Najgorszy błąd w rozmowie z dzieckiem. Te słowa od razu wywołają bunt

    Najgorszy błąd w rozmowie z dzieckiem. Te słowa od razu wywołają bunt

    3607 odsłon
    Najgorszy błąd w rozmowie z dzieckiem. Te słowa od razu wywołają bunt

    Agnieszka Waś-Turecka — Jak wygrać ze smartfonem w czasie wakacji? Czy rodzice są na straconej pozycji w walce z technologią? Niekoniecznie. Patrycja Uram z Instytutu Psychologii PAN tłumaczy, jak zaplanować letni czas dla młodszych dzieci i nastolatków. Ekspertka doradza też, jak rozmawiać o telefonie,

    Jak wygrać ze smartfonem w czasie wakacji? Czy rodzice są na straconej pozycji w walce z technologią? Niekoniecznie. Patrycja Uram z Instytutu Psychologii PAN tłumaczy, jak zaplanować letni czas dla młodszych dzieci i nastolatków. Ekspertka doradza też, jak rozmawiać o telefonie, by uniknąć buntu.

    white-10

    Jak mówić do dziecka, by odłożyło telefon? Te słowa zmieniają wszystko (fot. Shutterstock/PAN)

    Agnieszka Waś-Turecka, Zero.pl: Polskie dzieci spędzają przed ekranami różnego typu średnio 4,5 godz. w ciągu dnia. W wakacje te statystyki pewnie pójdą w górę?

    Patrycja Uram z Instytutu Psychologii Polskiej Akademii Nauk*: Jeżeli dni nie zostaną w żaden sposób zagospodarowane, czasu przed ekranem naturalnie będzie więcej. Jeśli jednak rodzice wypracują z dzieckiem plan dnia jeszcze przed końcem roku szkolnego, sytuacja może wyglądać inaczej.

    Plan dnia? To znaczy?

    Warto ustalić, że każdy dzień rozpoczynamy od jakiejś wspólnej czynności, na przykład od posiłku, a następnie precyzujemy, co dzieje się dalej – zwłaszcza w czasie, gdy rodzice muszą iść do pracy. Jeśli w tym planie obok telefonu znajdą się inne aktywności, pojawi się duża szansa na ograniczenie czasu online.

    Tylko jak planować wspólne śniadanie, gdy rodzic jedzie na 8 do pracy, a dziecko wstaje po 9?

    To nie musi być śniadanie – równie dobrze sprawdzi się wspólny obiad albo kolacja. Chodzi o stworzenie takiej struktury dnia, by dziecko miało świadomość, że wakacje nie oznaczają całkowitego braku obowiązków i spania do południa.

    Rodzic może zostawić dziecku odręczną karteczkę: „Wyszłam do pracy, proszę Cię o zrobienie tego i tego”. Warto wymienić tam proste czynności, które wypełnią czas pod naszą nieobecność: posprzątanie pokoju, wyniesienie śmieci czy drobne zakupy. Dobrze też dopisać: „Wrócę o tej godzinie, zjemy obiad albo pójdziemy na rower”. Chodzi o przerwanie schematu, w którym zmęczony dorosły wraca do domu, sięga po telefon, dziecko robi dokładnie to samo i oboje spędzają czas obok siebie, ale zatopieni w ekranach.

    Telefon komórkowy w szkole? Tu nie ma miejsca na półśrodki

    Podejrzewam, że kreatywność rodziców w wymyślaniu kolejnych zadań dość szybko się skończy. Bo ileż można prosić dziecko o posprzątanie pokoju…

    To prawda, dlatego można to rozplanować w formie gry strategicznej. Możemy zaproponować: „Słuchaj, na czas wakacji robimy sobie grę. Mamy do wykonania określoną liczbę zadań, za które zdobywa się nagrody”. Jedną z takich nagród może być właśnie czas spędzony przed ekranem telefonu.

    Taka strategia sprawdzi się jednak głównie u dzieci młodszych. Nastolatkowie będą już bardziej sceptyczni i chętni do twardego negocjowania swoich praw. W ich przypadku musimy przyjąć zupełnie inne metody rozmowy.

    Zatem jak taki plan przygotować dla nastolatka w wieku 13–15 lat, a jak dla dziecka w wieku 9–10 lat?

    Jeśli naszym celem jest ograniczenie telefonu lub zastąpienie go czymś innym, musimy pamiętać, że u młodszego dziecka smartfon pełni zupełnie inną funkcję niż u nastolatka. Dla 13- czy 15-latka to nie jest już tylko prosta rozrywka. To jest narzędzie do budowania i podtrzymywania relacji rówieśniczych, bycia w kontakcie z grupą oraz kształtowania własnej tożsamości i autonomii.

