
Dzisiaj, 11:57
Rock and roll nigdy nie był wyłącznie gatunkiem muzycznym. Był jak pierwszy motocykl, skórzana kurtka albo nocna audycja radiowa słuchana pod kołdrą. Dla jednych stanowił hałas i zagrożenie dla obyczajów, dla innych – pierwszy prawdziwy język młodości.
13 lipca jest dziś okazją, by ponownie sięgnąć po nagrania Elvisa Presleya, Chucka Berry’ego, Little Richarda, The Rolling Stones, Led Zeppelin czy The Beatles i przypomnieć sobie czasy, gdy pojedynczy gitarowy riff potrafił wywołać większe poruszenie niż niejedno polityczne przemówienie.
Muzyka, która narodziła się na skrzyżowaniu kultur
Rock and roll pojawił się w Stanach Zjednoczonych w latach 50. XX wieku. Nie powstał jednak w jednym studiu ani za sprawą jednego artysty. Był mieszaniną afroamerykańskiego bluesa i rhythm and bluesa, muzyki gospel oraz białego country.
To właśnie z tego spotkania kultur narodziło się brzmienie, które błyskawicznie zaczęło zdobywać młodą publiczność. Charakterystyczny, mocno akcentowany rytm, proste melodie i gitarowe partie brzmiały zupełnie inaczej niż uporządkowana muzyka, której słuchali rodzice powojennego pokolenia.
Rock and roll od początku miał w sobie coś prowokacyjnego. Nie chodziło jedynie o teksty piosenek. Równie ważny był sposób poruszania się na scenie, fryzury, ubrania i atmosfera koncertów. Muzyka stawała się deklaracją: nie chcemy już żyć dokładnie tak samo jak poprzednie pokolenia .
Król miał na imię Elvis
Jedną z największych ikon rodzącego się gatunku został Elvis Presley . Młody kierowca ciężarówki z Tupelo połączył wpływy muzyki czarnych wykonawców z country i sceniczną charyzmą, która wywoływała zachwyt nastolatków oraz oburzenie konserwatywnej części Ameryki.
Jego ruchy sceniczne były uznawane za skandaliczne, a część programów telewizyjnych pokazywała go jedynie od pasa w górę. To, co miało ochronić widzów przed „demoralizacją”, jeszcze bardziej podsycało zainteresowanie młodym wokalistą.
Presley nie stworzył rock and rolla sam. Przed nim i obok niego działali wybitni czarnoskórzy artyści: Chuck Berry, Little Richard, Fats Domino, Bo Diddley czy Sister Rosetta Tharpe . To ich rytm, gitarowe pomysły i sceniczna energia zbudowały fundament muzycznej rewolucji.
Elvis stał się jednak jej najbardziej rozpoznawalną twarzą. Po jego śmierci prezydent USA Jimmy Carter stwierdził, że muzyka i osobowość Presleya zmieniły oblicze amerykańskiej kultury, a sam artysta stał się symbolem buntowniczego ducha narodu.
Od rock and rolla do wielkich stadionów
Pierwszy rock and roll był muzyką krótkich piosenek, tanecznego rytmu i młodzieżowych historii. Z czasem zaczął jednak dojrzewać. Pojawiły się bardziej rozbudowane kompozycje, mocniejsze brzmienia i teksty poruszające sprawy społeczne, polityczne oraz egzystencjalne.
W latach 60. świat zdobyli The Beatles i The Rolling Stones . Kolejna dekada należała między innymi do Led Zeppelin, Deep Purple, Black Sabbath, Pink Floyd i Queen. Rock rozrastał się niczym drzewo, z którego wyrastały kolejne gałęzie: hard rock, heavy metal, punk, rock progresywny, glam rock, a później także grunge i muzyka alternatywna.
Zmieniały się stroje, fryzury i technologie nagrywania, ale pozostała jedna zasada: rock miał brzmieć jak sprzeciw wobec ciszy i obojętności .
Dlaczego właśnie 13 lipca?
Data 13 lipca wiązana jest przede wszystkim z koncertem Live Aid , który odbył się 13 lipca 1985 roku na stadionach Wembley w Londynie i John F. Kennedy Stadium w Filadelfii. Charytatywne widowisko zorganizowane przez Boba Geldofa i Midge’a Ure’a miało pomóc ofiarom klęski głodu w Etiopii.
Na scenach pojawiły się największe gwiazdy epoki, między innymi Queen, David Bowie, U2, The Who, Dire Straits, Elton John, Madonna, Black Sabbath i Led Zeppelin. Szczególne miejsce w historii zajął występ Queen z Freddiem Mercurym, uznawany dziś za jeden z najbardziej pamiętnych koncertowych momentów w dziejach muzyki popularnej.
To właśnie rocznica Live Aid stała się podstawą obchodów Światowego Dnia Rocka, szczególnie popularnego w Brazylii. Określenie „międzynarodowe święto” bywa stosowane szerzej, choć nie jest to oficjalny dzień ustanowiony przez ONZ ani powszechnie obchodzone święto państwowe.
