
Małgorzata Maciąg świętowała dziesięciolecie swego internetowego bazarku / Fot. nadesłane
Małgorzata Maciąg, czyli Kocia Mama z Zimnych Wód już od dekady prowadzi grupę na Facebooku, dzięki której zdobywa pieniądze na kastrację kotów i opiekę. Jubileusz świętowała w gronie swoich wolontariuszy.
– Wszystko zaczęło się od nauki robienia bombek na Boże Narodzenie z taśm satynowych na styropianowych bombeczkach. Zaczęłam wystawiać je na sprzedaż, aby zdobyć pieniądze na karmę i leki dla kotów. Potem uczyłam się ozdabiania szkatułek i tac. Szyłam też podszewki do poduszek i torby na zakupy – opowiada o swoich początkach organizowania pomocy dla kotów Małgorzata Maciąg.
Bydgoszczanka od ponad 10 lat prowadzi internetową grupę „Bazarek Jasia i pozostałych muszkieterów”, na której umieszcza przedmioty na licytacje. To rzeczy, które często robi sami, ale i zdobyte fanty. Pozyskane pieniądze przeznacza na opiekę nad kotkami. Nazwa grupy pochodzi od imienia jej nieżyjącego już kotka – Jasia.
W sobotę, 18 lipca, zorganizowała imprezę z okazji jubileuszu bazarku i działalności na rzecz kotów. – Przyszli moi znajomi. Dostałam też wiele słów wsparcia od tych, którzy nie mogli przybyć. Cieszę się, że ta społeczność bazarkowa cały czas tętni życiem. Dziękuję wszystkim, którzy w jakiś sposób pomogli mi przez ten czas i zachęcam do dołączenia, bo zawsze przyda się jakaś pomoc – mówi miłośniczka kotów.
Do grupy należy prawie 1,4 tys. użytkowników. Regularnie pojawiają się na niej licytacje i linki do „kocich” zrzutek.
Małgorzata Maciąg kotami zajmuje się już od wielu lat. Dbanie o zwierzęta weszło już jej w krew w dzieciństwie, gdzie w rodzinnym domu zajmowała także psami i kurami. Zdecydowanie nie można ją nazwać „naiwną kociarą”, która chce, bez względu na wszystko, ratować jak najwięcej kotów. Stawia na fachową opiekę i profilaktykę. Współpracuje z fundacjami i społecznikami zajmującymi się profesjonalną pomocą dla tych wąsatych czworonogów. Jest znana wśród bydgoskich weterynarzy. Sama mówi, że kastracja jest gwarantem bezpieczeństwa dla kotów. Z resztą dużą część zebranych pieniędzy przeznacza właśnie na wyłapywanie zwierząt i finansowanie zabiegów. – To dobra rzecz dla nich, bo dłużej żyją i zmniejsza się ich bezdomność. Nie dochodzi do takich tragedii, że giną pod kołami samochodów – wyjaśnia.

Trzy lata temu byliśmy u pani Gosi. Na zdjęciu z wówczas najstarszą, 23-letnią kotką Tosią, której już z nią nie ma… / Fot. B.Witkowski / UMB
Obecnie pod swoim dachem ma 13 kociaków. Są dla niej naturalną terapią, bo opiekunka zmaga się z depresją. Kotami zaczęła się opiekować wraz z mężem, który zmarł. A to odejście mocno odbijało się na niej samej. Na szczęście wąsaci przyjaciele zawsze poprawiają jej humor.
Prowadzi tzw. „tymczasowy dom” dla kotów. Współpracuje z kilkoma grupami. Ostatnio do jej gromadki dołączył bezdomniak z Podlasia, bowiem w tym rejonie Polski jest niewystarczająca liczba organizacji i ludzi zajmujących się kastracją kotów, przez to rozmnożyło się wiele czworonogów. Przygarnia najbardziej potrzebujące, chore koty. Ma dużo zapytań o kolejne adopcje, ale póki nie zwolni się jakieś miejsce, nie jest w stanie przyjąć kolejnych. Szczególnie zimą, gdy pomaga też tym żyjącym na ulicy.
– Ostatnia zima była dość trudna przez długotrwałe mrozy. Trzeba było dokarmiać wiele ulicznych kotów. Ledwo dawały radę. Były duże potrzeby na zakup karmy, bo sporo ich wtedy było na osiedlu. Na szczęście moje apele nie odbiły się od ściany i znajomi z Niemiec zafundowali spore ilości jadzenia. Nawet wydawałam je innych społecznikom w Polsce, bo znam możliwości moich kociaków i ta karma przydała się też innym – opowiada.
Korzystając z okazji Małgorzata Maciąg pragnie podziękować bydgoskim klinikom weterynaryjnym „Nad Brdą” i „Centrum” za współpracę i pomoc. W galerii są zdjęcia jej podopiecznych.
Zapisz się do newslettera „Bydgoszcz Informuje”!
Źródło: Bydgoszcz Informuje