W debacie publicznej stale forsowany jest temat białych plam i wykluczenia aptecznego, czyli obszarów pozbawionych dostępu do aptek i leków. Podtrzymywana płatnymi publikacjami narracja ma na celu wprowadzenie pacjentów w błąd. Publikacje o zniknięciu 2,5 tys. aptek w ciągu ostatnich ośmiu lat mają budzić niepokój. Pacjenci są straszeni, że mniejsza liczba aptek w małych miejscowościach oznacza realny problem ze znalezieniem deficytowych preparatów. Coraz częściej pojawiają się ostrzeżenia o powstawaniu tzw. białych plam aptecznych, które mają rzekomo pozostawiać miliony Polaków bez dostępu do leków. Tymczasem Polska z ok. 3 369 osobami na aptekę ogólnodostępną ma jedną z najgęstszych sieci aptecznych w Europie – na jedną aptekę przypada u nas mniej mieszkańców niż w Niemczech (5 100), Czechach (4 045), czy na Węgrzech (4 248) i w zdecydowanej większości państw UE. Narracja o braku aptek nie ma pokrycia w danych. Liczba 525 gmin bez apteki jest używana jako główny argument w fałszywych przekazach o białych plamach. Faktem jest, że w 359 z tych gmin działają punkty apteczne, czyli jest w nich zapewniony dostęp do leków. Dodatkowo w 156 gminach aptek nigdy nie było, nie zostały więc zamknięte. Realny problem odległości powyżej 5 km od granicy gminy dotyczy tylko 9 jednostek. „ Wykluczenie apteczne” to nowy marketing W ostatnim czasie pojawił się również Raport Fundacji Forum Konsumentów wskazujący na narastające zjawisko tzw. wykluczenia aptecznego. To nowe określenie białych plam, które zostały już obalone i skompromitowane, a więc trzeba było wymyślić nowe określenie. Raport przedstawia tezę o problemie dostępności produktów leczniczych, opierając się na analizie obejmującej zaledwie 40 aptek (!) oraz pięć wybranych, kosztownych produktów (!), bez uwzględnienia dostępnych odpowiedników. Tak dobrana metodologia służy tylko jednemu – stworzeniu mylnego wrażenia. W rzeczywistości pojęcie wykluczenia aptecznego to wynik czynników ekonomicznych i demograficznych, a nie ustawy Apteka dla Aptekarza , którą ten nowy marketing ma zdyskredytować. Dlaczego apteki znikają? Zwolennicy narracji o białych plamach winą za zamykanie aptek obarczają przepisy Apteki dla Aptekarza. Tymczasem dane wskazują, że wygaszeń zezwoleń było więcej przed AdA (3 697 w latach 2012–2017) niż po niej (1 883 w latach 2018–2023). Regulacja z 2017 r. była reakcją na gwałtownie postępujące usieciowienie. Po jej wejściu tempo wygaszania zezwoleń i ubytku aktywnych placówek spadło, choć zasadniczą przyczyną zamykania aptek pozostają czynniki ekonomiczne i demograficzne :
nierentowność (rosnące koszty, zbyt mała liczba mieszkańców na aptekę), wyludnianie się wsi i małych miast, administracyjne cofanie zezwoleń za łamanie prawa, naturalna sukcesja aptek na krawędzi rentowności (śmierć właściciela, brak następców-farmaceutów, brak chętnych do zakupu).
Ponadto 183 zezwolenia cofnięto aptekom za wywóz leków za granicę. Warto zauważyć, że do 2017 roku trwał wyścig o lokalizacje. Apteki powstawały dosłownie jedna obok drugiej z założeniem, że przetrwa tylko jedna z nich. Część musiała się zlikwidować i nie miało to nic wspólnego z żadną ustawą. W październiku 2017 r. – tuż po wejściu w życie AdA – rynek osiągnął historyczne maksimum: ok. 14 800–14 900 aptek i punktów aptecznych łącznie – co oznaczało przesycenie tego rynku. Zasadniczym powodem, dla którego apteki bankrutują, jest zbyt mała liczba mieszkańców przypadających na jedną placówkę. W 2026 r. na jedną aptekę przypadało u nas średnio 3 369 mieszkańców – to o ok. 20% mniej niż europejski „punkt równowagi” zapewniający rentowność (ok. 4 100–4 300). – Pacjent może odnieść wrażenie, że Polska mierzy się dziś z masowym problemem braku aptek. Tymczasem dane pokazują coś odwrotnego. Aptek nadal jest za dużo w stosunku do liczby pacjentów, którzy muszą je utrzymać, a rzeczywistym wyzwaniem staje się utrzymanie ich w miejscach, gdzie maleje liczba mieszkańców i coraz trudniej znaleźć farmaceutów do pracy – wskazuje Paweł Bernat, Prezes Stowarzyszenia „Leki Tylko z Apteki”. Dobro pacjentów schodzi na dalszy plan Deregulacja rynku i rozwój dużych sieci nie przekładają się na lepszą dostępność usług poza dużymi miastami. Jak pokazują doświadczenia innych krajów europejskich, nowe placówki powstawały przede wszystkim tam, gdzie działalność była najbardziej opłacalna, podczas gdy mniejsze miejscowości nadal zmagały się z problemami dostępu do leków. Sieci apteczne, które są głównym zwolennikiem usunięcia regulacji AdA i które podtrzymują narrację o białych plamach i wykluczeniu aptecznym, mogłyby przecież otwierać apteki (lub przynajmniej punkty apteczne) na wsi. A jednak tego nie robią, choć nie ma ku temu żadnych ustawowych ograniczeń. To właśnie farmaceuci ze środowiska aptek niezależnych najczęściej decydują się prowadzić placówki w mniej atrakcyjnych biznesowo lokalizacjach. W 2025 roku na obszarach uznawanych za niedoborowe niezależni farmaceuci otworzyli 11 nowych placówek, podczas gdy sieci apteczne uruchomiły pięć. Co więcej, przygotowany na zlecenie PharmaNetu (organizacji zrzeszającej największe przedsiębiorstwa prowadzące sieci aptek w Polsce) raport „Skutki regulacji rynku aptecznego w Polsce” wskazuje, że w obecnych realiach gospodarczych optymalną i satysfakcjonującą rentowność apteki zapewnia dopiero obsługa około 5 000 pacjentów. Oznacza to, że w Polsce powinno działać jedynie około 7 400 aptek – czyli aż o 4 600 mniej niż funkcjonuje obecnie. Tym samym sieci zapowiadają, że po przejęciu rynku nie będą otwierać aptek na wsi – wręcz przeciwnie, skoro potrzebują aż tylu pacjentów, aby je utrzymać, możemy być pewni, że będą je zamykać. Powiedzmy to wprost: lobbyści sieciowi straszą pacjentów spadającą liczbą aptek, podczas gdy sami chcą, aby było ich mniej. Powodem prawdziwego wykluczenia aptecznego nie będzie AdA, ale to, przed czym ustawa ma nas uchronić: deregulacja i przejęcie rynku przez sieci. Stowarzyszenie Leki Tylko z Apteki
Źródło: Kurier Nakielski