
fot. własne
Janusz Korwin-Mikke skrytykował w Bydgoszczy ustawę nazywaną „lex szarlatan”, która ma ułatwić walkę z pseudomedycyną i dezinformacją zdrowotną. Zdaniem polityka nowe regulacje zbyt głęboko ingerują w prawo dorosłego człowieka do wyboru sposobu leczenia.
Podczas konferencji prasowej Korwin-Mikke przekonywał, że państwo nie powinno zabraniać dorosłym osobom dobrowolnego korzystania z porad znachorów, terapeutów alternatywnych czy innych osób niemających uprawnień medycznych.
Jako podstawową zasadę wskazał maksymę „chcącemu nie dzieje się krzywda”. Jego zdaniem pacjent świadomy ryzyka powinien mieć możliwość wyboru zarówno lekarza, jak i metod znajdujących się poza oficjalnym systemem ochrony zdrowia.
Chory decyduje, u kogo chce się leczyć, a nie minister, który nie zna ani chorego, ani lekarza – przekonywał.
Korwin-Mikke argumentował również, że historia medycyny zna przypadki, w których poglądy uznawane początkowo za błędne lub sprzeczne ze stanowiskiem większości lekarzy z czasem zyskiwały potwierdzenie. Jako przykład przywołał leczenie gruźlicy, twierdząc, że chorym zalecano zarówno ograniczanie jedzenia, jak i intensywne dokarmianie.
Według polityka nowe prawo może uderzyć nie tylko w osoby świadomie oszukujące pacjentów, ale również w lekarzy i terapeutów stosujących metody odmienne od powszechnie przyjętych. Korwin-Mikke mówił o ryzyku podporządkowania całej działalności zdrowotnej stanowisku izb lekarskich oraz administracji.
Celem tego jest oczywiście zniszczenie lekarzy (...) którzy nie działają tak, jak sobie życzy Izba Lekarska. Otóż nigdzie nie jest powiedziane, że Izba Lekarska ma lepsze rozeznanie w medycynie niż dany lekarz - mówił.
Zapowiedział, że środowiska wolnościowej prawicy będą próbowały przeciwstawić się ustawie. Wymienił Konfederację Korony Polskiej oraz Konfederację, zastrzegając jednak, że ugrupowania te mają za mało posłów, by samodzielnie zatrzymać nowe przepisy.
Polityk podkreślił, że nowe regulacje to przejaw państwa opiekuńczego, które odbiera obywatelowi możliwość decydowania o własnym ciele i podejmowania ryzyka.
Przygotowana przez Ministerstwo Zdrowia i Rzecznika Praw Pacjenta nowelizacja w założeniu ma umożliwić szybszą reakcję na działalność osób podszywających się pod specjalistów, oferujących niesprawdzone terapie lub przypisujących produktom i usługom działanie lecznicze bez naukowych podstaw.
Rzecznik Praw Pacjenta ma uzyskać prawo do wydawania publicznych ostrzeżeń oraz tymczasowych decyzji nakazujących natychmiastowe przerwanie praktyki mogącej zagrażać zdrowiu lub życiu. Maksymalna kara ma wynosić milion złotych.
Zastrzeżenia wobec projektu nie ograniczają się do środowiska Janusza Korwin-Mikkego. Posłowie Konfederacji zwracali uwagę, że decyzje Rzecznika Praw Pacjenta mogą być wykonywane natychmiast, jeszcze przed prawomocnym rozstrzygnięciem sprawy. Ich zdaniem grozi to poważnymi skutkami finansowymi i wizerunkowymi dla przedsiębiorców oraz organizacji.
Krytyczne uwagi zgłaszali również przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości. Wskazywali na nieostre definicje, szeroki zakres uznaniowości oraz ryzyko objęcia sankcjami zielarzy, masażystów, akupunkturzystów, a nawet legalnie działających placówek medycznych. Część środowiska lekarzy rodzinnych popierała walkę z oszustwami, domagając się jednak wyraźniejszego oddzielenia pseudomedycyny od odpowiedzialności podmiotów leczniczych.
Ministerstwo Zdrowia, Rzecznik Praw Pacjenta i niektóre organizacje pacjenckie odpowiadają, że problem nie sprowadza się do swobodnej umowy między dwojgiem dorosłych. Osoby ciężko chore często podejmują decyzje pod wpływem lęku, rozpaczy i obietnic wyzdrowienia, których sprzedawca terapii nie jest w stanie spełnić.
Według zwolenników „lex szarlatan” państwo powinno interweniować zwłaszcza wtedy, gdy metoda o niepotwierdzonym działaniu jest reklamowana jako zamiennik onkologii lub szczepień.
Osobnym przypadkiem jest także leczenie dzieci. To rodzice lub opiekunowie wybierają terapię, ale konsekwencje ich decyzji ponosi małoletni pacjent.
Sejm uchwalił „lex szarlatan” 3 lipca. Za ustawą głosowało 232 posłów, przeciw było 34, a 162 wstrzymało się od głosu. Sprzeciwiły się jej kluby Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej. Zdecydowana większość posłów PiS nie poparła ustawy, ale również nie głosowała za jej odrzuceniem, wybierając wstrzymanie się od głosu.
Ustawa trafiła do Senatu. Aby wejść w życie, musi przejść dalsze etapy procesu legislacyjnego i zostać podpisana przez prezydenta.
Źródło: Tygodnik Bydgoski