Mieszkaniec Kutna Kamil Walecki ma za sobą kolejną niezwykłą motoryzacyjną przygodę. W ramach charytatywnego rajdu „Złombol” przejechał blisko 8700 kilometrów z Kutna do… Kutna przez Maroko, Francję, Hiszpanię, Niemcy i Czechy. Wszystko za kierownicą Skody z 1994 roku, która ma zaledwie 54 konie mechaniczne.
8695 kilometrów, 54 konie mechaniczne i… Maroko
Kamil Walecki z Kutna po raz czwarty wziął udział w charytatywnym rajdzie Złombol. Tym razem za kierownicą 54-konnej Skody z 1994 roku pokonał blisko 8700 kilometrów, docierając aż do Maroka. Trasa prowadziła przez pięć państw, a celem wyprawy była nie tylko przygoda, ale przede wszystkim pomoc dzieciom z domów dziecka.
– W dniach 27 czerwca-12 lipca przejechaliśmy trasę z Kutna do Kutna… przez Maroko. A także Francję, Hiszpanię, Niemcy i Czechy. 8695 kilometrów w ramach rajdu charytatywnego Złombol. 54-konną Skodą z 1994 roku – opowiada Kamil Walecki.
Choć dziś mówi o wyprawie z uśmiechem, przyznaje, że decyzja o starcie dojrzewała przez wiele lat.
– Pomysł, żeby wystartować w rajdzie Złombol, zrodził się już w 2014 roku, ale przez parę lat go odkładałem, bo to jednak wyprawa wieloletnim autem przez tysiące kilometrów. W końcu w 2022 zdecydowałem się kupić auto. Wybór padł na Skodę ze względu na jej niezawodność. Wtedy meta była w Albanii i na nią dotarliśmy. Teraz, w Maroku, byliśmy po raz czwarty. Złombol pozytywnie uzależnia! – mówi.
To nie wyścig. Najważniejsza jest pomoc dzieciom
Rajd ma jednak przede wszystkim wymiar charytatywny. Każda załoga przed startem musi zebrać określoną kwotę na rzecz dzieci z domów dziecka. Dopiero wtedy może wyruszyć w trasę. Wszystkie koszty samej wyprawy uczestnicy pokrywają z własnej kieszeni.
– 100 procent pieniędzy od darczyńców zostaje przekazane na cel statutowy fundacji. Za sam przejazd, paliwo, noclegi, naprawy usterek czy jedzenie płacimy z własnej kieszeni – podkreśla.
Jak dodaje, udział w Złombolu ma dla niego także osobisty wymiar.
– Moja mama, Anna Walecka, przez wiele lat pracowała z dziećmi. Najpierw w kutnowskim domu dziecka, potem w „Niezabudce” z dziećmi niepełnosprawnymi. Sam się tym zawodowo nie zajmuję, ale mogę chociaż w ten sposób pomóc – mówi Kamil.
Tegoroczna wyprawa przebiegła bez poważniejszych problemów technicznych, choć nie wszystkim dopisało takie szczęście.
– Nam udało się przejechać do Maroka i z powrotem bez przeszkód. Dobre przygotowanie to podstawa, chociaż nie przewidzi się wszystkiego. Mieliśmy farta. Znajomi mieli problemy, oddałem też chłodnicę jakiejś ekipie z Poloneza, bo mieli wyciek ze swojej. Mijaliśmy też ludzi z rajdu stojących na awaryjnych na autostradzie w Maroku o drugiej w nocy, ale za późno ich zauważyliśmy, żeby móc bezpiecznie się zatrzymać i pomóc. Byliśmy też bardzo zmęczeni. Sporo ekip musiało zrezygnować w Hiszpanii lub nawet wcześniej – relacjonuje.
45 stopni i efekt jak z piekarnika
Niełatwe były również warunki pogodowe. Załoga niemal przez całą trasę zmagała się z afrykańskimi i południowoeuropejskimi upałami.
– Wyjechaliśmy w największe upały w Polsce, a Hiszpanię i Francję wciąż trzymają temperatury w okolicach 40 stopni. Przy 45 stopniach otwarcie okien w aucie daje taki efekt, jak otwarcie piekarnika. Rozżarzone powietrze uderza w twarz. Jedziemy oczywiście bez klimatyzacji – opowiada.
Maroko zachwyciło. Casablanca oszalała po końcowym gwizdku
Na trasie nie zabrakło jednak widoków, które wynagrodziły trud podróży. Szczególne wrażenie zrobiło na nim Maroko.
– Samo Maroko było piękne, szczególnie w zachodniej części. Zobaczyliśmy Casablancę, Rabat i Chefchaouen, czyli słynne „niebieskie miasto”. Marokańczycy są bardzo gościnni i ciekawi innych kultur. Nie patrzą na obcokrajowców jak na „dojne krowy”. Niekiedy ciężko było się porozumieć, bo preferują francuski ponad angielski czy hiszpański, ale język na migi jest uniwersalny – mówi.
Najbardziej zapadł mu jednak w pamięć moment, którego nie dało się zaplanować.
– Najciekawszym doświadczeniem był wjazd do Casablanki na kilka minut przed końcem meczu Maroko–Kanada, który Maroko wygrało. Po gwizdku wszyscy wyszli na ulice z flagami i okrzykami, świętowali kilka godzin. Mogliśmy pozazdrościć sukcesów, ale też pocieszyć się z nimi – wspomina.
Po powrocie Kamil Walecki nie ukrywa, że Złombol to coś więcej niż rajd.
– Niepowtarzalna przygoda, w ramach której zbiera się pieniądze na dzieciaki z domów dziecka. Namawiam wszystkich na wzięcie udziału w przyszłorocznej edycji. Ja uczestniczyłem po raz czwarty, nie ma się czego bać! – zachęca z uśmiechem, dodając żartobliwie: – I zaczynam żałować, że po zakupie Skody nie zmieniłem tablic na EKU!
zdjęcia z archiwum Kamila Waleckiego
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || ).push({});
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || ).push({});
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || ).push({});
Artykuł Pojechał z Kutna do Afryki starą Skodą! Kutnianin wrócił ze „Złombolu” [ZDJĘCIA] pochodzi z serwisu PanoramaKutna.pl - Wiadomości Kutno z ostatniej chwili, portal informacyjny Kutno .
Źródło: PanoramaKutna.pl