
Tomasz Pałasz — Horror w Atlancie zakończony happy endem dla faworytów. Reprezentacja Anglii rzutem na taśmę wywalczyła awans do ćwierćfinału mistrzostw świata, pokonując Demokratyczną Republikę Konga 2:1. Afrykańczycy prowadzili przez większość meczu, a Synów Albionu dwoma trafieniami uratował
Horror w Atlancie zakończony happy endem dla faworytów. Reprezentacja Anglii rzutem na taśmę wywalczyła awans do ćwierćfinału mistrzostw świata, pokonując Demokratyczną Republikę Konga 2:1. Afrykańczycy prowadzili przez większość meczu, a Synów Albionu dwoma trafieniami uratował niezawodny Harry Kane.

Harry Kane z reprezentacji Anglii. (fot. RONALD WITTEK / PAP / EPA)
To miał być dla Anglików rutynowy awans do najlepszej ósemki globu, a zamienił się w drogę przez mękę. Na stadionie w Atlancie, w obecności ponad 68 tys. widzów, Demokratyczna Republika Konga napisała kolejny rozdział swojej pięknej, tegorocznej historii. Skazywani na pożarcie piłkarze z Afryki nie przestraszyli się utytułowanego rywala. Od pierwszego gwizdka arbitra grali odważnie, bezkompromisowo i szybko zebrali tego owoce.
Już w 7. minucie gry defensywa z Wysp Brytyjskich kompletnie zaspała. Żaden z obrońców nie zdołał przeciąć dośrodkowania z lewej strony boiska, do którego dopadł Brian Cipenga. Napastnik hiszpańskiego CD Castellon bez wahania uderzył na bliższy słupek, zaskakując Jordana Pickforda. Angielski bramkarz bez wątpienia powinien w tej sytuacji zachować się lepiej, jednak piłka zatrzepotała w siatce i sensacja stała się faktem.
Stracona bramka nie obudziła natychmiast Anglików, którzy sprawiali wrażenie głęboko zszokowanych takim obrotem spraw. Przez pierwsze pół godziny podopieczni Garetha Southgate'a nie potrafili zagrozić bramce rywali. Dopiero w 30. minucie bliski szczęścia był Jude Bellingham, ale jego strzał w nieprawdopodobny sposób obronił Lionel Mpasi. Golkiper na co dzień występujący we francuskim Le Havre wyrastał na absolutnego bohatera widowiska, popisując się chwilę później kolejną genialną paradą przy strzale Harry'ego Kane'a z kilku metrów.
DR Konga nie zamierzała jednak wyłącznie głęboko się bronić. Ekipa trenera Sebastiena Desabre mogła, a nawet powinna zamknąć to spotkanie jeszcze przed przerwą. Po podręcznikowym kontrataku i precyzyjnej centrze z prawej strony boiska, w stuprocentowej sytuacji znalazł się Yoane Wissa. Napastnik musiał jedynie czysto trafić w piłkę, by podwyższyć prowadzenie, ale ku rozpaczy afrykańskich kibiców trafił tylko w słupek.
[

Lawina rasizmu i gróźb w sieci. FIFA ujawnia porażające dane](/news/mundial-2026-rasizm-na-mistrzostwach-swiata-fifa-podaje-statystyki)
[

Kangur na ulicach Warszawy. Egzotyczny uciekinier sparaliżował pracę serwisu rowerowego](/news/kangur-na-ulicach-warszawy-mieszkancy-zszokowani-nagranie)
[

Piszczyk w zezowatej Komisji Europejskiej](/news/piszczyk-w-zezowatej-komisji-europejskiej)
Druga połowa przyniosła spodziewany scenariusz. Choć ambitne „Lamparty” próbowały jeszcze na początku odgryzać się faworytom, z każdą minutą przewaga Anglików stawała się miażdżąca. Pod bramką Mpasiego momentami kotłowało się tak bardzo, że w szesnastce bronił się cały zespół z Afryki. Angielskie oblężenie przyniosło skutek w 75. minucie. Po precyzyjnym dośrodkowaniu Harry Kane zgubił krycie obrońców i strzałem głową doprowadził do wyrównania.
Niewykorzystana szansa z pierwszej połowy zemściła się na zespole z DR Konga podwójnie. Dobrze naoliwiona do tej pory defensywa Afrykańczyków zaczęła pękać pod naporem rozpędzonych Wyspiarzy. Decydujący cios zadał ponownie Kane. W 86. minucie po przytomnym dograniu od Anthony'ego Gordona, kapitan reprezentacji Anglii potężnym uderzeniem pod poprzeczkę ustalił wynik meczu na 2:1. Doświadczeni Anglicy nie dali już sobie wydrzeć zwycięstwa i w ćwierćfinale zagrają z Meksykiem.