
Dzisiaj, 11:06
Przez wiele tygodni w debacie dotyczącej przyszłości Tomaszowskiego Centrum Zdrowia padały słowa dobrze znane z języka korporacyjnych prezentacji: konsolidacja, optymalizacja, wycena, synergia, poprawa efektywności . Brzmią niewinnie. Niemal sterylnie. Jakby chodziło o przesuwanie rubryk w arkuszu kalkulacyjnym, a nie o szpital, jego oddziały, lekarzy, pielęgniarki i pacjentów.
Tymczasem za każdym szpitalnym łóżkiem stoi czyjaś choroba, strach, poród, operacja albo nadzieja na kolejne lata życia. I właśnie dlatego głos Mateusza Nowaka może okazać się jednym z najważniejszych wystąpień w całej dotychczasowej dyskusji.
Lekarz napisał, że po kilkunastu latach pracy w Tomaszowskim Centrum Zdrowia ma prawo wyrazić swoją opinię. Zaznaczył również, że wypowiedzieli się już niemal wszyscy — poza ludźmi, którzy szpital rzeczywiście tworzą: ratownikami, pielęgniarkami, położnymi i lekarzami.
„Na czym opieracie nadzieję?”
Ordynator nie ukrywa sceptycyzmu wobec forsowanego pomysłu „sprzedaży” czy konsolidacji TCZ. Zwraca uwagę, że procesy przedstawiane dziś jako szansa w praktyce mogą oznaczać podporządkowanie mniejszego szpitala większemu podmiotowi.
„Jaka to szansa, drodzy Państwo? Państwo tak na poważnie? Na czym opieracie tę nadzieję? Przecież nie na przykładach innych, podobnie konsolidowanych szpitali, które zgodnie z łacińską maksymą Piscem vorat maior minorem , zostały szybko wchłonięte, zmarginalizowane i wyplute jako smutne miejsca do prostego wykorzystania” — napisał Mateusz Nowak. W jego ocenie złudzeniem jest również przekonanie, że konsolidacja automatycznie otworzy mieszkańcom Tomaszowa dostęp do wysokospecjalistycznej medycyny klinicznej.
Lekarz zwraca uwagę na coś, o czym w politycznych sporach mówi się zbyt rzadko: sam dostęp formalny nie oznacza dostępu rzeczywistego . Dla starszej osoby, pacjentki po operacji, kobiety w ciąży czy chorego onkologicznie wyjazd do Łodzi może być ogromnym problemem organizacyjnym, finansowym i zdrowotnym.
„Może dlatego, że opieka blisko domu jest najłatwiejsza do zorganizowania, dlatego że nierzadko nawet godzinny wyjazd dla starszego człowieka bywa wyzwaniem logistycznym i zdrowotnym” — podkreślił. To zdanie powinno wybrzmieć szczególnie mocno. Szpital powiatowy nie jest konkurencją dla kliniki uniwersyteckiej. Nie musi wykonywać wszystkiego. Jego zadaniem jest jednak zapewnienie mieszkańcom leczenia blisko miejsca zamieszkania — tam, gdzie w krytycznej chwili liczą się nie wielkie strategie, ale minuty, dostępność i człowiek po drugiej stronie drzwi.
Oddział, który zmienił się nie do poznania
Mateusz Nowak opisał także działalność kierowanego przez siebie oddziału. W Tomaszowie wykonywane są nie tylko porody i podstawowe zabiegi ginekologiczne. Leczone są również pacjentki z nowotworami trzonu macicy, jajnika oraz szyjki macicy.
„Robimy to na tyle skutecznie, że wskaźniki przeżywalności niczym nie ustępują danym literaturowym” — zaznaczył ordynator. Jak dodał, pacjentki otrzymują szybkie terminy zabiegów, następnie płynnie przechodzą do dalszego leczenia w Nu-Medzie, a lekarze współpracują ze szpitalami klinicznymi i korzystają z doświadczenia najlepszych operatorów.
