórców na granicy wypalenia, lecz dobrze zorganizowanego systemu, w którym lekarz ma czas pomyśleć, a pacjent ma poczucie, że ktoś naprawdę go słucha.

    Bo medycyna zaczyna się nie od pieczątki, skierowania ani numerka w kolejce. Zaczyna się od zaufania. A tego nie da się odbudować dyżurem trwającym w nieskończoność.

    To również może cię zainteresować

    Puste szpitalne łóżko wygląda niewinnie. Metalowa rama, materac, pościel, czasem stolik obok. Ale w szpitalnej księgowości nie jest to symbol spokoju. To rachunek. Codzienny, powtarzalny, bezlitosny. Rachunek za gotowość, dyżury, personel, energię, sprzęt, procedury, które trzeba utrzymać nawet wtedy, gdy pacjenta nie ma.

    Premier Donald Tusk zapowiada nowe narzędzie kontroli zarobków lekarzy. Rząd przyjął projekt ustawy, który ma umożliwić Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji zbieranie danych o wynagrodzeniach medyków w powiązaniu z numerem PESEL i prawem wykonywania zawodu. Oficjalnie chodzi o transparentność, racjonalizację kosztów i lepszą wycenę świadczeń. Problem w tym, że po raz kolejny państwo próbuje leczyć chorobę systemu termometrem, notesem i policyjną latarką. Jak daleko można zajść w cynizmie i głupocie, kiedy stawką jest ludzkie życie i zdrowie.

    Porozumienie Rezydentów OZZL zaapelowało do Ministerstwa Zdrowia o zakończenie politycznej narracji wokół zarobków lekarzy i rozpoczęcie merytorycznej debaty o finansach szpitali. Młodzi lekarze przekonują, że publiczne opowieści o wynagrodzeniach „pożerających” budżety placówek są uproszczeniem, które bardziej przypomina medialny pojedynek na hasła niż rzetelną rozmowę o stanie ochrony zdrowia. A ta rozmowa dotyczy nie tylko Warszawy, ministerialnych gabinetów i sejmowych korytarzy. Dotyczy także szpitali powiatowych, takich jak Tomaszowskie Centrum Zdrowia, pacjentów stojących w kolejkach i samorządów, które od lat próbują łatać system, w którym zawsze brakuje pieniędzy.

    Premier Donald Tusk zapowiedział, że jeśli do wtorku nie otrzyma od Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia konkretnych rekomendacji dotyczących naprawy najbardziej bulwersujących praktyk w ochronie zdrowia, w środę podejmie decyzje — również personalne. Chodzi między innymi o tzw. saloniki VIP w szpitalach, omijanie kolejek oraz bardzo wysokie zarobki części medyków wynikające z wad systemu.

    Afera wokół warszawskiego Szpitala Południowego przestaje być wyłącznie sprawą jednej placówki medycznej. Najnowszy sondaż United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski pokazuje, że polityczny rachunek za tę sprawę coraz częściej wystawiany jest Rafałowi Trzaskowskiemu. Według badania 51,2 proc. ankietowanych uważa, że prezydent Warszawy powinien podać się do dymisji.

    Napisz komentarz


    Źródło: NaszTomaszów.pl

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era