Magazyn Miejski z dnia 22 lipca 2026 r .
Visibility: Public Uploaded by: Inowrocławska Telewizja Miejska Uploaded at: 2026-07-22 Published at: Length: 35:39 Views: 1 Likes: Category: News & Politics
Description
Magazyn Miejski z dnia 22 lipca 2026 r .
Transcript
[muzyka] Mówią co mam wierzyć, kiedy jeść i kiedy pić. Mówią kiedy mam do urny iść [muzyka] kiedy kocham to nie wolno. Kiedy nie chcę każą mi, nie pojmuję z tego prawie nic. [muzyka] Do cholery z takim życiem, kiedy nie ma żadnych praw, żadnej szansy na to, by być kimś. Kiedy wreszcie się obudzę i normalny będzie kraj, kiedy [muzyka] wreszcie powiem sobie tak. Teraz ja wow, opiłem się [muzyka] ona. Je teraz ja [muzyka] opiłem się okna. To po prostu te dziewczyny piszczały, zachowywały [muzyka] się normalnie jak to była jakaś gwiazda. Nie będzie brania jeńców. Wszystko musi być [muzyka] perfekcja absolutna. To trzeba było kilka godzin w kolejce stać, jak dostali towar, żeby dostać jedną albo dwie klisze. Szybka piłka, Rychu, leć po stopę. Zagraliśmy wstęp i pół zwrotki. Może wtedy powstała to nagranie w Kolejarzu. [muzyka] A wtedy to, Boże, jak ja mam głos. O Boże, jak ja, jak ja zagrałem źle. Oczywiście ja byłem zrozpatrzony jak na basie. Jakim basie? Jestem gitarzystą. No i się zaczęło takie takie nasze granie. Zespół Histeryk Filip był czarnym koniem. Ty też się do do pracy zabierz, a nie będziesz tam ciągle grał, bo nic z tego nie masz. Nie kończyło się piciem herbaty ani orężady, tylko normalnie tam powstał z tego festiwalu z Jarocinie film. Spaliśmy w szkole, dyskusje do świtu się [muzyka] toczyły. Mówi: "Ja przecież ja jestem z nich najlepszy". No i zaczęliśmy szukać trochę. Miałem właśnie takie takie wątpliwości, czy to jest na pewno to [muzyka] wtedy była taka moda nowa fala, czyli bardzo klawiszowo I ten bit był bardziej, można powiedzieć, dyskotekowy wręcz. No ja nie nie posiadałem instrumentów klawiszowych na tym poziomie, no ale jakoś tam szukali. Może na polski rynek to republika byłaby gdzieś tam albo jakieś takie zespoły, gdzie klawisz był jednym z wielu, gitary grały swoje. No i żeśmy założyli zespół Secesja. Wystąpił zespół Secesja. Właśnie i tam wystąpił zespół Secesja. Pierwszy raz usłyszałem. Ja jeszcze nie grałem w secesji wtedy i to też był dla mnie szok. Myca śpiewający piosenki w stylu oddziału. To chyba był jeszcze większy szok. To na 100% był jeszcze większy szok niż ten Walecki w utworze Cichy Prosty Szept rok wcześniej. To ta secesja to autentyczny plus taka zazdrość, bo oni generalnie wszystkie te zespoły wcześniejsze nie generowały takiego kobiecego odbioru dziewczęcego, tak jak ta secesja. Tu po prostu te dziewczyny piszczały, zachowywały się normalnie jak to była jakaś gwiazda. Ja po prostu z zazdrości zieleniałem w ogóle. Muzyka fajna, wszystko to dopracowane, te piosenki melodyjne, refreny, no przecież wszyscy wiemy jak Myca śpiewał. Yyy, przez Remiego to wszystko tak za ryj wzięte, dopracowane, solówki fajne, nie za dużo tych solówek właśnie, że solówek tam nie było. Tam nie było gitarowych solówek, co wcześniej to było męczące w tych szuwarkach, w tym wszystkim, przynajmniej dla mnie, żeby nie było, tych solówek było za dużo w sensie takim, że one były w grane w interwałach. Nie, mnie to nie kręciło. Natomiast [muzyka] tu było ewidentnie zów nowe. Było mało solówek, były, były