
W soboty okolice rynku przy ul. Kaliskiej zamieniają się w parkingowy Dziki Zachód. Kierowcy wciskają samochody dosłownie wszędzie, gdzie tylko da się zostawić auto. Niektórzy ryzykują świadomie, inni najwyraźniej uznają, że znaki zakazu ich nie dotyczą. Efekt? Coraz więcej interwencji Straży Miejskiej i policji, mandaty, a nawet wnioski do sądu.
Co ciekawe, znalazł się też pomysł, jak rozwiązać problem. Radny PiS Józef Mazierski uważa, że w jednym z najbardziej konfliktowych miejsc należałoby... po prostu usunąć znak zakazu zatrzymywania się.
Najpierw rynek, później przepisy
Każdy, kto bywa w okolicach targowiska przy Kaliskiej, doskonale zna ten obrazek. Im bliżej rynku, tym większa walka o miejsce do zaparkowania.
Kierowcy wykorzystują każde wolne metry, nawet jeśli oznacza to parkowanie na chodniku i łamanie znaków drogowych.
Trudno się dziwić, że wielu kierowców szuka miejsca jak najbliżej wejścia na rynek. Problem polega jednak na tym, że często odbywa się to kosztem obowiązujących przepisów.
Kaliska 14-16. Tu kierowcy urządzili sobie własny parking
Najwięcej emocji budzi dziś fragment ul. Kaliskiej przy nowym budynku pod numerami 14-16.
Podczas budowy zniszczony został trawnik. Zostało zwykłe klepisko - kawałek ziemi bez trawy . Nie parking. Nie zatoka postojowa. Nie miejsce wyznaczone do zatrzymywania.
Mało tego. Tuż obok stoi znak zakazu zatrzymywania się.
To jednak wielu kierowcom najwyraźniej nie przeszkadza.
W dni targowe potrafią stanąć tam jednocześnie nawet cztery samochody. Także w pozostałe dni często widać stojące tu auta.
Czy kierowcy naprawdę nie widzą znaku ? Trudno w to uwierzyć. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że część z nich świadomie podejmuje ryzyko, licząc, że "może akurat dziś nikt nie przyjedzie".
Ktoś regularnie dzwoni po strażników
Jak wynika z danych Straży Miejskiej, funkcjonariusze praktycznie nie pojawiają się tam z własnej inicjatywy. Przyjeżdżają dlatego, że ktoś regularnie dzwoni do dyżurnego i zgłasza źle zaparkowane samochody.
Od czerwca do 14 lipca tylko przy Kaliskiej 12-16 strażnicy wystawili pięć mandatów , skierowali jeden wniosek o ukaranie do sądu i zakończyli kilka interwencji pouczeniami.
Nie jest to jedyne miejsce wokół targowiska, gdzie kierowcy mają problem z przestrzeganiem przepisów.
Na ul. Łanieszczyzna strażnicy udzielili sześciu pouczeń i wystawili dwa mandaty.
Na ul. Smolnej skończyło się czterema mandatami i sześcioma pouczeniami.
Do akcji musiała wkraczać również policja . 9 lipca funkcjonariusze interweniowali na ul. Łanieszczyzna, gdzie zastali trzy samochody zaparkowane mimo obowiązującego zakazu zatrzymywania się. Wobec kierowców skierowano wnioski o ukaranie.
Radny chce usunąć znak
Za kierowcami ukaranymi przy Kaliskiej ujął się radny PiS Józef Mazierski.
Jego zdaniem rozwiązanie jest proste - wystarczy zlikwidować znak zakazu zatrzymywania się.
W praktyce oznaczałoby to zgodę na parkowanie w miejscu, które jeszcze niedawno było trawnikiem.
To nie parking. To plac po budowie
Paradoks polega na tym, że całego zamieszania prawdopodobnie w ogóle by nie było, gdyby po zakończeniu budowy teren został doprowadzony do poprzedniego stanu.
Dziś zamiast trawnika jest goła ziemia, która dla części kierowców stała się zaproszeniem do parkowania .
Tyle że przepisy się nie zmieniły. To nadal nie jest parking.
Być może najlepszym rozwiązaniem byłoby po prostu o dtworzenie zieleni i posadzenie nowych drzew.
Gdy wróci normalny trawnik, skończy się także pokusa , by robić z niego nielegalny parking. Obecnie miejsce bardziej przypomina pułapkę - jedni ignorują znak, inni dzwonią po strażników, a mandaty tylko dolewają oliwy do ognia.
Co sądzisz na ten temat?