    Dlatego w przypadku nastolatka zawiązanie jakiegokolwiek „kontraktu” musi opierać się na partnerskiej dyskusji. Musimy jasno pokazać, że wprowadzając zasady korzystania ze smartfona, nie chcemy ograniczać jego kontaktów z rówieśnikami. Chodzi o to, by obok tego świata znalazło się miejsce na bycie „tu i teraz” w życiu rodzinnym – w relacji z rodzicami czy rodzeństwem.

    Z kolei w przypadku młodszego dziecka, w wieku wczesnoszkolnym, na pierwszym miejscu powinny stać kwestie bezpieczeństwa. Dzieci na tym etapie rozwoju nie mają jeszcze w pełni wykształconych mechanizmów kontroli impulsów ani zdolności przewidywania konsekwencji swoich działań. Musimy uświadamiać je, że gry czy aplikacje są projektowane w taki sposób, aby stale angażować ich uwagę i stawać się potężnymi „zjadaczami czasu”. W związku z tym limity są niezbędne, ale one również powinny zostać omówione i wytłumaczone, a zasady dostosowane odpowiednio do wieku.

    Jak konkretnie mógłby wyglądać taki ramowy plan dnia dla obu tych grup?

    W przypadku nastolatków uznaję zasadę, że w ich planie dnia powinno znaleźć się jak najwięcej aktywności związanych z ruchem na świeżym powietrzu.

    Tylko nie można dziecka tak po prostu wygonić na podwórko i wpisać w planie: „od 11:00 do 12:00 masz iść na dwór”.

    Oczywiście, że nie. Warto jednak podejść do tematu ze zrozumieniem i powiedzieć: „Widzę, że ten smartfon jest dla ciebie ciekawy i masz tam dużo interesujących zajęć. Bardzo chciałbym, żebyś mi o nich opowiedział, ale chciałbym też zaproponować coś innego”. Można przyjąć zasadę odwróconej kolejności: najpierw określona aktywność, a potem telefon. Jeśli nastolatek ma grupę znajomych, warto go zachęcić: „Zaproponuj znajomym, żebyście wspólnie wyszli na rolki, rower czy deskorolkę, zamiast siedzieć przed ekranami”.

    Zakaz używania telefonów w szkołach podstawowych. Nowacka podała datę

    Ale to wymaga wysiłku. Konsumowanie treści z telefonu – nie.

    Jasne, to jest trudne. Ekran angażuje błyskawicznie, bardzo mocno stymuluje nasz układ nerwowy, generuje ekscytację, wydzielanie dopaminy i zapewnia natychmiastową gratyfikację. Dlatego tak mocno przyciąga uwagę. Kluczem jest jednak rozmowa – po pierwsze, zainteresowanie się tym, co dziecko w tym ekranie ogląda, a po drugie, zaproponowanie alternatywy: wspólnego wyjścia na basen czy rower.

    Warto rozmawiać o tym, dlaczego to ważne dla jego rozwoju fizycznego czy kondycji, bez oceniania. Na przykład: „Zauważyłam, że ostatnio szybciej się męczysz, kiedy wchodzimy po schodach”.

    Rozmowa jest dziś niedoceniana, a potrafi zdziałać bardzo dużo – pod warunkiem, że my, dorośli, naprawdę słuchamy i sami dajemy dobry przykład.

    A co z młodszymi dziećmi?

    One są od nas bardziej zależne wychowawczo i opiekuńczo, dlatego w ich przypadku plan dnia możemy, a nawet musimy, zabezpieczyć i kontrolować od A do Z. Na przykład jasno wyznaczając czas na telefon dopiero po obiedzie.

    To brzmi idealnie, ale wiemy, że smartfon często i tak wygrywa, bo jest najłatwiejszy. Czy rodzice nie są na z góry przegranej pozycji w starciu z algorytmami?

    Pierwszym pytaniem, jakie rodzic powinien sobie zadać, nie jest to, ile czasu dziecko spędziło przed ekranem, ale co ten ekran dzisiaj dziecku zastąpił? Czy to tylko prosta rozrywka dla zabicia nudy, czy może kompensacja braku relacji, efekt trudności w komunikacji albo ucieczka od problemów?

    Jeżeli dziecko potrafi wytrzymać w szkole kilka godzin bez telefonu, to znaczy, że potrafi wytrzymać bez niego również w domu. Pytanie brzmi: co musi się wydarzyć w przestrzeni domowej, aby ten telefon odłożyć?

    [

    Koniec roku szkolnego. Kto naprawdę wygrywa bitwę o szkołę?](/news/reforma-edukacji-i-boj-o-przedmioty-szkolne-czy-w-polskiej-szkole-jest-jeszcze-miejsce-na-kompromis)

    [

    Zdolni uczniowie zaczynają przeszkadzać. Co dzieje się z edukacją?](/news/dlaczego-polska-szkola-nie-wspiera-najzdolniejszych-uczniow)

    [

    Wakacje. Radość dla dzieci i zmartwienie dla rodziców](/news/system-opieki-nad-dziecmi-w-polsce-a-demografia-dlaczego-rodzice-rezygnuja-z-kolejnego-dziecka)

    Jeśli będziemy dziecko ciągle pytać: „co piszesz?”, „do kogo?”, „co oglądasz?”, to młody człowiek – zwłaszcza nastolatek – szybko straci cierpliwość.

