RAK
    Bezpieczeństwo zaczyna się od chleba

    Bezpieczeństwo zaczyna się od chleba

    2619 odsłon
    Bezpieczeństwo zaczyna się od chleba

    Na ziemi włodawskiej pytanie o żywność nie jest pytaniem o zakupy. Jest pytaniem o to, kto w pierwszych dniach kryzysu dowiezie chleb, wodę i pomoc tym, którzy sami nie dadzą rady.

    Kryzys nie musi przyjechać czołgiem

    W regionie położonym przy samej granicy nie da się mówić o bezpieczeństwie wyłącznie językiem wojska, infrastruktury i służb. Trzeba zapytać także o rzeczy podstawowe: wodę, energię, łączność, paliwo, transport i żywność. W spokojnych czasach te sprawy wydają się oczywiste. W sytuacji kryzysowej mogą zdecydować o tym, czy mieszkańcy zachowają poczucie porządku, czy pierwsze dni zostaną przegrane przez improwizację.

    Ten sposób myślenia mocno wybrzmiał podczas II Forum Bezpieceństwa Polski Wschodniej w Wyrykach. Bezpieczeństwo żywnościowe nie pojawiało się tam jako temat poboczny, ale jako integralna część odporności gmin i powiatów. Bo jeśli funkcjonowanie lokalnego ryneku zostanie zakłócony, nie wystarczy uspokajający komunikat. Trzeba wiedzieć, skąd wziąć produkty, gdzie je przechować, jak je przewieźć, komu wydać w pierwszej kolejności i jak dotrzeć do osób, które same nie pojadą do sklepu ani punktu pomocy.

    Żywność jest częścią bezpieczeństwa państwa

    Na ten wymiar sprawy zwraca uwagę Marek Wojciechowski, wicemarszałek województwa lubelskiego. W jego ocenie w regionie takim jak Lubelszczyzna, gdzie rolnictwo, przetwórstwo i położenie przy wschodniej granicy nakładają się na siebie w sposób szczególny, żywność powinna być traktowana jako zasób strategiczny.

    Bezpieczeństwo żywnościowe to nie tylko produkcja rolna. To cały system: stabilna baza surowcowa, zakłady przetwórcze, magazyny, chłodnie, transport, dostęp do energii i wody oraz procedury, które pozwalają działać w sytuacji kryzysowej. Jeżeli któryś z tych elementów zawiedzie, problem bardzo szybko przestaje być gospodarczy, a staje się społeczny i państwowy – wskazuje wicemarszałek.

    To ważne rozróżnienie. Sam fakt, że region produkuje żywność, nie oznacza jeszcze, że jest bezpieczny. Bezpieczeństwo zaczyna się dopiero wtedy, gdy tę produkcję można połączyć z przetwórstwem, magazynowaniem, chłodnictwem, transportem, handlem i procedurami samorządowymi. Wtedy lokalna gospodarka przestaje być wyłącznie sprawą podatków i miejsc pracy. Staje się częścią odporności.

    Dlatego pytanie które powinniśmy sobie zadawać w tym temacie nie powinno brzmieć, czy bezpieczeństwo żywnościowe jest ważne. To już wiemy – jest. Pytanie powinno być bardziej konkretne: czy ziemia włodawska zna swoje zasoby i czy potrafi je uruchomić wtedy, kiedy zwykłe mechanizmy rynku przestaną działać normalnie.

    Pierwsze 72 godziny: sklepy, transport, seniorzy

    Najbardziej praktycznie mówi o tym Bernard Błaszczuk, wójt gminy Wyryki. W jego wypowiedziach bezpieczeństwo żywnościowe nie jest hasłem z konferencji, ale zadaniem, które trzeba rozpisać na ludzi, miejsca, pojazdy, sklepy i decyzje.

    Dla mnie to bardzo konkretne pytanie: czy w sytuacji kryzysowej mieszkaniec naszej gminy będzie miał dostęp do podstawowej żywności, czy senior w oddalonej miejscowości dostanie pomoc, czy będziemy wiedzieli, skąd wziąć produkty, jak je zabezpieczyć i jak uruchomić system pomocy tam, gdzie zwykły handel może przez kilka dni nie działać normalnie – podkreśla wójt.