motywy wokalne takie, gdzie oni tam jakieś tam a jakieś takie rzeczy, co wtedy po prostu to było, to było tąpnięcie. Pan Adam Nowak, Robert oczywiście, Jarek albo jeszcze nawet był Filip Sojka. Filip Sojka najpierw był tak w tym w tym składzie. [muzyka] Jarek dołączył w następnym składzie. No, Filip Sojka, znany basista już w tej chwili. Zaproponowano mi właśnie klub Kolejarz w ogóle, czyli [muzyka] odwieczny rywal, bo ja zawsze przy tym przy tym innowcławskim domu kultury się kręciłem i [muzyka] klub Kolejarz, czyli Remi Juśkiewicz zaproponował mi, żebym grał [muzyka] na gitarze. To czemu on chciał, żebym ja na gitarze grał? Zadawaliśmy sobie sprawę, że specjalnie nie odstajemy poziomem od profesjonalnie grających kapel. Trzeba było po prostu zadbać o jeszcze lepszy poziom, o [muzyka] jeszcze lepsze brzmienie, stworzyć repertuar [muzyka] bardziej na czasie, ponieważ minęło parę lat, więc pewne pieśni się pieśni pewne pieśni się może już troszeczkę zestarzały, te z początków. i wzięliśmy się do roboty. Daliśmy sobie po wojsku chwilę wytchnienia i od stycznia przez pół roku do lata codziennie przez 8 godzin, 7 [muzyka] 8 godzin od rana do do godziny 16:00 powiedzmy ćwiczyliśmy repertuar. A ja już wiem, ja wiem, [muzyka] wiem. Kiedy bankiet żebraków się rozpadł, ogólnie coś się zmieniło w Nowrocławskim Domu Kultury i ówczesny kierownik czy tam nie wiem jaka to była funkcja, ale generalnie od tych zespołów facet odszedł, [muzyka] a kto przyszedł? Kto? Adam Szarek przyszedł [muzyka] do Inowrocławskiego Domu Kultury. Przyszedł Adam Szarek na stanowisko instruktora muzycznego i zaczął od robienia porządków. No i tam oprócz ty tego bankietu żebraków był jeszcze jakiś inny zespół. [muzyka] Generalnie on zawiadomił nas, że mamy się stawić o tej o tej godzinie i pokazać co my potrafimy. Zawzięliśmy [muzyka] się, zaparliśmy się kopytami jak konie o futrynę. Byliśmy nie. [muzyka] Będziemy grać tak, że będziemy rzygać tym repertuarem. Będziemy go grać po prostu z zamkniętymi oczami, tyłem, bokiem, jak chcesz. Ale tak, że [muzyka] po prostu nie będzie nie będzie brania jeńców. Wszystko musi być perfekcja absolutna. No i właśnie ten Adam Szarek, rzeczony nasz kochany, cudowny człowiek dla mnie przynajmniej, on nas zwał tam i kazał nam zagrać. No i my zagraliśmy te swoje dziwne utwory dla niego kompletnie jako takiego rockersa niezrozumiałe. Wiesz, zaraz, zaraz, ja tego jednego chłopaka to znam. Przecież ja go uczyłem 4 lata w szkole podstawowej nr 1. Zacząłem go uczyć. To była klasa czwarta, piąta, szósta, siódma. Tak. Chłopak jest na stałe wpisane w historię nie tylko innowocławskiej muzyki, ale można powiedzieć, że jako instrumentalista zrobił karierę światową. Mówię o osobie Filipa Sojki, który wtedy do szkoły jako czwartoklasista przychodził z futerałem od Skrzypiec, [muzyka] ponieważ zaraz po szkole, po lekcjach biegł do szkoły muzycznej i nagle Filip mi się pojawia jako jeden z gitarzystów. No więc od razu wziął się do roboty i zaczął nas przestawiać, ustawiać jak to powinno wyglądać. Jacek Badura, który był fanem republiki i miał jakieś pałki od Cisielskiego [muzyka] z republiki, pamiętam i wziął te pałki na na ten na tą na tą próbę. No po prostu taki [muzyka] taki taki fetysz wręcz. siedział bym nagrał w taki sposób właśnie jak Ciesielski, czyli taki bardzo delikatny, taki