"Covidowe eldorado" i miliony długów. Jak lekarze w publicznych szpitalach zaczęli zarabiać krocie

    "Covidowe eldorado" i miliony długów. Jak lekarze w publicznych szpitalach zaczęli zarabiać krocie

    3133 odsłon
    "Covidowe eldorado" i miliony długów. Jak lekarze w publicznych szpitalach zaczęli zarabiać krocie

    Filip Baczkura — Za jeden dyżur w pandemicznym szpitalu tymczasowym lekarz mógł dostać 8–10 tys. zł. Gdy COVID wygasł, nikt już nie chciał wracać do poprzednich stawek. Dr Bernard Waśko, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH, rekonstruuje, jak przez kilkanaście lat kształtowała si

    Za jeden dyżur w pandemicznym szpitalu tymczasowym lekarz mógł dostać 8–10 tys. zł. Gdy COVID wygasł, nikt już nie chciał wracać do poprzednich stawek. Dr Bernard Waśko, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH, rekonstruuje, jak przez kilkanaście lat kształtowała się spirala wynagrodzeń w publicznej ochronie zdrowia.

    Hospital,Emergency,Department,Signboard,In,Poland

    Ekspert o ogromnych zarobkach lekarzy. (fot. Shutterstock / Shutterstock)

    • Zdaniem dr. Bernarda Waśki obecny system wynagradzania lekarzy jest efektem wieloletnich zmian prawnych, pandemii COVID-19 oraz decyzji politycznych, które znacząco zwiększyły wydatki publiczne na ochronę zdrowia.
    • Ekspert wskazuje, że rekordowe stawki – sięgające nawet 8–10 tys. zł za dyżur – trwale zmieniły oczekiwania płacowe środowiska medycznego.
    • Jednocześnie zwraca uwagę, że najwyższe wynagrodzenia często wypłacają najbardziej zadłużone szpitale, a koszty tych decyzji ponoszą podatnicy.

    Sześciocyfrowe miesięczne zarobki lekarzy w publicznych szpitalach nie wzięły się znikąd. Dr n. med. Bernard Waśko, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – Państwowego Instytutu Badawczego, w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” wskazuje konkretne mechanizmy, które przez ponad dekadę nakręcały tę spiralę – od zmiany przepisów unijnych, przez pandemię COVID-19, aż po polityczny kompromis, który kosztuje podatników dziesiątki miliardów złotych rocznie.

    Ucieczka przed „tachografem”

    Punktem wyjścia były przepisy unijne. W 2008 r. Polska wdrożyła Dyrektywę o czasie pracy, która ograniczyła tygodniowy czas pracy pracowników etatowych do 48 godzin i nakazała traktować dyżury – a nawet samo pozostawanie w gotowości do pracy – jako godziny nadliczbowe.

    „Te przepisy stały się de facto tachografem dla lekarzy, który spowodował, że nie mogli już pracować więcej, nawet jeśli chcieli” – mówi Waśko.

    Rozwiązaniem okazało się przejście na kontrakt cywilny, który wyłącza lekarza spod tych ograniczeń. Waśko, który w tamtym czasie sam kierował dużym szpitalem wojewódzkim, kategorycznie odrzuca narrację, że to Ministerstwo Zdrowia wypychało lekarzy na kontrakty.

    „Nie przypominam sobie, żeby ktoś zmuszał lekarzy do przechodzenia na kontrakty. Było to najczęściej spowodowane korzyściami podatkowymi oraz wyjściem poza ograniczenia limitów godzin czasu pracy, a więc również limitu zarobków. Ani Ministerstwo Finansów nie było tym zainteresowane, ani na pewno Ministerstwo Zdrowia. To jest bzdura. Jeżeli ktoś tak twierdzi, powtarza legendy” – stwierdza wprost.

    Kolejnym etapem była konsolidacja. Lekarze przestali negocjować kontrakty indywidualnie i zaczęli grupować się w spółki oraz grupowe praktyki, uzyskując silniejszą pozycję wobec dyrektorów szpitali – zarówno cenową, jak i faktyczną zdolność do blokowania dostępu innym lekarzom.