Rock po polsku, czyli bigbit zamiast zakazanego słowa
Do Polski rock and roll dotarł pod koniec lat 50. Pierwszą ważną formacją była grupa Rhythm and Blues , założona w 1959 roku. Władze PRL patrzyły jednak na zachodnią muzykę z podejrzliwością. Samo słowo „rock and roll” kojarzyło się z Ameryką, buntem i stylem życia niepasującym do socjalistycznej rzeczywistości.
Franciszek Walicki, nazywany później ojcem chrzestnym polskiego rocka, zaczął więc używać bardziej swojsko brzmiącego określenia „bigbit” , czyli „mocne uderzenie”. Pod tą nazwą rozwijała się muzyka Czerwono-Czarnych, Niebiesko-Czarnych, Czerwonych Gitar, Polan i Trubadurów.
Później przyszli Czesław Niemen, Breakout, SBB, Budka Suflera, Maanam, Perfect, TSA, Republika, Lady Pank i Kult. Polski rock coraz częściej nie tylko bawił, ale także opisywał rzeczywistość, której nie można było przedstawiać wprost.
„Dziwny jest ten świat” Niemena, „Chcemy być sobą” Perfectu, „Kocham cię, kochanie moje” Maanamu czy „Biała flaga” Republiki stały się czymś więcej niż przebojami. Były fragmentami zbiorowej biografii kilku pokoleń Polaków.
Rock and roll nie przechodzi na emeryturę
Można uznać, że czas wielkich rockowych rewolucji minął. Dzisiejsze listy przebojów należą częściej do popu, hip-hopu i muzyki elektronicznej. A jednak wystarczy kilka dźwięków „Johnny B. Goode”, „Satisfaction”, „Whole Lotta Love” albo „We Will Rock You”, żeby przekonać się, że ta muzyka wciąż działa.
Rock and roll przeżył kasety magnetofonowe, płyty winylowe, kasety VHS, MTV, płyty kompaktowe, serwisy streamingowe i media społecznościowe. Nadal pojawia się w filmach, reklamach, na stadionach i podczas lokalnych koncertów. Wciąż inspiruje młodych muzyków, którzy po raz pierwszy podłączają gitarę do wzmacniacza i odkrywają, że kilka prostych akordów może dać poczucie nieograniczonej wolności.
Międzynarodowy Dzień Rock and Rolla to dobry moment, by odkurzyć stare płyty, podkręcić głośniki i przypomnieć sobie, że są melodie, których nie da się słuchać na siedząco.
Bo rock and roll, jak mówił bohater filmu „Szkoła rocka”, nie polega wyłącznie na zdobywaniu dobrych ocen. Chodzi w nim o to, by sprzeciwić się człowiekowi, który próbuje odebrać nam głos.
A potem pozostaje już tylko odliczyć: raz, dwa, trzy, cztery…
To również może cię zainteresować
Są artyści, których muzyka brzmi jak zapis nutowy. I są tacy, których muzyka brzmi jak życie: kurz drogi, stukot pociągu, zmęczenie po pracy, nocne światło w oknie i głos człowieka, który więcej przeżył, niż chciałby opowiedzieć. John Lee Hooker należał do tej drugiej kategorii. Nie potrzebował orkiestry, popisów technicznych ani długich solówek. Wystarczały gitara, tupot stopy i głos głęboki jak stara studnia.
24 czerwca w historii. Matejko, protesty 1976 roku, Orlęta Lwowskie i dzień, w którym muzyka gra od Jeffa Becka po Tears For Fears
Przed nami jubileuszowa, 10. edycja Love Polish Jazz Festival. Wydarzenie, które od lat przyciąga miłośników jazzu, dobrej muzyki i artystycznych spotkań z najwyższej półki, odbędzie się w dniach 18–20 września 2026 roku.
Poniedziałek, 6 lipca. Sto osiemdziesiąty siódmy dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.21, zajdzie o godz. 20.58. Imieniny obchodzą dziś: Dominik, Łucja, Maria, Piotr i Zuzanna.
Są takie daty, które wyglądają jak stary, wielowątkowy film. W jednej scenie rodzi się przyszły król Polski, w drugiej na Kremlu rozgrywa się krwawy dramat Dymitriad, dalej Aleksander Fredro ostrzy pióro, Górny Śląsk wraca do Polski, a z gramofonu płyną Beach Boys, Lionel Richie, Lady Pank i Kombi. 20 czerwca to dzień, w którym historia nie idzie równym marszem. Raczej tańczy — czasem poloneza, czasem żałobny marsz, czasem rockowy numer z lat 80.
Dziś jest niedziela, 5 lipca, sto osiemdziesiąty szósty dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.20, zajdzie o godz. 20.59. Imieniny obchodzą: Maria, Marta, Telimena, Antoni, Jakub, Michał i Wilhelm.
Napisz komentarz
Źródło: NaszTomaszów.pl