
Właściciele domów jednorodzinnych znów mogą starać się o dotacje na zakup, montaż oraz uruchomienie systemów do zbierania i wykorzystywania wód opadowych i roztopowych. Program Mikroretencja, który zastąpił program Moja Woda, ruszył pod koniec czerwca br. i potrwa do końca 2027 roku, choć zapewne środki wyczerpią się o wiele wcześniej, jak było w poprzedniej edycji. O tym, że warto zbierać deszczówkę, nawet bez dotacji, nie mają wątpliwości Krzysztof Matera i Zbigniew Wilk, mieszkańcy gminy Sawin, którzy od wielu lat starają się nie marnować ani jednej kropli wody spadającej z nieba.
Krzysztof Matera, mieszkaniec Czułczyc-Kolonii, od lat zbiera deszczówkę z dachu swojej stodoły. Budynek ma powierzchnię około 200 metrów kwadratowych, a woda spływa z połowy dachu do tysiąclitrowego zbiornika. Stamtąd trafia do konewek, którymi podlewany jest przydomowy ogród.
– Początkowo było tak, że aby podlać ogródek, trzeba było ciągnąć wodę z domu. Było to dość problematyczne. Trochę z lenistwa, aby nie biegać i nie odkręcać tej wody, zainstalowałem zbiornik. Równie ważny był jednak aspekt ekologiczny. Mieszkamy na wzniesieniu, a woda jest głęboko. Zdajemy sobie sprawę, że jej zasoby nie są nieograniczone i kiedyś mogą się skończyć. Postanowiliśmy, że skorzystamy z doświadczenia naszego sąsiada, pana Zbyszka, i postawimy sobie zbiornik na wodę – opowiada pan Krzysztof.
Instalację wykonał z pomocą taty. Zbiornik kupił z drugiej ręki za około 250 zł, a rynny i niezbędne elementy kosztowały około 200 zł. Kiedy budował swoją instalację, dotacji na zbieranie deszczówki jeszcze nie było.
– Zresztą całe przedsięwzięcie zamknęło się w kwocie około 500 zł. Widać, że zrobiliśmy to sami, ale wyznaję zasadę, że jeśli coś wygląda głupio, ale działa, to nie jest głupie – śmieje się.
Jak podkreśla, nawet jeden niewielki deszcz potrafi całkowicie napełnić tysiąclitrowy zbiornik. W jego przypadku taki zapas wody może wystarczyć nawet na miesiąc podlewania ogródka. Początkowo wodę rozprowadzał za pomocą pompy, jednak z czasem zrezygnował z tego rozwiązania.
– Pompa była głośna. Było ją słychać w całej wsi. Zastąpiłem ją wężem, ale nie chciało mi się go przenosić, dlatego dziś nalewamy wodę do konewek albo butelek i podlewamy rośliny punktowo. To prostsze i bardziej oszczędne – mówi.
Mieszkaniec Czułczyc-Kolonii podkreśla, że zbieranie deszczówki ma wiele zalet.
– W moim przypadku aspekt finansowy nie był najważniejszy, bo korzystam z własnego ujęcia. Chodzi przede wszystkim o ekologię. Wody podziemnej nie przybywa, więc lepiej korzystać z tej, która spada z nieba. Deszczówka jest też cieplejsza od wody ze studni czy wodociągu, dzięki czemu rośliny nie przeżywają szoku termicznego. Nie zawiera również chloru i jest miękka – mówi.
Podobnego zdania jest Zbigniew Wilk, sąsiad pana Krzysztofa, który deszczówkę zbiera już od kilkunastu lat, a więc od czasów, gdy takie przedsięwzięcia nie były jeszcze dotowane. Instalacja zwróciła mu się już wielokrotnie. Podpatrzył ją u brata i wykonał samodzielnie na swojej działce. Woda z budynku gospodarczego trafia do zbiorników, a stamtąd do systemu nawadniającego z linią kroplującą, która zasila tunel foliowy i warzywnik.
– Wystarczy podłączyć wąż i odkręcić zawór, a potem znów czekać na deszcz. Dzięki temu warzywa mają zapewnioną wodę wtedy, kiedy jej potrzebują, a przy uprawie roślin ma ona szczególne znaczenie – mówi pan Zbigniew.
