
Atomówki wracają z medalami z Mistrzostw Europy
Trzy zawodniczki Smoczego Teamu Świecie wróciły z Mistrzostw Europy w Monachium z workiem medali. „Mazurek Dąbrowskiego, łzy i ciary na całym ciele”
To była największa i najbardziej prestiżowa impreza w środowisku łodzi smoczych w tym roku. Na torze regatowym w Monachium, w dniach 8–12 lipca 2026 roku, o miano najlepszych walczyły reprezentacje z 17 krajów. W tym elitarnym gronie, w barwach Kadry Narodowej Polski, znalazły się trzy zawodniczki klubu Smoczy Team Świecie: Angelika Świderska (kat. Premier), Paulina Mazur (kat. Premier) oraz Katarzyna Otto (kat. Senior A).
Kobiety nie tylko z dumą reprezentowały swoje miasto i kraj, płynąc na morderczych dystansach 200, 500, 1000 i 2000 metrów, ale przyczyniły się do gigantycznego sukcesu całej reprezentacji. Polska zdobyła łącznie 28 medali (złotych, srebrnych i brązowych), zajmując wysokie, 5. miejsce w klasyfikacji generalnej narodów! Same zawodniczki przywiozły ze sobą aż 14 krążków: Angelika wywalczyła ich 6, Paulina – 5, a Kasia – 3.
W poniedziałek w OWiR Deczno, gdzie regularnie odbywają się treningi, szampanem i gratulacjami przywitała je drużyna:
::photoreport{"type":"check-for-article","item":"4631"}
Droga do kadry to ciężkie treningi i motywacja
Powołanie do kadry narodowej nie było dziełem przypadku, ale efektem wielomiesięcznych, trudnych przygotowań. Wszystko zaczęło się już na początku roku.
— Pierwszy raz o możliwości powołania do kadry narodowej wspomniał nam sąsiad zza Wisły — Wojciech Dajewski ze Stowarzyszenia Sportów Wodnych Dragon Chełmno, który jest jednocześnie trenerem kadry narodowej. W lutym pojechałyśmy do Gdańska na pierwsze testy Ergo Challenge. Wykręciłyśmy tam jedne z lepszych czasów. To było pierwsze podejście, które musiałyśmy zaliczyć – wspominają zawodniczki. Prawdziwy wycisk zaczął się jednak po lutowym sukcesie. Dziewczyny trenowały na siłowni 3–4 razy w tygodniu. Kluczowa była strefa cardio i ergometry wioślarskie, które pojawiły się w Parku Wodnym w Świeciu.
Kolejny, decydujący etap eliminacji odbył się w kwietniu na wodzie w Gdańsku. Wymagania były rygorystyczne: oprócz sprawdzianu na ergometrze, każda z zawodniczek musiała samotnie, z balastem i sternikiem na łodzi, przepłynąć na czas dystans 150 metrów. Wyniki były świetne, ale na oficjalny werdykt trenerów i powołanie do kadry trzeba było czekać do drugiej połowy maja.
— Gdy ogłoszono, że się dostałyśmy, była radość, szok i też trochę stres. To już nie są zawody lokalne, tylko międzynarodowe. Trzeba było dać z siebie wszystko – opowiada Paulina Mazur. Integracja pod okiem trenera
Przygotowanie tak licznej kadry (w Monachium startowały kategorie od juniorów po seniorów C) wymagało zgrania osad. Ogromną pracę wykonał trener kadry narodowej, Wojciech Dajewski ze Stowarzyszenia Sportów Wodnych Dragon Chełmno. To dzięki jego zaangażowaniu i wsparciu sąsiadów zza Wisły, a także wsparciu macierzystego klubu, trenera i prezesa ze Świecia, zawodniczki mogły optymalnie przygotować się do startu.
Zgrupowania kadry odbywały się sukcesywnie po kolejnych zawodach krajowych – m.in. w Chełmnie, Iławie, Szczeklinie i Kolbudach. Na wodę wypuszczano zarówno łodzie 10-, jak i 20-osobowe.
