
Jan Wróbel — Nowa ustawa o prawach ucznia zamiast wzmacniać szkolną wspólnotę, może pogłębić atmosferę nieufności i strachu. Paradoksalnie, więcej odwagi i wizji miał dokument z czasów PRL niż współczesne prawo tworzone w demokratycznej Polsce – i to powinno dać do myślenia.
Trwa nerwowe oczekiwanie na podpisanie ustawy o prawach i obowiązkach ucznia. Dla każdego znającego historię polskiej szkoły sprawa jest poniekąd zabawna. Lepszy był Kodeks Ucznia, ogłoszony rozporządzeniem ministra w 1975 r. w PRL, niż ten przyjęty przez parlament wolnej Polski.
[

Awantura o order, czyli jak osłabić państwo w kilku prostych krokach](/news/wojna-tuska-z-nawrockim-o-order-orla-bialego-spor-o-polityke-zagraniczna)
[

Chrups, chrups. Kto zżera polską politykę?](/news/kim-sa-antysymetrysci-jak-polaryzacja-niszczy-debate-i-polske)
[

Papierologia, kontrole i strach przed paragrafem, czyli jak wygląda polska szkoła](/news/czy-prywatne-szkoly-sa-lepsze-jan-wrobel-wyjasnia)
W komunistycznym Kodeksie Ucznia kilkukrotnie padało sformułowanie o „socjalistycznych związkach młodzieży”, do których może odwoływać się młody człowiek. Jest też wskazanie, że szkoła przygotowuje uczniów do „dorosłego życia obywatela Polski Ludowej”. Ten demokratyczny także jest wytworem czasów, w których żyjemy.
Rzecznicy prawa ucznia, rady szkoły, procedury składania skarg etc., etc. – system edukacji narodowej zakłada, że jest systemem krzywdy silniejszego nad słabszym. Zatem poprzez pomnożenie instytucji i paragrafów ten sam system, który przytłacza uczniów, będzie dla równowagi przytłaczał nauczycieli groźbą skargi. Nie chce budować samorządnej szkoły, w której wychowanie jest nadrzędne wobec przestrzegania przepisów, tylko odwrotnie.
Pojawiła się u posłów głębsza refleksja na temat jej opresyjności i wpływu na destabilizację pracy szkoły oraz zaburzenie równowagi między pozycją ucznia a nauczyciela. Nie można pozwolić na niszczenie wspólnoty szkolnej i wprowadzenie relacji opartych na strachu. (...) Rzecznicy praw uczniowskich to kolejna fasadowa instytucja, która wprowadzi do szkoły atmosferę strachu, konflikty i wzajemną nieufność
Trafnie podnosili związkowcy ze Związku Nauczycielstwa Polskiego, okręgu łódzkiego. Warto jednak doprecyzować ten pogląd.
Po pierwsze, żadna pojedyncza instytucja nie wprowadzi do szkoły atmosfery nieufności. Gdyby pozaszkolna Polska nie przypominała korridy donosicieli, którzy na temat ciężko zamykającego się okna w hotelu potrafią pisać cały wieczór... Gdyby rosnąca liczba dyrektorów szkół nie miała doświadczenia rozmowy z rodzicami, którzy powołują się na rozmowę z prawnikiem... Po drugie, pozaszkolna Polska polityczna w całości oparła się na konfliktach i nieufności. Aż trudno sobie wyobrazić, że przyjęte w takim klimacie (sorry!) prawodawstwo byłoby jakoś inne.
I tu jest czas na niespodziankę. Peerelowski Kodeks Ucznia był dokumentem, który niemal nic sobie nie robił z realiów epoki. Mógłby ułatwiać Polsce Ludowej życie i promować jej ulubione: współpracę z władzami, konformizm, dwójmyślenie i lizusostwo. Utrudniał!
Przeczytaj również: Szkoła to gra statusowa. „Chodzi tylko o pozycjonowanie się”
Wizja szkoły zawarta w tym dokumencie to edukacja samorządności, szczerości, praw człowieka, dialogu rodziców ze szkołą, uczniów z dyrekcją etc. Owszem, uczeń w 1975 r. ma obowiązek okazywania szacunku nauczycielom oraz innym pracownikom szkoły, podporządkowania się zaleceniom i zarządzeniom dyrektora szkoły, rady pedagogicznej, nauczycieli (jest tak i dzisiaj). W tym samym stopniu: „podlega ustaleniom rady samorządu klasowego lub szkolnego”.
Przeczytaj również: Wielka zmiana w szkołach. Jest decyzja ws. edukacji zdrowotnej
Do jego szczególnych obowiązków (!) należy: „szanowanie poglądów i przekonań innych ludzi, wolności i godności osobistej drugiego człowieka, zachowywanie w tajemnicy korespondencji i dyskusji w sprawach osobistych powierzonych w zaufaniu, chyba że szkodziłoby to ogółowi lub życiu i zdrowiu powierzającego”... Ba, jest nawet ochrona sygnalistów: „Uczniowie występujący w obronie praw uczniowskich nie mogą być z tego powodu negatywnie oceniani. W razie potrzeby przysługuje im prawo opieki i pomocy ze strony dyrektora szkoły i komitetu rodzicielskiego”.
Ówczesny minister oświaty Jerzy Kuberski miał odwagę wprowadzić do polskich szkół epokowy projekt stojący w sprzeczności z realiami socjalistycznej dyktatury. Ten ostatni, przyjęty przez parlament, specjalnie odważny nie jest.