Jak przekonują obaj mieszkańcy Czułczyc-Kolonii, deszczówka doskonale sprawdza się nie tylko przy podlewaniu warzyw, ale także trawników, tui i roślin ozdobnych. W okresach suszy, gdy zdarzają się ograniczenia w korzystaniu z wody z sieci, zgromadzone zapasy pozwalają bez problemu zadbać o ogród.
– Każdy, kto ma rynny, może zacząć zbierać deszczówkę. Nie trzeba od razu kupować dużego zbiornika. Nawet mniejsze pojemniki pozwalają zgromadzić wodę, która później bardzo się przydaje, chociażby do podlania trawy. To korzyść dla środowiska, dla roślin i dla domowego budżetu, zwłaszcza gdy korzystamy z wody z sieci – podsumowuje Krzysztof Matera.
O ogromnej roli deszczówki świadczą również rządowe programy, których celem jest zachęcenie mieszkańców do gromadzenia i wykorzystywania wód opadowych. Jednym z nich jest realizowany przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Lublinie projekt „Wsparcie indywidualnej mikroretencji wód opadowych na terenie województwa lubelskiego”, finansowany ze środków Unii Europejskiej. Dzięki niemu mieszkańcy mogą uzyskać dofinansowanie na budowę lub modernizację przydomowych systemów retencyjnych, niewielkich zbiorników na deszczówkę oraz innych instalacji służących zatrzymywaniu i wykorzystywaniu wód opadowych.
O wsparcie mogą ubiegać się osoby fizyczne będące właścicielami lub współwłaścicielami nieruchomości zabudowanych budynkiem mieszkalnym jednorodzinnym, a także użytkownicy wieczyści takich nieruchomości. Dotacja obejmuje inwestycje związane ze zbieraniem deszczówki z dachów, podjazdów, chodników i innych powierzchni nieprzepuszczalnych, jej magazynowaniem w zbiornikach, retencjonowaniem w gruncie oraz wykorzystaniem, na przykład do podlewania ogrodu. Warunkiem jest, aby woda była zatrzymywana i wykorzystywana na terenie posesji, a nie odprowadzana do kanalizacji, z wyjątkiem sytuacji awaryjnych.
Dofinansowanie może wynieść nawet 90 proc. kosztów kwalifikowanych, jednak nie więcej niż 8 tys. zł. Środki wypłacane są w formie refundacji poniesionych wydatków. Aby inwestycja mogła zostać objęta wsparciem, jej wartość musi wynosić co najmniej 2 tys. zł, łączna pojemność zbiorników nie może być mniejsza niż 2 m sześc., a powierzchnia, z której gromadzona jest woda opadowa, musi mieć co najmniej 50 m kw. Program obejmuje wyłącznie przedsięwzięcia już zakończone, przy czym kwalifikowane są wydatki poniesione od 1 lipca 2024 roku.
Wsparcia nie otrzymają osoby, które wcześniej sfinansowały tę samą inwestycję z programów Narodowego lub Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, np. z programu Moja Woda. Dotacje nie przysługują również na instalacje wykorzystywane do prowadzenia działalności gospodarczej lub rolniczej.
Nabór wniosków rozpoczął się 22 czerwca 2026 roku i będzie prowadzony do wyczerpania środków. Budżet programu dla województwa lubelskiego wynosi 10,2 mln zł i w całości pochodzi z programu Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat i Środowisko (FEnIKS) 2021-2027.
Warto przypomnieć, że jest to kolejna inicjatywa mająca zachęcić mieszkańców do oszczędzania wody i zwiększania retencji na prywatnych posesjach. W poprzednich latach podobną rolę pełnił program „Moja Woda”, którego celem było zwiększenie retencji przy budynkach jednorodzinnych oraz wykorzystanie zgromadzonej wody opadowej i roztopowej. W województwie lubelskim w jego ramach dofinansowano 1696 inwestycji na łączną kwotę ponad 9,35 mln zł. W powiecie chełmskim dofinansowanie otrzymało 89 inwestycji na łączną kwotę 504 866,83 zł, natomiast w samym Chełmie wsparciem objęto 27 inwestycji na kwotę 136 732,57 zł. Dofinansowanie trafiło również do 37 projektów w powiecie krasnostawskim na łączną kwotę 188 390,36 zł oraz 19 projektów w powiecie włodawskim na kwotę 101 216,64 zł.