Mieszkańcy coraz częściej zwracają uwagę na niebezpieczną sytuację na skrzyżowaniu ulic Krótkiej i Podrzecznej w Kutnie. Pytają wprost: czy naprawdę trzeba czekać, aż dojdzie tu do wypadku?
Problem trwa już od kilku lat. Sygnalizator świetlny dla kierowców jadących ul. Krótką został niemal całkowicie przysłonięty przez koronę drzewa posadzonego podczas przebudowy Placu Wolności i ulicy Krótkiej. Początkowo młode drzewo nie stanowiło przeszkody, jednak z każdym rokiem jego korona rozrastała się coraz bardziej, ograniczając widoczność świateł.
Kierowcy podkreślają, że jadąc ul. Krótką, sygnalizacji po prostu nie widać odpowiednio wcześnie. To stwarza realne zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu drogowego i zwiększa ryzyko kolizji lub poważniejszego wypadku.
Przez pewien czas problem próbowano rozwiązać poprzez przycinanie kolejnych gałęzi. Efekt okazał się jednak krótkotrwały – drzewo nadal rośnie, a sygnalizator ponownie znika za koroną.
Sprawa nie jest nowa. Już w ubiegłym roku interweniował w tej kwestii radny Rady Miasta Kutna Rafał Jóźwiak. W złożonej interpelacji wskazywał, że oznakowanie zostało źle zaprojektowane. Sygnalizator zamontowano na słupku zamiast na wysięgniku nad jezdnią, nie uwzględniając faktu, że z czasem drzewa osiągną znacznie większe rozmiary.
Radny apelował również, aby nie rozwiązywać problemu kosztem zieleni. Jak argumentował, młode drzewa powinny rosnąć bez ciągłego okaleczania, a właściwym rozwiązaniem jest montaż wysięgnika, który przeniesie sygnalizator nad jezdnię i zapewni jego dobrą widoczność.
W umieszczonej na stronie internetowej Miasta odpowiedzi z 5 sierpnia 2025 roku zastępca prezydenta Kutna Jacek Boczkaja przyznał, że miasto dostrzega potrzebę rozbudowy sygnalizacji na tym skrzyżowaniu. Jednocześnie wyjaśnił, że inwestycja była realizowana w ramach projektu rewitalizacji najstarszej części miasta, a ewentualna modernizacja będzie możliwa dopiero po zakończeniu okresu trwałości projektu, w kolejnych latach.
Od złożenia tej deklaracji minął już niemal rok. Wysięgnik nadal nie powstał, a problem pozostał nierozwiązany.
Mieszkańcy mają nadzieję, że tym razem nie będzie potrzebny tragiczny wypadek, aby inwestycja doczekała się realizacji. Tym bardziej że rozwiązanie wydaje się oczywiste – zamiast kolejny raz przycinać zdrowe i pięknie rosnące drzewo, wystarczy zamontować wysięgnik, dzięki któremu sygnalizator znajdzie się nad jezdnią, dokładnie tam, gdzie powinien być od początku, bo w tym przypadku chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo wszystkich uczestników ruchu drogowego.
Nikodem Nowak