    „Proszę mnie nie pytać o szczegóły, choć znam różne przykłady. Jak pokazuje najbardziej chyba znana teraz historia ze szpitala w Warszawie, taki konflikt między lekarzami może przybierać dość drastyczne formy” – mówi Waśko, nawiązując do ujawnionej przez Zero.pl afery w Szpitalu Południowym.

    COVID-19 i dyżury za 8–10 tysięcy 

    Prawdziwym przełomem okazała się pandemia. Waśko nazywa ten okres „covidowym eldorado”.

    „W czasie pandemii to było już kompletne szaleństwo, jeśli chodzi o stawki za pracę w tzw. szpitalach tymczasowych lub dodatki do wynagrodzeń” - mówi. Dodaje, że za jeden dyżur można było dostać 8–10 tys. zł.

    Na sławne dyżury w szpitalu na Stadionie Narodowym przyjeżdżali lekarze z całej Polski. Koszt dodatków covidowych sięgał miliardów złotych rocznie. Waśko podkreśla, że nawet po formalnym zakończeniu pandemii oczekiwania płacowe nie wróciły do poprzedniego poziomu.

    We wrześniu 2021 r., gdy było już jasne, że pandemia wygasa, lekarze rezydenci rozbili białe miasteczko pod Kancelarią Premiera. Do protestu przyłączyły się niemal wszystkie zawody medyczne.

    [

    USA uderzyły na Iran. „Przemoc spotka się z przemocą”](/news/usa-przeprowadzily-ataki-na-iran-po-ostrzelaniu-statku-w-ciesninie-ormuz)

    [

    Ekstremalny upał. IMGW wydał najwyższe ostrzeżenia](/news/fala-zaru-nad-polska-imgw-i-rcb-ostrzegaja-przed-niebezpiecznym-upalem)

    [

    Po psylocybinie zaczęła znowu rozmawiać. Nadzieja dla chorych na Alzheimera?](/news/psylocybina-w-leczeniu-alzheimera-ogromny-postep-w-leczeniu-83-letniej-pacjentki)

    „Widząc, że kończy się tzw. covidowe eldorado – wszystkie praktycznie zawody medyczne przyłączyły się do protestu lekarzy i rozstawiły namioty pod Kancelarią Premiera, przedkładając listę kosmicznych żądań, których koszt realizacji tylko w 2022 r. wyniósłby 104 mld zł” – mówi Waśko.

    Efektem kompromisu była nowelizacja ustawy o minimalnych wynagrodzeniach, uchwalona wiosną 2022 r. Skutki finansowe okazały się drastycznie większe niż zakładano w ocenie skutków regulacji – skumulowany dodatkowy koszt dla NFZ po czterech latach przekracza już 70 mld zł.

    „Te dodatkowe zarobki miały spaść z nieba. Pochłonęły wszystkie dodatkowe pieniądze ze wzrostu składek zdrowotnych pacjentów, a ponieważ to nie wystarcza**, budżet państwa musi aktualnie dotować NFZ na poziomie ok. 40 mld zł rocznie**” – wskazuje ekspert.

    Kto odpowiada za długi szpitali?

    Waśko zwraca uwagę na paradoks: szpitale, które płacą najwyższe stawki, są jednocześnie najbardziej zadłużone, a dyrektorzy nie ponoszą za to żadnej osobistej odpowiedzialności.

    „Z reguły ci, którzy płacą te bajońskie sumy, są jednocześnie najbardziej zadłużeni. Robią to za pieniądze publiczne, nie ponosząc żadnej osobistej odpowiedzialności za takie decyzje. Przecież tego długu nie będą musieli spłacać oni sami, tylko wszyscy się na to zrzucimy” – wskazuje.

    Ekspert podkreśla też, że astronomiczne zarobki są zjawiskiem charakterystycznym wyłącznie dla sektora publicznego – w prywatnych klinikach takich stawek co do zasady nie ma.

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Stanowski

    Co dzisiaj majstrujemy do sekcji RAK LIVE?

    Stanowski