„Szpitale kliniczne pomagają nam, a my pomagamy szpitalom klinicznym, nierzadko odciążając je lokalnie” — napisał. To ważny element tej historii. Z wypowiedzi lekarza wynika bowiem, że tomaszowski oddział nie funkcjonuje na medycznej wyspie. Jest częścią systemu współpracy, w którym pacjentka może rozpocząć leczenie na miejscu, a w razie potrzeby zostać skierowana do ośrodka o wyższym stopniu referencyjności.
Zdaniem ordynatora taki model nie wymaga niszczenia tego, co już działa.
„A może warto jednak budować, zamiast niszczyć i sprzedawać” — podsumował. Kto zagwarantuje, że oddziały pozostaną?
Najmocniejsze pytanie dotyczy jednak przyszłości. Mateusz Nowak wskazuje, że po ewentualnej konsolidacji nikt nie daje gwarancji utrzymania w Tomaszowie kolejnej porodówki czy oddziału ginekologii onkologicznej.
„Nie mam pewności, ale mogę podejrzewać, że szpital kliniczny nie będzie chciał w Tomaszowie utrzymywać kolejnej porodówki albo kolejnego oddziału ginekologii onkologicznej — bo i po co, ma swoje!” — napisał lekarz. To opinia i przewidywanie, nie przesądzony scenariusz. Jednak właśnie takich scenariuszy obawia się część pracowników i mieszkańców. Obawy te nie powinny być zbywane jako polityczna histeria. W każdym procesie właścicielskim dotyczącym szpitala najważniejsze powinny być bowiem konkretne gwarancje: które oddziały pozostaną, przez jaki czas, jakie świadczenia będą wykonywane, co stanie się z personelem i kto będzie podejmował decyzje o przyszłości placówki.
Bez takich odpowiedzi słowo „szansa” pozostaje jedynie hasłem. Ładnym, ale pustym.
Pacjentki odpowiadają własnymi historiami
Pod wpisem ordynatora pojawiły się liczne komentarze kobiet, które korzystały z pomocy oddziału. W ich wypowiedziach powtarzają się trzy słowa: profesjonalizm, empatia i bezpieczeństwo .
Jedna z pacjentek, Ania Pietrzyk, opisała opiekę po poważnej operacji onkologicznej:
„Opieka na oddziale ginekologicznym po tak rozległej i poważnej operacji onkologicznej jak moja była na najwyższym poziomie. Zespół lekarski był w pełni zaangażowany w moje leczenie, zwłaszcza w zakresie redukcji dokuczliwego bólu, a dzięki wspaniałym paniom położnym mogłam liczyć na troskliwą opiekę medyczną, bezcenną pomoc oraz empatię i wyrozumiałość”. Pacjentka zwróciła także uwagę na znaczenie lokalnej diagnostyki onkologicznej. Jak napisała, na badanie w Tomaszowie oczekiwała około dwóch miesięcy, podczas gdy w Łodzi termin miał być znacznie bardziej odległy.
„Dobrze by było, żeby tak pozostało, aby pacjentki nie musiały czekać na wizytę u ginekologa-onkologa ponad dwa miesiące, jak ma to miejsce w Łodzi, a potem jeszcze nie wiadomo jak długo na dalszą diagnostykę i kolejne kroki, gdy tak bardzo liczy się czas”. W leczeniu chorób nowotworowych czas nie jest publicystyczną figurą. Czas jest częścią terapii.
„Nie zostałam sama”
Szczególnie przejmujący jest komentarz Małgorzaty Walczewskiej, która opisała moment, gdy usłyszała diagnozę.
„Kiedy świat zawalił mi się pod nogami w tamtym najtrudniejszym momencie, nie zostałam z tym sama. Pan Doktor nie zastanawiał się ani sekundy — po prostu podał rękę, dał nadzieję i profesjonalną pomoc, o jakiej większość może tylko marzyć. Dzięki Panu dzisiaj tu jestem”. To zdanie brzmi mocniej niż dziesięć analiz ekonomicznych. Nie dlatego, że ekonomia nie ma znaczenia. Ma. Szpital musi być dobrze zarządzany, zadłużenie nie może rosnąć bez końca, a publiczne pieniądze wymagają kontroli. Jednak żadna kalkulacja nie może abstrahować od efektów leczenia, dostępności świadczeń i zaufania pacjentów.