filterny, taki taki ten. No i ten Szarek [muzyka] to zobaczył absolutnie tak się tego nie robi, a ja ci pokażę jak to się robi siadł za te bębny, no i zaczął tam łupać jak to w muzyce rockowej. Tak graj. No i ten zasiadł, no i chciał tak zagrać. pierwszym pierwszym uderzeniem złamał tą swoją tą pałkę od Ciesielskiego. No już była rozpacz, już było tego. No generalnie wyszło to bardzo źle. Andrzej Walecki śpiewający falsetem to już Adam Szarek już po prostu nie był w stanie tego znieść, więc [muzyka] przerwał i zaczął porządki. I dobra chłopaki, no ale ktoś w tej kapeli musi grać na gitarze basowej. Pokażcie po kolei co który umu mnie na gitarze. No to pokazali. Było ich [muzyka] czterech bodajże. Po usłyszeniu co który z nich potrafi, stwierdziłem, że oczywiście no jako chłopak po szkole na skrzypce [muzyka] to paluszki Filipowi same biegają po tym gryfie gitarowym. Mówię: "dobra to możecie robić kapelę, a ty Filip się przekwalifikowujesz na bas". Ja byłem [muzyka] zrozpaczony. Jak na basi? Na jakim basie? Jestem gitarzystą. [muzyka] No i się zaczęło takie takie nasze granie. Wtedy Filip się najeżył jako to młody człowiek. Mówi: "Ja przecież ja jestem z nich najlepszy". Mówię: "I właśnie dlatego". Popatrz, którakolwiek kapela gra, to gitara basowa gra [muzyka] od pierwszego dźwięku do ostatniego. A gitarzysta nawet jeżeli potrafi zagrać solówkę taką z ogniem, to jest góra osiem. Czasami 16 taktów, ale rzadko. Ja ci proponuję, ja ci nie każę, ja cię tylko namawiam. Zoltar zrobił sobie w Warszawie [muzyka] też tam po prostu własnym sumptem ogromne bębny rockowe z 28calową [muzyka] centralą, z takimi wielkimi kotłami. Po prostu było to ogromne. Jak on w to walnął stopą, to tak jakby ktoś granat rzucił. masakra to bębny były, to był koniec świata na zamówienie robione w państwowej wytwórni perkusji [muzyka] na Pradze w Warszawie przez [muzyka] przez zakład Polmuza Polmuza i robił to cichcem za flaszki, za jakieś tam [parsknięcie] takie pod pod płotem przekazywane pieniądze i później przez ten płot [muzyka] sam przerzucane te kotły takie robił to na zamówienie gość na po prostu na specjalne długości wymiary tak jak sobie ten nasz Zoltar tam wymyślił to trwało długo pół pół rokuśmy jeździli też z Zoltarem ja tak odbiegam przepraszam aleśmy gdzieś do Nowego Sącza, bo ktoś tam robił te naciągi do tej do do do kotłów to wszystko robiliśmy, [muzyka] wierciliśmy tam otwory. To wszystko było robione ręcznie. To masakra była. W każdź razie [parsknięcie] i udało się. [muzyka] Dwa zestawy miał. Jeden mniejszy, drugi większy. To były wspaniałe, wielkie bębny zrobione tam z iluś warstw tej sklejki na specjalne takie zamówienie. No nie, nie było takich będów po prostu. Narzędzie zbrodni. [muzyka] Dosłownie tak to tak to tak to trzeba nazwać, bo masakrował. I te wielkie bębny mieliśmy właśnie [muzyka] w tej małej salce. One zajmowały pół salki i potem pod ścianą stał jeden, drugi, [muzyka] trzeci wzmacniacz. Te właśnie potwory 150 wow [muzyka] i co grzmieliśmy tam po prostu krew uszami szła, bo decybeli. Ja myślę, że ja wtedy chyba trochę oguchłem. Niestety miało to sens, bo szukaliśmy jakiegoś nowoczesnego brzmienia, ponieważ jak wysłaliśmy kasetę Szuwarka do Jarocina, to któryś z jurorów odpisał nam, [muzyka] że to jest muzyka sprzed 1000 lat. W jakimś sensie się nie zgadzaliśmy, ale