    Wyryki już podjęły działania, które pokazują, jak taka rozmowa może zejść z poziomu ogólnych deklaracji na poziom realnego przygotowania. Gmina ma zaplecze logistyczne, które w razie potrzeby może zostać wykorzystane przy organizacji zaopatrzenia mieszkańców. Chodzi zwłaszcza o miejscowości z utrudnionym dostępem oraz o osoby, które same nie będą w stanie dotrzeć po pomoc. Ważnym elementem jest także współpraca z lokalną siecią sklepów, mająca zabezpieczyć możliwość pozyskiwania podstawowych produktów w sytuacji nadzwyczajnej.

    To jest język, którego w tej debacie potrzeba więcej. Kto ma produkty? Kto ma pojazdy? Gdzie mogą powstać punkty odbioru? Kto zna seniorów, osoby samotne i rodziny wymagające wsparcia? Co robimy w pierwszych 24, 48 i 72 godzinach?

    Podobnie patrzy na sprawę Patrycja Zimczuk, wójt gminy Stary Brus. Tam akcent pada na wcześniejsze rozpoznanie możliwości i przygotowanie współpracy z lokalnymi partnerami. Mała gmina nie może czekać, aż gotowe rozwiązania przyjdą z zewnątrz.

    Bezpieczeństwo żywnościowe trzeba traktować razem z ochroną cywilną, łącznością, dostępem do wody, energii i podstawowych usług. To nie jest temat na później – zaznacza wójt. Dodaje, że dla małej gminy kluczowa jest współpraca z przedsiębiorcami i producentami, bo to oni znają teren, mają ludzi, zaplecze i często potrafią działać szybciej niż duże, odległe systemy.

    Ten sam wątek domyka Jacek Kozyra, wójt gminy Wola Uhruska. Zwraca uwagę, że w bezpieczeństwie żywnościowym nie wystarczy mieć produkt. Trzeba wiedzieć, kto go dostarczy, gdzie trafi, jak zostanie zabezpieczony i komu należy pomóc w pierwszej kolejności.

    W bezpieczeństwie żywnościowym najważniejsze jest to, żeby nie zatrzymać się na deklaracjach. Trzeba wiedzieć, skąd można pozyskać produkty, kto może je przechować, kto może je przygotować do wydania, gdzie mieszkańcy mogliby je odebrać i komu trzeba pomóc bezpośrednio – wskazuje Kozyra.

    Jego zdanie, że trzeba rozmawiać wcześniej, a nie dopiero wtedy, kiedy problem już się pojawi, powinno stać się niepisaną zasadą dla całego powiatu. Kryzys nie jest momentem na poznawanie numerów telefonów, szukanie chłodni i sprawdzanie, który sklep ma zaplecze.

    Woda, magazyny i punkty pomocy

    W mieście Włodawa skala wyzwań jest inna niż w gminach wiejskich. Większe skupienie mieszkańców, szkoły, instytucje, osiedla, osoby starsze i codzienny ruch sprawiają, że liczy się nie tylko samo pozyskanie żywności, ale też organizacja jej wydawania, komunikacja z mieszkańcami i utrzymanie podstawowych usług.

    Burmistrz Wiesław Muszyński podkreśla, że żywności nie można oddzielać od wody, energii, transportu i punktów pomocy. W sytuacji kryzysowej woda pitna może stać się jednym z pierwszych zasobów wymagających kontroli, zabezpieczenia i sprawnej dystrybucji.
    Jeżeli pojawia się problem z dostawami, awaria, skażenie albo dezinformacja dotycząca jakości wody, samorząd musi mieć przygotowany sposób działania. Mieszkańcy muszą wiedzieć, gdzie mogą uzyskać pomoc, gdzie będą punkty dystrybucji i jak miasto będzie komunikowało najważniejsze informacje. Bez tego nawet dobrze przygotowane zapasy nie wystarczą – zaznacza burmistrz.
    Muszyński zwraca też uwagę na znaczenie lokalnego biznesu. Sklepy, firmy transportowe, przetwórcy i przedsiębiorcy działający w obszarze żywności mogą w kryzysie stać się częścią miejskiego systemu bezpieczeństwa. Ale tylko wtedy, gdy zasady współpracy zostaną ustalone wcześniej.