Joanna Bielas wspominała z kolei pobyt na oddziale sprzed kilku lat:
„Spotkałam doktora na oddziale w bardzo ciężkim momencie mojego życia. Oddział pod skrzydłami doktora przeszedł niewyobrażalną przemianę. Zawsze powtarzałam, że nigdy w życiu bym się tu nie położyła, rodziłam w Matce Polce i Piotrkowie, a tak teraz polecam kobietom wasz oddział”. Jej komentarz pokazuje, że reputację oddziału można odbudować. Nie za pomocą folderów reklamowych, ale dzięki codziennej pracy personelu.
„Jest lekarzem z powołania”
Monika Nogacka opisała dwa dramatyczne momenty swojego życia — poród córki oraz sytuację, gdy lekarz miał ratować życie jej i dziecka podczas transportu do CZMP.
„To szczęście, że był przy mnie Pan Doktor. Raz, gdy rodziłam córcię i wspierał mnie w każdej minucie jako młody, uczący się zawodu, z wielką już wtedy empatią. Drugi raz, gdy ratował mi i mojemu dziecku życie, jadąc ze mną karetką do CZMP już po skończonym dyżurze”. Pacjentka zadała również pytanie, które wraca w wielu komentarzach:
„My kobiety mamy rodzić w domach jak za czasów przedwojennych, a umieralność będzie większa jak połowa, bo jesteśmy gotowe na takie wyzwania?”. To emocjonalna wypowiedź, ale pod spodem kryje się realny lęk: czy Tomaszów może zostać bez porodówki i pełnego zabezpieczenia ginekologicznego?
Dagmara Bedlińska napisała natomiast:
„Jest Pan bardzo dobrym lekarzem i podczas tego porodu czułam się zaopiekowana dzięki Panu. Powiem szczerze: dzięki Panu oddział ginekologiczno-położniczy zmienił się na dobre. Pozdrawiam serdecznie”. Monika Chmiel podkreśliła:
„Ja również miałam szczęście spotkać doktora i tak empatycznego, odpowiadającego na pytania, nie spotkałam. Z uśmiechem na twarzy. Jest to lekarz z powołaniem”. „Pracowałam w tym szpitalu 48 lat”
W dyskusji wypowiedziała się także Ewa Wieczorek, która — jak napisała — przepracowała w szpitalu 48 lat. Jej komentarz jest gorzki, ale też bardzo osobisty.
„Pamiętam wzloty i upadki. Ale szpital był i ja osobiście, i moi bliscy w ciągu kilku minut byliśmy zaopiekowani. Co do ginekologii, to może nie było takich warunków lokalowo-sprzętowych, ale była kadra”. Autorka wpisu wspomniała również poród córki w Łodzi i pytanie, dlaczego nie zdecydowała się rodzić w Tomaszowie. Jak stwierdziła, dziś wybrałaby miejscowy oddział.
„Wypowiedzi Pana Doktora wybrzmiały wyraźnie — może chcielibyście wszystko, patrz oddziały i personel, ale my wiemy lepiej, co wam potrzeba”. To zdanie dotyka sedna sporu. Czy przyszłość szpitala ma być ustalana ponad głowami mieszkańców, pracowników i pacjentów? Czy też przed podjęciem nieodwracalnych decyzji powinna odbyć się rzeczywista, publiczna debata, oparta na dokumentach, analizach i gwarancjach?
Pierwszy lekarz mówi publicznie
Wpis Mateusza Nowaka ma jeszcze jeden wymiar. Podważa narrację, według której personel szpitala miałby być przymuszany do protestowania lub podpisywania przygotowanych wcześniej oświadczeń.
Ordynator wystąpił pod własnym nazwiskiem. Przedstawił argumenty dotyczące konkretnego oddziału, jego wyników, współpracy z klinikami i potrzeb pacjentek. Nie jest anonimowym autorem ulotki. Jest lekarzem odpowiedzialnym za funkcjonowanie oddziału, który w ostatnich latach przeszedł widoczną zmianę.
