
Osiem lat temu Toruniem zawładnęła moda na jadłodzielnie. Był to pomysł grupy społeczników, który zaczął zyskiwać na popularności wśród mieszkańców. "Nie wyrzucaj - podziel się z innymi!" - takie hasło przyświecało jadłodzielniom. Ludzie przynosili żywność, a korzystających z niej - szczególnie osób
Marnowanie żywności w Unii Europejskiej
Źródło wideo: TVN24 BiS
Źródło zdj. gł.: tvn24.pl
Z ośmiu toruńskich jadłodzielni przetrwały tylko dwie. Jest jednak szansa, że inicjatywa dzielenia się jedzeniem, która kilka lat temu połączyła mieszkańców, nie upadnie całkowicie i dostanie drugie życie.
Osiem lat temu Toruniem zawładnęła moda na jadłodzielnie. Był to pomysł grupy społeczników, który zaczął zyskiwać na popularności wśród mieszkańców. "Nie wyrzucaj - podziel się z innymi!" - takie hasło przyświecało jadłodzielniom. Ludzie przynosili żywność, a korzystających z niej - szczególnie osób w kryzysie - nie brakowało.
Czytaj też: Nie wyrzucaj dobrej żywności, zanieś do jadłodzielni
Powstało osiem takich społecznych lodówek w różnych lokalizacjach. Plan był taki, by to mieszkańcy pełnili funkcję opiekunów i doglądali ich. Początkowo, na fali entuzjazmu, to się sprawdzało. Jednak z upływem lat zapał i chęci minęły, a jadłodzielnie podupadły. Z ośmiu pozostały dwie.
Jedna z tych, które nie przetrwały przy ulicy Zbożowej na toruńskich Wrzosach, miała się dobrze do pewnego momentu. Zdaniem społecznika Marcina Łowickiego problemem była lokalizacja.

Jadłodzielnia przy ulicy Zbożowej w Toruniu. Nie działa od kilku miesięcy
Źródło zdjęcia: tvn24.pl
- Zakładaliśmy, że bliskość przystanku, sklepu i osiedla będzie dużym atutem. Z czasem okazało się jednak, że generowało to problemy "porządkowe". Pojawiały się śmieci, butelki, a okolica nie zawsze wyglądała tak, jak powinna. Ten punkt nie przyjął się też wśród mieszkańców w takim stopniu, na jaki liczyliśmy - mówi w rozmowie z tvn24.pl.
- Już po pierwszym roku rozmawialiśmy o tym, czy nie należałoby poszukać innej lokalizacji, ale znalezienie lepszego miejsca nie jest proste. Być może zabrakło mocniejszej promocji i szerszego wyjaśnienia, jak jadłodzielnia działa i komu może służyć. Dla mnie wniosek jest jeden, jadłodzielnie są potrzebne, ale muszą być w dobrej lokalizacji i cały czas trzeba je promować - twierdzi Łowicki.

Jadłodzielnia przy ulicy Zbożowej w Toruniu nie działa od kilku miesięcy
Źródło zdjęcia: tvn24.pl
Jadłodzielnia nie przetrwała również przy ulicy Waryńskiego. Raz w tygodniu doglądał jej pan Marcin. Mył, sprzątał, generalnie dbał o porządek. Z czasem jednak przestało mieć to sens.
- Myłem ją zawsze w piątek. Następnego dnia jednak była cała brudna, bo ktoś coś przyniósł, rozlało się, zostawił i tak to wyglądało - mówi Marcin Gryga.
I dodaje: - Największym problemem byli jednak ludzie - ci, którzy zabierali jedzenie, i ci, którzy je przywozili. Była cała masa jedzenia niewiadomego pochodzenia. Z reguły niepodpisane, nieoznaczone w jakikolwiek sposób. Na przykład były przywożone worki z pieczywem. Ludzie zaczęli grzebać rękoma i nikt tego nie brał. Było to bardzo często porozrzucane. Pojawiły się szczury.

Jadłodzielnia przy ulicy Zbożowej w Toruniu zakończyła właśnie swoją działalność
Źródło zdjęcia: tvn24.pl
Jak mówi, często zdarzało się, że ktoś przynosił na przykład stare buty, zabawki, a nawet firanki.
- W pewnym momencie stwierdziłem, że w takiej formie nie ma to sensu. Problem narastał. Idea jest słuszna, jednak musi to działać w innej formie. Na przykład powinni być wolontariusze, którzy na bieżąco doglądaliby tego - przyznaje pan Marcin.

Jadłodzielnia przy "Sercowni" w Toruniu cały czas jeszcze działa. Doglądają jej społecznicy
Źródło zdjęcia: tvn24.pl
Podobnego zdania jest Michał Piszczek, jeden z pomysłodawców idei foodsharingu w Toruniu. Dziś pod jego opieką są dwie jadłodzielnie, które cały czas funkcjonują.
- Projekt nie ma sensu bez ludzi, którzy go nie wspierają. Jadłodzielnie powinny należeć do mieszkańców. Oczywiście, korzystają z nich, ale chcieliby, by tak naprawdę ktoś inny ich doglądał na bieżąco. Zależało mi na tym, by był to projekt wszystkich - przychodzisz, korzystasz, a w zamian dbasz o porządek. Jako Polacy jesteśmy społeczeństwem akcyjnym, co pokazują akcje WOŚP czy ostatnia z udziałem Łatwoganga. Jeśli coś trwa chwilę, to jesteśmy w stanie przenieść góry. Jeżeli trzeba pracować systematycznie, to już się niestety nie chce - mówi Piszczek w rozmowie z tvn24.pl
- Nie mamy siły tego ciągnąć i dlatego zrezygnowaliśmy z miejsca, które nie było w ogóle doglądane. Skupiliśmy się na dwóch: przy "Sercowni" i targowisku Manhattan. Lepiej zrobić mniej, a mieć pewność, że ludzie będą korzystać - podkreśla społecznik.

Działająca jeszcze jadłodzielnia przy jednym z targowisk w Toruniu
Źródło zdjęcia: tvn24.pl
Jest jednak szansa, że projekt jadłodzielni w Toruniu dostanie drugie życie. A to za sprawą projektu zgłoszonego do budżetu obywatelskiego na 2027 rok pod nazwą "Toruńskie jadłodzielnie - nowy start". Dwa nowe punkty miałyby powstać na Podgórzu i Bydgoskim Przedmieściu.

Coraz mniej działających jadłodzielni w Toruniu
Źródło zdjęcia: tvn24.pl
"Nowe jadłodzielnie będą czyste, sterylne i regularnie kontrolowane. Dzięki temu będą w stanie spełnić pokładane w nich nadzieje i pomogą nam dzielić się żywnością z potrzebującymi. W społeczeństwie, w którym tak wiele jedzenia trafia do kosza, nikt bowiem nie powinien chodzić głodny lub niedożywiony" - piszą o nowym projekcie jego pomysłodawcy.