
Na radomszczańskich osiedlowych parkingach w lipcu robi się wyraźnie luźniej. Część samochodów wyruszyła już w podróż nad Bałtyk lub na chorwackie serpentyny, a część stoi w niekończącym się korku pod sąsiednim Piotrowem. Wystarczy jednak poczekać do wieczora, aż uciążliwy upał nieco zelżeje, by przekonać się, że w mieście wcale nie jest tak pusto, jak mogłoby się wydawać. Zza balustrad tutejszych balkonów leniwie sączy się zapach grilla, na tarasach nowych domów na Stobiecku klimatycznie rozbłyskują girlandy świetlne, a na ogródkach działkowych przy Brzeźnickiej ktoś właśnie rozkłada leżak w cieniu altany i najwyraźniej nigdzie mu się nie spieszy. Coraz więcej mieszkańców Radomska odkrywa, że idealny letni urlop można spędzić we własnym ogrodzie.
Wakacje bez stresu i dalekich podróży
Modny obecnie trend spędzania urlopu we własnym mieście doczekał się już oficjalnej nazwy – staycation. Jest wiele potencjalnych powodów, dla których taki sposób spędzania wakacji przekonuje do siebie coraz więcej osób, od pandemicznych przyzwyczajeń, aż po czystą ekonomię. Spójrzmy na nią z bliska.
Tydzień spędzony we dwoje w zagranicznym kurorcie, po doliczeniu dodatkowych opłat za bagaż, potrafi dziś kosztować kilkanaście tysięcy. To dokładnie tyle ile możemy zapłacić za solidne i stylowe urządzenie przydomowego tarasu, który posłuży nam przez kolejne 10 lat. A poranna kawa smakuje przecież równie wybornie przy własnym stole, co na zatłoczonym, hotelowym patio, z tą istotną różnicą, że nie trzeba zrywać się dla niej o 4:00 rano, by w stresie pędzić na lotnisko w Pyrzowicach.
Nie zachęcamy nikogo do rezygnowania z podróżniczych marzeń czy wymuszania oszczędności. To raczej lekka sugestia, że wprowadzając kilka drobnych zmian w ogrodzie, można stworzyć z niego miejsce, które pozwoli nam wypoczywać znacznie częściej i równie intensywnie, niż okazjonalna wycieczka. Balkon, na który przez pół roku wystawiało się wyłącznie rower i skrzynki z narzędziami, potrafi po drobnej metamorfozie stać się prywatną oazą spokoju. Wystarczy przestać traktować go jak podręczny schowek, a zacząć postrzegać jako dodatkowy, być może najmniejszy pokój w mieszkaniu, ale także ten ze zdecydowanie najlepszym widokiem.
Lipcowy dzień w mieście dzieli się na dwie pory
Życie w letnim Radomsku toczy się według specyficznego, dwufazowego rytmu dobowego. Wszystko zależy od aktualnej pozycji słońca na niebie.
W samo południe, gdy promienie bezlitośnie uderzają w południowe balustrady bloków przy ulicy Tysiąclecia, przeciętny balkon zamienia się w rozgrzaną do czerwoności blachę. Betonowe płyty chłoną i oddają ciepło jeszcze długo po tym, jak słońce zmieni swoją pozycję, a szklanka wody z lodem pozostawiona na zewnętrznym parapecie robi się letnia w zaledwie 15 minut. To są godziny, podczas których większośc mieszkańców szczelnie zasłania rolety, uruchamia domowe wentylatory i cierpliwie czeka z nadzieją, że wieczór przyniesie ochłodzenie.
Prawdziwe, sąsiedzkie życie na osiedlach zaczyna się dopiero po godzinie 18:00. To wtedy pojawia się zbawienny cień, a powietrze staje się rześkie i przyjemne. Wtedy tarasy budzą się do życia, a różnica między strefą, w której da się komfortowo usiedzieć, a tą, z której chce się uciekać, sprowadza się do jednego: skutecznej ochrony przed słońcem. Głęboki cień przestał być w naszym klimacie opcjonalnym dodatkiem, stał się kluczowym warunkiem korzystania z własnego metrażu. Jak radzi polski sklep z wyposażeniem do ogrodu i tarasu Focus Garden w artykule “Lato w ogrodzie – jak stworzyć komfortową strefę relaksu na upalne dni?”: najlepszym rozwiązaniem na upały na tarasie jest parasol ogrodowy, markiza lub pergola z roletą.
Na działce odpoczywa się zupełnie inaczej niż kiedyś
Najbardziej spektakularną zmianę w filozofii wypoczynku widać jednak nie na nowoczesnych osiedlach domków, ale na tradycyjnych ogrodach działkowych, które w Radomsku od pokoleń mają swoją wielką i niezwykle wierną publiczność.
Na słynnym „Tulipanie” oraz na działkach przy ulicy Brzeźnickiej lipcowy wieczór wygląda dziś zupełnie inaczej niż jeszcze 10 lat temu. W miejsce wysłużonych, plastikowych krzesełek z marketu i prowizorycznych stołów z demobilu wchodzą profesjonalnie zaaranżowane strefy wypoczynkowe. Standardem stają się zadaszone, nowoczesne altany, komfortowe fotele wypoczynkowe, subtelne girlandy solarne rozwieszone nad ścieżkami oraz estetyczne domki narzędziowe, w których każdy sekator i kosiarka mają w końcu swoje stałe, uporządkowane miejsce.
Rodzinna działka przestała być miejscem kojarzonym wyłącznie z ciężką, fizyczną pracą przy pieleniu grządek i ciągłym podlewaniu. Dziś radomszczanie uciekają tam, by po prostu odetchnąć: z dobrą książką, przy grillu czy na rodzinnym, niedzielnym obiedzie pod gołym niebem. To zupełnie nowa, rekreacyjna filozofia korzystania z ziemi. Tradycyjne uprawy oczywiście nie zniknęły, ale ustąpiły trochę miejsca strefom komfortu, w których spędzamy teraz znacznie więcej czasu niż z motyką w ręku. W tym sensie nasi działkowcy stali się pionierami trendu, w który dziś angażuje się reszta miasta.
Najlepsze miejsce na urlop przez cały czas było obok nas
W tym masowym powrocie na tarasy i działki można upatrywać chwilowej mody, zmian ekonomicznych czy po prostu naturalnego zmęczenia zatłoczonymi lotniskami i wielogodzinnymi odprawami paszportowymi. Jest w tym jednak coś niezwykle zdrowego.
Nasze miasto, które przez lata miało nawyk szukania odpoczynku wyłącznie „gdzieś indziej”, na nowo uczy się celebrować wolny czas u siebie. I co najważniejsze – mieszkańcy odkrywają, że wychodzą na tym o wiele lepiej, rezygnując ze stresu, gorączkowego pakowania walizek i nerwowego odliczania dni do powrotu do pracy. Bo gdy w piątkowy wieczór nad Radomskiem powoli zapada letni zmierzch, a w przydomowych ogródkach i na balkonach rozbłyskują pierwsze ciepłe światła, trudno oprzeć się jednemu wrażeniu: najlepsze miejsce na tegoroczne wakacje przez cały czas było na wyciągnięcie ręki.
Źródło: TVC (dawniej NTL Radomsko)