Oczywiście jeden głos nie kończy debaty. Nie rozstrzyga kwestii finansowych, struktury zadłużenia ani modeli właścicielskich. Ale nie wolno go lekceważyć.
Bo gdy politycy mówią o „optymalizacji”, lekarz mówi o pacjentkach. Gdy pada słowo „konsolidacja”, kobiety przypominają chwile, w których walczyły o zdrowie i życie. A gdy ktoś przekonuje, że wszystko będzie dobrze, ordynator pyta o gwarancje.
Szpital to nie nieruchomość z ogłoszenia
Tomaszowskie Centrum Zdrowia wymaga zmian. Temu trudno zaprzeczyć. Każda publiczna placówka musi być kontrolowana, dobrze zarządzana i rozliczana z efektów. Ale czym innym jest naprawianie szpitala, a czym innym proces, który może doprowadzić do utraty wpływu na jego przyszłość.
W tej sprawie mieszkańcy zasługują na więcej niż uspokajające deklaracje. Potrzebują informacji, jakie oddziały są zagrożone, jakie zobowiązania ma przejąć potencjalny partner, czy porodówka i ginekologia onkologiczna będą działać nadal oraz kto zagwarantuje dostępność leczenia za pięć czy dziesięć lat.
Mateusz Nowak zakończył swój wpis słowami:
„Może zapytajcie Państwo ludzi, którzy pracują w tej ochronie zdrowia od lat, jak to się skończy. Ja mogę się mylić, ale głos szpitala i głos personelu nie może być pomijany, bo najbardziej szkoda tutaj zwykłych ludzi”. I właśnie od tego powinna rozpocząć się poważna rozmowa. Nie od kolejnych sloganów. Nie od politycznych oskarżeń. Nie od przesądzonych decyzji.
Od wysłuchania ludzi, którzy każdego dnia otwierają drzwi sal operacyjnych, odbierają porody, podają leki i zostają przy pacjencie wtedy, gdy gaśnie światło, a strach staje się większy niż wszystkie urzędowe strategie razem wzięte.
To również może cię zainteresować
Do Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego miały trafić kolejne wnioski dotyczące tomaszowskich radnych. Sprawa dotyczy możliwego naruszenia przepisów określanych potocznie jako antykorupcyjne oraz przepisów związanych z prawem wybieralności. Na razie nie ma mowy o przesądzaniu winy. Są za to pytania, na które mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego mają prawo poznać odpowiedzi.
„Źle się dzieje w państwie duńskim” — pada w „Hamlecie” Szekspira. U nas można by powiedzieć prościej: źle się dzieje w powiecie tomaszowskim. I choć nie mamy zamku w Elsynorze, ducha na murach ani księcia z czaszką w dłoni, to mamy własny dramat. Tyle że mniej szlachetny. Bardziej powiatowy. Zamiast tragedii — polityczna farsa. Zamiast odpowiedzialności — chocholi taniec wokół szpitala.
Przyszłość Tomaszowskiego Centrum Zdrowia po raz kolejny stała się osią gwałtownego sporu politycznego. Radny Kazimierz Mordaka zarzucił władzom szpitala brak planu naprawczego, narastające straty i obronę partyjnych nominacji. Konrad Borowski, prezes TCZ i radny miejski, odpowiedział równie mocno. Jego zdaniem Mordaka buduje polityczną narrację na półprawdach, a temat ochrony zdrowia próbuje zamienić w paliwo przedwyborcze.
Tomaszowskie Centrum Zdrowia zaprasza przyszłych rodziców oraz rodziców z niemowlętami na bezpłatne spotkanie poświęcone karmieniu piersią. Zajęcia odbędą się 22 czerwca o godzinie 17.00 przy ulicy Niskiej 14 w Tomaszowie Mazowieckim.
Na ulicy Dzieci Polskich w Tomaszowie Mazowieckim doszło do groźnego wypadku z udziałem 15-latka jadącego hulajnogą elektryczną. Nastolatek przewrócił się po uderzeniu w krawężnik i z obrażeniami ciała został przewieziony do szpitala.
Napisz komentarz
Źródło: NaszTomaszów.pl