— W Chełmnie mieliśmy treningi techniczne, wytrzymałościowe i kondycyjne. Chodziło o to, żeby rozpływać i idealnie zgrać całą łódkę przed mistrzostwami — podkreślają reprezentantki naszego powiatu. Piekielny upał, zabójcze tempo i fala emocji
Reprezentacja wyruszyła do Monachium w nocy z poniedziałku na wtorek. Już w środę zawodniczki odbyły pierwsze oficjalne treningi na torze regatowym – sztucznym, malowniczym zbiorniku z przepiękną, czystą wodą. Musiały szybko zaprzyjaźnić się z nowym sprzętem, bo łodzie przygotowane przez organizatorów były zupełnie inne niż w Polsce – węższe i znacznie bardziej wywrotne.
Od czwartku do niedzieli trwała sportowa walka bez wytchnienia. Zawodniczkom doskwierał potworny, trzydziestostopniowy upał, a słońce paliło niemiłosiernie. Najtrudniejsze okazało się jednak mordercze tempo zawodów.
— Tempo wiosłowania i pływania było bardzo zaskakujące. Niektóre starty były niesamowicie szybkie. To nie były biegi, gdzie miało się dwie czy trzy godziny przerwy – płynęłyśmy bieg za biegiem, rotacja była błyskawiczna. Drugiego i trzeciego dnia zakwasy dały o sobie znać. Najgorzej było, kiedy schodziłyśmy po schodach! Pracują ręce, ale nogi też, bo to one wypychają całą łódkę przy każdym uderzeniu wiosła — wspominają. Dziewczyny startowały w małych łodziach (dziesiątkach – Small Boat) oraz łodziach standardowych (dwudziestkach – Standard Boat), rywalizując w kategoriach Women i Mixed. Logistyka była napięta do granic możliwości.
— Spędzaliśmy na torze całe dnie. Do hotelu, oddalonego o 60 km, wracaliśmy po godzinie 21:00. Nie było czasu na nocne zwiedzanie czy huczną imprezę kończącą zawody. Najważniejsze było jedzenie, nawodnienie i bezcenny sen — podsumowują zgonie. Sukces, który wyciska łzy
Mimo zmęczenia, Polacy wrócili z Monachium z tarczą. Każda z ich osad w biegach eliminacyjnych wywalczyła awans do wielkich finałów, meldując się na podium lub tuż za nim. Najwspanialsze były jednak chwile, w których bialo-czerwoni sięgali po najwyższe laury.
— Mazurek Dąbrowskiego rozbrzmiał kilkukrotnie. Czyste ciary i emocje, to trzeba po prostu przeżyć. Kiedy wszyscy Polacy stali na podium lub pod nim i wspólnie kibicowali, pojawiały się łzy wzruszenia. Adrenalina nie do opisania! — opisują. Oprócz worka medali, zawodniczki przywiozły ze sobą coś jeszcze – wspaniałe wspomnienia i nowe międzynarodowe przyjaźnie.
Zgodnie z tradycją środowiska „smoków”, po zakończeniu startów wymieniły się koszulkami startowymi z reprezentantami innych krajów.
Do Świecia przyjechały pamiątkowe trykoty z Serbii, Niemiec, Hiszpanii i Czech.
— Jedna rada dla młodzieży na przyszłość: uczcie się angielskiego! Na takich zawodach to absolutna podstawa, żeby móc się swobodnie dogadać — z uśmiechem podsumowują mistrzostwa. Najważniejsze, że dziewczyny wróciły do kraju zdrowe, bez żadnych kontuzji. Choć w domach czekały na nie stęsknione dzieci, codzienne obowiązki i praca – w głowach już tli się kolejna sportowa iskra. Za rok Mistrzostwa Świata w Hongkongu. Czas pokaże czy zobaczymy tam nasze reprezentantki? Jeśli utrzymają tak atomowe tempo i determinację – na pewno!
Co sądzisz na ten temat?
Źródło: swiecie24.pl