
4 minuty czytania • 20.07.2026 12:53
Sławomir Skomra
Dziennikarz
Lekarz rekordzista pracował w lubelskim pogotowiu nieprzerwanie przez prawie trzy doby! I wszystko zgodnie z przepisami, bo nie świadczył pracy na etacie, tylko na podstawie umowy cywilno-prawnej. – Od lat nic się nie zmienia. Pogotowie ratunkowe i SOR to najgorsze miejsca. Mało kto chce tam pracować – słyszymy od lekarzy.
Ten tekst powstał dzięki wsparciu naszych Czytelników. Dziękujemy, że nas czytacie i wierzycie w sens tego, co robimy.
– Każdy kto wie, jak działa ten system, nie może być zaskoczony ustaleniami – tak jeden z lubelskich lekarzy, który „ma już pogotowie za sobą”, komentuje najnowszy raport Najwyższej Izby Kontroli. – Od lat nic się nie zmienia. Pogotowie ratunkowe i SOR to najgorsze miejsca. Każdy wolałby klinikę, szpital albo przychodnię.
Wojewódzkie Pogotowie Ratunkowe w Lublinie jest jednym z najbardziej zapracowanych w skali całej Polski. W maju tego roku było 6,4 tys. wyjazdów i 6,1 tys. udzielonych świadczeń. Instytucję skontrolowała NIK, która wzięła pod lupę rówież Lubelski Urząd Wojewódzki i SOR w szpitalu MSWiA przy ul. Grenadierów w Lublinie. Większych zastrzeżeń do tych dwóch ostatnich nie było. Za to do pracy stacji ratownictwa już tak.
Ciągle ten sam problem – brakuje lekarzy
– NIK skontrolowała system Państwowego Ratownictwa Medycznego nie po raz pierwszy. Izba pokazała całą listę jego problemów już w latach 2019–2020 – brak lekarzy medycyny ratunkowej, zbyt długi czas oczekiwania na przyjazd zespołu ratownictwa medycznego oraz nadmierne obciążenie szpitalnych oddziałów ratunkowych. Według najnowszych ustaleń w okresie od 1 stycznia 2023 r. do 1 września 2025 r. niewiele się zmieniło – informuje Izba.
– Każda kontrola w dowolnej stacji wykryje przekroczenie czasu pracy. To w tej branży norma. Brakuje ludzi do pracy, a przecież ktoś musi być na dyżurze. Dlatego zdarzają się takie przypadki, jak jeden dyżur za drugim. To nie Bolt, że odmawiasz jeżdżenia – mówi nam anonimowo ratownik medyczny i dodaje, że od kiedy pamięta system jest oparty na dodatkowych kontraktach. – Formalnie pracownik zatrudniony na etacie może pracować około 38 godzin tygodniowo. Ale te normy nie obowiązują w przypadku zawieranych umów cywilnoprawnych, czyli w przypadku, gdy lekarz lub ratownik prowadzi działalność gospodarczą i w ten sposób świadczy pracę – tłumaczy.
NIK jednak punktuje, że te zasady są bezsensowne, bo jedna osoba i tak wykonuje te same zadania, a różni się tylko rodzaj podpisanej umowy.
Ratownik na etacie, ratownik na kontrakcie
Wojewódzka Stacja Pogotowia Ratunkowego w Lublinie w 2025 r. zatrudniała pracowników na 388 etatach , z czego większość stanowiły umowy o pracę. Ale miała także zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych. Najwięcej w tej grupie, bo 144 etaty, to ratownicy medyczni, przy czym w ich przypadku umów o pracę było znacznie mniej – 23,6 etatu.
Kontrolerzy mają sporo zastrzeżeń do działania wojewódzkiego pogotowia. Po pierwsze, często nie było lekarza w Zespole Ratownictwa Medycznego „S” (specjalistycznym), a to wymaganie ustawowe.
Dyrekcja tłumaczyła kontrolerom, że po prostu brakuje lekarzy. – Pomimo ogłaszanych konkursów ofert nie zgłaszają się nowi chętni do udzielania świadczeń zdrowotnych, a niektórzy dotychczas świadczący usługi zdrowotne rezygnują, wybierając oferty innych podmiotów leczniczych (głównie szpitali), finansowo bardziej korzystne. Problem ten jest znany powszechnie i dotyczy całej Polski – opisuje sytuację NIK.
W takiej sytuacji pogotowie zamieniało ZRM „S”, w których konieczny jest lekarz, na zespoły oznaczone „P” (podstawowe), gdzie obecność lekarza nie jest obowiązkowa. Nie było to aż tak fatalne rozwiązanie, bo dzięki temu przybyło zespołów „P”, a to one są najbardziej potrzebne, gdy trzeba udzielić pilnej pomocy.
NIK o „bilokacji” lekarzy
Największe zastrzeżenia NIK ma jednak do czasu pracy. W raporcie czytamy o 38 przypadkach, gdy ktoś kończył pracę w jednej stacji i dokładnie o tej samej godzinie zaczynał w innej. Zdaniem NIK było fizycznie niemożliwe, „aby osoby te przebywały w tym samym czasie w obu tych miejscach”.
Pisze wręcz o tym, że często przekraczał on 24 godziny. – Dziewięć z 10 pielęgniarek i pielęgniarzy oraz ratowników medycznych 56 razy świadczyło pracę w wymiarze 36 godzin nieprzerwanie oraz w jednym przypadku w wymiarze 48 godzin – wyliczają kontrolerzy.
I nie jest to jeszcze rekord, bo jeden z lekarzy w lubelskim pogotowiu potrafił spędzić na dyżurze aż 70 godzin nieprzerwanie. Skrajny przypadek to lekarz, który w Radomskiej Stacji Pogotowia Ratunkowego pracował przez 144 godziny. W Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Szczecinie był przypadek dyżuru trwającego 120 godzin.
Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi
Źródło: Jawny Lublin