ja wewnętrznie się trochę zgadzałem, [muzyka] że że można grać starą muzykę, to może być blues, ale trzeba ją podać trochę inaczej. No i zaczęliśmy szukać. Było to trochę może surowe, takie naiwne, ale jednak było bardziej nasze i chcieliśmy to rozwijać. I wtedy właśnie zaproponowano mi granie w zespole secesja. wszystkim remi miał syntezator prawdziwego [muzyka] mga też było to też robiło bardzo to robiło on go też mądrze [muzyka] używał nie nie nie bawiąc się w jakieś tam super tego tam było dużo [muzyka] takich elektronicznych fajnych takich motywików wstępów no to było coś Adam znał się [muzyka] dobrze z Krzysiem Walczakiem który pracował w radiu wtedy nie nazywał się to Pik to była po prostu bydgoska rozgłośnia Tam było studio i faktycznie nagraliśmy, pamiętam cztery utwory. Nagraliśmy kasetę celem wystąpienia w Jarocinie na festiwalu. [muzyka] Tytułów nie pomnę. Wiem, że jeden byłby bardzo rock and rollowy. Musiałem dużo uczyć się wymiatać jak JLIS z tymi wszystkimi glissandami. No tak, to było przeżycie. Ja już wspomniałem wcześniej chyba w jakimś wywiadzie, że żeśmy nagrali próbno próbne nagrania i Krzysiu dał nam na taśmie takiej jakie to były wtedy kasetow do magnetofonu kasetowego. To w pociągu chyba 15 razy przesłuchaliśmy, bo takie to było przeżycie. Dzisiaj to włączasz smartfon i zaraz sobie słyszysz. A wtedy to Boże, jaki ja mam głos. O Boże, jak ja zagrałem. Źle oczywiście. No i następny dzień jechaliśmy i już na czysto nagrywaliśmy. Tak, były takie nagrania. [muzyka] To było coś, bo wtedy mieć własne nagrania to było bardzo trudne. W znakomitej formie pojechaliśmy do Jarocina. To był 80 85 [muzyka] rok. To był 85 rok. Myśmy do tego jak [muzyka] No tak, 85, czekaj. W 84 wyszedłem z wojska 85, a w 86 dopiero zacząłem pracować. No to 2 lata powiedzmy. No to w międzyczasie faktycznie [muzyka] tu jeszcze był Jarocin. Ja już powiem ci, nie pamiętam jak [muzyka] myśmy do tego Jarocina pewnie to trzeba było wysłać kasetę. Byliśmy naprawdę w bardzo dobrej [muzyka] formie. Utwory były ograne niesamowicie, więc postanowiliśmy pojechać pojechać jako zespół tak zwany, no zespół z kasety. No myśmy też tylko dzięki przesłuchaniu się dostali, bo kaseta poszła, nie? Ale na tej kasecie to tam oni powiedzieli, że że woleliby jednak zrobić przesłuchanie, bo takie takowe były na małą i na dużą, tak wspomniałeś, scenę i były kwalifikacje, duża, mała scena. Wyglądało to w ten sposób, że w tamtym domu kultury jarocińskim każdy zespół miał zagrać dwa utwory. Komisja siedziała [muzyka] i oceniała. Duża scena, mała scena. Ale oprócz tego, że się wysłało kasetę i już byłeś zakwalifikowany, [muzyka] to prawdopodobnie może to Mariusz zrobił. Może wtedy powstała ta ta to nagranie w Kolejarzu. Może to z tego nagrania, ja już dokładnie teraz nie pamiętam. Mariusz pewnie on będzie na ten temat tam wiedział więcej, ale jak żeśmy pojechali do Jarocina to jeszcze były [muzyka] kwalifikacje czy grasz na małej scenie czy na dużej. Zagraliśmy wstęp i pół zwrotki. Pan Hełstowski wstał, przerwał i powiedział: [muzyka] "Duża scena". No i tylko pamiętam jak jak myśmy na tą scenę tam weszli i i [muzyka] dosłownie dwa akordy jakieś tam żeśmy zagrali i już było [muzyka] dziękujemy duża scena. No i tak żeśmy wtedy byli szczęśliwi, że no żeśmy się załapali na dużą scenę. No i na tym przesłuchaniu