    O konkretnych inwestycjach mówi również Dariusz Semeniuk, wójt gminy Włodawa. Jednym z ważnych przedsięwzięć jest budowa magazynu obrony cywilnej na terenie Suszna. W obiekcie mają być zabezpieczone między innymi zapasy wody i żywności, które będzie można wykorzystać w sytuacjach nadzwyczajnych i kryzysowych. Inwestycja ma być gotowa jeszcze w tym roku.

    Produkcja też jest odpornością
    Wszystkie te wypowiedzi prowadzą do jednego wniosku: samorząd sam nie nakarmi gminy, miasta ani powiatu. Może koordynować, planować, podpisywać umowy, wskazywać punkty pomocy i organizować działania kryzysowe, ale potrzebuje partnerów. Potrzebuje sklepów, rolników, piekarni, przetwórni, chłodni, firm transportowych i producentów żywności.
    Dlatego bezpieczeństwa żywnościowego nie da się oddzielić od lokalnej gospodarki. Błaszczyk mówi wprost, że samorząd musi patrzeć szerzej: na piekarnie, zakłady przetwórstwa, sklepy, producentów rolnych i inwestycje związane z produkcją żywności. Semeniuk dodaje, że rozwój lokalnych sieci dystrybucji oraz współpraca z firmami posiadającymi zaplecze produkcyjne i logistyczne są ważnym elementem budowania bezpieczeństwa mieszkańców.
    W tym kontekście inaczej należy patrzeć także na inwestycje związane z produkcją żywności, w tym planowane w regionie inwestycje firmy Wipasz. Jak na potencjał, który przy jasnych zasadach, odpowiedzialności i współpracy może zostać włączony w lokalny system odporności.
    To nie jest wezwanie do bezkrytycznego przyjmowania każdej inwestycji. Ale region, który poważnie myśli o odporności, nie może ignorować produkcji, przetwórstwa, miejsc pracy i łańcuchów dostaw. W czasie spokoju są one elementami rynku. W czasie kryzysu mogą stać się elementami bezpieczeństwa.
    Z perspektywy samorządu najważniejsze jest zachowanie równowagi pomiędzy rozwojem gospodarczym, tworzeniem miejsc pracy oraz zapewnieniem wysokiej jakości życia i bezpieczeństwa mieszkańców – ujmuje temat Semeniuk.
    Właśnie ta równowaga powinna stać się punktem wyjścia do rozmowy o przyszłości regionu. Warto zadać tu pytanie: czy da się połączyć rozwój, kontrolę, miejsca pracy, ochronę jakości życia i realne wzmocnienie bezpieczeństwa żywnościowego?

    To nie jest straszenie.
    To elementarna dojrzałość regionu przygranicznego
    Ziemia włodawska ma wiele zasobów z zakresu bezpieczeństwa żywnościowego: rolnictwo, lokalnych przedsiębiorców, samorządy zaczynające mówić o żywności językiem bezpieczeństwa, a także planowane inwestycje w zaplecze produkcyjne, które mogą zwiększać odporność całego obszaru. Nie można jednak tego zostawić samemu sobie, trzeba to wszystko złożyć w spójny system. Zadbać o wszystkie jego elementy. Zadbać o bezpieczeństwo.
    Bo w chwili próby mieszkańcy nie będą pytać o definicję bezpieczeństwa. Zapytają, czy gmina wie, skąd wziąć żywność, jak ją zabezpieczyć i jak pomóc tym, którzy sami nie dadzą rady.
    A wtedy będzie już za późno na pierwszą naradę. (MP)


    Źródło: Nowy Tydzień Krasnystaw

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era