
Radosław Szczęch
Dzisiaj, 18:53
W czerwcu na drogach ekspresowych województwa lubelskiego uruchomiono dwa odcinkowe pomiary prędkości, w tym na 7,5 km drogi S19 w ciągu obwodnicy Lublina Źródło: CANARD/FB
Czy przepisy ruchu drogowego obowiązują tylko Polaków? Oczywiście nie, bo choćby policjanci z drogówki mają prawo zatrzymywać do kontroli, legitymować i karać mandatami także obcokrajowców, w tym poruszających się pojazdami na tablicach spoza Unii Europejskiej. Nieco inaczej sytuacja wygląda w przypadku odcinkowych pomiarów prędkości, których na naszych drogach z każdym rokiem przybywa.
Tylko w czerwcu takie systemy uruchomiono na dwóch odcinkach o wysokim natężeniu ruchu - 8 czerwca ruszył pomiar pomiędzy Markuszowem i Chrząchówkiem na S17 (trasa Lublin-Warszawa), a 24 czerwca pomiędzy węzłami Lublin Węglin i Lublin Sławinek na ekspresowej obwodnicy Lublina w ciągu S19. OPP działa także m.in. na wojewódzkiej 801 (trasa Puławy-Dęblin) oraz DK 82 (Łęczna-Włodawa i Łęczna-Lublin).
O tym, jak skuteczne są te metody wiedzą wszyscy, którzy regularnie poruszaą się po wymienionych drogach. Tam, gdzie obowiązują pomiary, kierowcy w ogromnej większości stosują się do ograniczeń. Jeśli dany odcinek pokonaliby szybciej, niż wynika z przepisów, na ich adres mogłoby trafić wezwanie do przyjęcia mandatu wraz ze zdjęciami dokumentującymi przekroczenie. Odmowa skutkuje skierowaniem sprawy do sądu.
Skuteczność systemu dla całego kraju wynosi obecnie 46 proc. - W pozostałych przypadkach nie ustalono sprawcy wykroczenia - tłumaczą nam pracownicy zespołu do spraw informacji i komunikacji Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego w Warszawie, do którego należy CANARD.
Kim są ci nieustaleni sprawcy wykroczeń? Otóż, jak wynika z otrzymanych przez nas informacji, wielu z nich to obcokrajowcy, szczególnie osoby spoza obszaru UE, w tym obywatele Ukrainy.
Ile wykroczeń popełniają na polskich drogach obcokrajowcy spoza UE? Tylko w zeszłym roku w całym kraju radary wyłapały prawie 120 tysięcy takich przypadków. Za większość z nich (ponad 77 tys.) odpowiadali obywatele Ukrainy - dla porównania Białorusini za 7,4 tys. Rosjanie stanowili margines, ok. 200 przypadków. Na tych wszystkich pozaunijnych kierowców wystawiono trochę ponad 3,4 tys. mandatów, ale czy zostały opłacone tego nie wiemy.
Jak to robią inne państwa? Ciekawe rozwiązanie posiadają choćby Czesi, którzy przyznali sobie prawo do zatrzymania każdego auta, które w ich systemie ma nieopłacone mandaty. Z kolei jeden ze znanych dziennikarzy motoryzacyjnych, Łukasz Zboralski (Kanał Zero), zapytany o sprawę karania obcokrajowców przekonuje do skorzystania przez CANARD z istniejących kamer na przejściach granicznych. Jego zdaniem te powinny robić automatycznie zdjęcia wszystkich pojazdom wjeżdżającym i wyjeżdżającym do Polski i weryfikować, czy w systemie widnieją wystawione na nie zaległe mandaty. - Jeśli kierowca nie zapłaci - nie wjeżdża lub nie wyjeżdża, proste - proponuje dziennikarz zapytany o sprawę przez "Rzeczpospolitą".
Polscy urzędnicy z inspektoratu transportu na razie w tym kierunku nie zmierzają, ale jak przyznają w rozmowie z nami, liczą na zmiany ustawowe, które ułatwiłyby im pracę.
Bezpieczeństwo to jendak nie tylko odpowiednia prędkość na drodze, ale także prawidłowy stan techniczny pojazdów. Warto przypomnieć, że obowiązek posiadania aktualnego badania technicznego - także nie dotyczy wszystkich. Kierowcy spoza UE mogą jeździć po polskich drogach bez konieczności wizyt w stacjach kontroli. Dodajmy, że Polacy popełniający wykroczenia w państwach zachodnich mandaty jak najbardziej otrzymują. W tym kierunku międzynarodowa współpraca działa bez zastrzeżeń.
Źródło: Dziennik Wschodni - Zamosc