zagraliśmy 15 sekund numeru. No i na tej podstawie Chastowski stwierdził, że możemy iść na dużą scenę. Nie, słuchajcie, zespoły pozostałe, tak należy wejść na scenę jak ten zespół. My weszliśmy na scenę wcześniej, tam była możliwość ustawienia sobie gratów. Weszliśmy na scenę, nie wydaliśmy żadnego dźwięku, żadnego brzdęku, nic. Po prostu weszliśmy, łupnęliśmy i było pozamiatane. [muzyka] Pamiętam w kuluarach był popłoch. Zespół Histeryk Filip był czarnym koniem. No a ja miałem jakieś życiowe takie chyba zagwozdki, takie [muzyka] za za zakręty. Generalnie za bardzo nie chciałem do tego Jarocina jechać. Nie wiem, [muzyka] bałem się trochę, miałem właśnie takie takie wątpliwości, czy to jest na pewno [muzyka] to. No takie wiecie młodzieżowe, młodzieżowe mądralijskie dylematy, ale no że że Bemniarz też nie [muzyka] chciał do tego Jarocina jechać, więc więc nie mieliśmy jakiegoś tam specjalnego kontaktu ze sobą, ale tutaj w tej sytuacji takie ciche porozumienie, idiotyczne zresztą jak z perspektywy lat y zawarliśmy i zbuntowaliśmy się. No i to był koniec. zostaliśmy usunięci z tego zespołu. W zasadzie to był chyba koniec tego zespołu. [muzyka] Ja pamiętam jako secesja ja napisałem taką piosenkę: "O, jestem mały brzdąc. Idę z swoją dziewczyną wtedy gdzieś tam, a tam mi ktoś z tyłu podśpiewuje." [śmiech] Jak ja się pięknie czułem. Myślałem, że no jeszcze rok, dwa i Warszawa na kolanach. A to tak właściwie to trzeba zacząć od tego, że myśmy tam pojechali z z kolegą jakby naszego menadżera, bo mieliśmy wtedy już menadżera takiego no początkowego pana Moczadło z Bydgoszczy. On był w ogóle w tenczas w PSJocie [muzyka] w tej w tej tej firmie muzycznej. Tam chodziło o to, że wprost chcieliśmy jakieś tam znajomości wykorzystać na koncertach zespołu Histeryk Filip, na których wszystkich uczestniczyłem, [muzyka] robiłem zdjęcia i tak [muzyka] szczerze powiedziawszy, wszystkie zdjęcia, które oglądam w tej chwili na internecie, które zachowały się zespołu Histeryk Filip, mam ich tu kilka, aż czter C są to zdjęcia, które ja robiłem między innymi gdzieś tam się może pogadać z panem Heustowskim albo z kimś jeszcze tam innym i no by takie były zamierzenia i taki ten ten człowiek, który z nami pojechał nam to jakby w pewnym sensie obiecał, że postara się coś tam zagadać, że to nie chodziło o pierwsze miejsce w Jarocinie, drugie trzecie tam piąte 10te, nie tylko żeby żebyśmy po prostu mieli możliwość po Jarocinie dalej jakby wypłynąć, no bo przed rocinem, no nie ukrywajmy, no graliśmy też, ale małe miejscowości, duże miasto, no to ewentualnie Bydgoszcz. Nie było wtedy sprzętu. Ja pamiętam, żeby kupić kiszę fotograficzną, zwykłą białą-czarną klizę fotograficzną, trzeba było w sklepie fotograficznym, który był wtedy na armii, na ulicy Krajowej, nie na ulicy Królowej Jadwigi, przepraszam, y to trzeba było kilka godzin w kolejce stać, jak dostali towar, żeby dostać jedną albo dwie klisze biało-czarne do aparatów fotograficznych. No tam to w ogóle yyy atmosfera i i jeszcze większa trema, tak mogę śmiało powiedzieć, bo nawet wychodząc na scenę już tam były takie sytuacje, że dwa składy bębnów stały i to rycha naszego bębny były zupełnie w innym miejscu. Jakoś tak dziwnie z boku. To jeszcze dobra szczegół, bo ja ja po prostu lubiłem mieć z nim kontakt na na zasadzie, tu mam bask i tu mam rycha, nie? A to mi po prostu nie pasowało nic, nic w cholerę. Sprzęt typu konika, praktyka, pentagon to były, ja w ogóle chyba nawet wtedy nie wiedziałem, że coś takiego istnieje. Były przeważnie sprzedaży rosyjskie, radzieckie aparaty fotograficzne, no które no niestety nawet jak na tamte czasy nie spełniały wymogów jakościowych robionych zdjęć. Y, ja miałem taką, teraz mi się przypomniało, druch, zwykła, najprostsza, najtańsza, jaką można było kupić polskiej produkcji lustrzanka. Popsuła się stopa przy tych przy tym zestawie, bo to nie był jego zestaw, nie? On mógł z niego korzystać. Szybka piłka, Rychu leć po stopę. I całe szczęście Rychu zawsze ze sobą woził swoją stopę. Pa pałeczki, wiadomo, ale swoją stopę zawsze ze sobą woził. No oprócz werbla tam wiadomo, nie? No i ta stopa się nagle przydała, nie? Bo co się okazało, to pamiętam, komuś innemu tam walnęła stopa, nie? No oczywiście do kolegi Rycha ktoś po stopę przychodzi, nie? Masz tą stopę swoją? Mam, dobra, to dawaj. Nie, plusczanka to był taki aparat, y, wyglądał jak karton z mlekiem czy maślanką dzisiejszy i od góry się taką klapkę otwierało i nie patrzyło się w obiektyw, tak jak się w tej chwili te wszystkie aparaty patrzy, tylko trzeba było z góry w takie okienko spojrzeć i robiło, widziało się obraz i robiło się zdjęcia. Tą lustrzanką robiłem zdjęcia zespołowi Histeryp Filip. No całe szczęście nagranie tam się zachowało się potem okazało kontrolny zegar. [muzyka] Ja na życie panem [muzyka] jestem panem jest mi także rok [muzyka] tańczyłbym go całą noc i więc czakuch mówi że co ty tam żeśmy tak chujowo zagrali tak tak źle to brzmiało i w ogóle nie mówię trzeba kujść mówię nie pindol wcale nie nieprawda ja to dokładnie przesłuchałem i się okazuje że na To gdzieś tam było z jakiegoś nośnika nagrywane. Kurczę, no no nie wiem, no nie zupełnie jakościowego. To wokal był czysty dla mnie. Tekst słyszalny, kurczę, instrumenty również. [muzyka] Nie no, jakbyś to rozebrał przez przez way, no to pewnie coś tam by wyszło, ale to nie o to chodzi, bo chodzi chodzi o o całość, nie? Sam Jarocin to była taka fajna [muzyka] przygoda, bo spaliśmy w szkole, tam mieliśmy zakwaterowanie, to była tam klasa no większa, może dwa razy taka jak ta i tak materace poukładane po dwóch stronach naprzeciw siebie i to też była fajna przygoda, no bo dyskusje do świtu się toczyły, no bo jak tam [muzyka] był czas, bo to tych tych kolegów tam z innych kapel była było całe mnóstwo, także to faktycznie byliśmy zaokwatorowani w szkole, Ale oprócz tego no ta cała uczta muzyczna, no bo te koncerty, na które oprócz tego, że się tam występowało jednego dnia, no to cały czas tam w tych koncertach się uczestniczyło. Marzenia wręcz, że po Jarocinie coś się wydarzy. Nie wydarzyło się nic. też na tamte czasy by była też jedna bariera, bo gdyby w ten czas były, [muzyka] nie wiem, telefony komórkowe, jakiś kontakt taki, że można byłoby się z tym skontaktować po tym festiwalu w jakiś sposób, pogadać [muzyka] jeszcze, coś ustalić, coś zakombinować, a tu było się tylko rozjechanie do domów [muzyka] i i takie rozczarowanie i dość spore, bo z tą całą otoczką, mówię, ta duża scena, wielkie [muzyka] to no boisko, no to wielki plac, na którym mnóstwo ludzi. No i oczywiście [muzyka] wydzielony fragment dla słuchaczy, którzy tam poskakiwali to Pogo, czy jak to tam się