    Nie musi tak być, jeśli odpowiednio sformułujemy intencję. Kluczem jest wcześniejsze ustalenie jasnych zasad. Możemy powiedzieć wprost: „Nie mam zamiaru czytać twoich wiadomości, ale jako rodzic chcę wiedzieć, z jakich aplikacji korzystasz i co tam robisz. Chcę mieć pewność, że nikt nie przekracza twoich granic i wiedzieć, czy spotykasz się z sytuacjami, które są dla ciebie trudne lub niepokojące”.

    Warto omawiać z dziećmi – zarówno młodszymi, jak i nastolatkami – głośne sytuacje medialne, nawet te trudne, dotyczące cyberprzemocy czy hejtu. Zapytajmy: „Słyszałeś o tej sytuacji?”, „Czy w twojej szkole spotykasz się z podobnymi zachowaniami?”. W ten sposób nie inwigilujemy, ale edukujemy i zapobiegamy. Pokazujemy, że nasza uważność wynika z troski i miłości, a nie ze złośliwości czy chęci kontroli. To całkowicie zmienia kontekst rozmowy.

    Jakich słów i zwrotów używać w rozmowach o smartfonach? Czy są jakieś słowa-wytrychy, które lepiej trafiają do dzieci?

    Najgorsze, co możemy zrobić, to wysyłać komunikaty typu: „Zmarnujesz sobie życie przed tym ekranem” albo „Nic innego nie robisz, tylko siedzisz w telefonie”. To są skrajnie oceniające sformułowania, które są odbierane jako przejaw wrogości i wywołują w dziecku bunt. Nastolatek myśli wtedy: „Rodzic nic nie rozumie. Ja tutaj piszę z kolegą, dyskutuję na ważne tematy, a słyszę, że ekran zajmuje mi całe życie”.

    Zamiast języka totalnego i słów typu „zawsze”, „nigdy”, lepiej używać komunikatów bardziej złożonych i opisowych. Zamiast mówić: „Jesteś uzależniony” albo „Jesteś leniwy”, lepiej powiedzieć: „Widzę, że dzisiaj trudno ci oderwać się od telefonu”. To sformułowanie ma charakter wspierający, opisuje konkretne zachowanie w danym momencie, a nie całą osobowość dziecka.

    Warto pytać z ciekawością: „Co jest takiego interesującego w tym telefonie? Co obecnie czytasz lub oglądasz?” albo „Widziałam, że wczoraj długo korzystałeś z telefonu. Czy dzisiaj możemy spróbować zmniejszyć ten czas, bo widzę, że twoje oczy są już zmęczone?”

    A jeśli dziecko odpowie po prostu: „nie!”?

    Zapytałabym: „A dlaczego tak uważasz? Może jest coś, co oglądałeś w sieci – jakiś film, sport, pasja – co chciałbyś przenieść do rzeczywistości?”. Jeśli młody człowiek uparcie odmawia, jako rodzic mam prawo oczekiwać współpracy przy codziennych obowiązkach: „Rozumiem, ale potrzebuję teraz twojej pomocy w kuchni/ogrodzie”.

    Inną opcją jest wejście w jego przestrzeń: „Skoro chcesz w coś pograć, pokaż mi to. Chętnie zobaczę, co cię tak fascynuje”. Nie stygmatyzujmy telefonu jako narzędzia czysto złego i nie upraszczajmy aktywności dziecka wyłącznie przez pryzmat tego, że po niego sięga. Starajmy się zobaczyć, co wartościowego lub interesującego się za tym kryje, by na tej bazie budować realną relację i alternatywne sposoby spędzania wolnego czasu.

    Jeśli zauważymy, że dziecko pasjonuje się tam na przykład sportem czy grami komputerowymi, spróbujmy przenieść tę aktywność do świata realnego. Możemy powiedzieć: „Widzę, że to cię interesuje. Znam miejsce w okolicy, gdzie robi się coś podobnego, albo widziałam ostatnio wydarzenie o tej tematyce. Może zrobimy to samo, ale offline?”. Kluczem jest proponowanie rozwiązań, kreatywność i otwartość na to, co znajduje się w sieci.

    Zakaz telefonów zmienił życie w holenderskich szkołach

    Czy te komunikaty trzeba jakoś różnicować w zależności od tego, czy rozmawiamy z nastolatkiem, czy z młodszym dzieckiem?

    Sama konstrukcja zdrowego komunikatu pozostaje uniwersalna niezależnie od wieku. W przypadku młodszego dziecka język powinien być po prostu prostszy i dostosowany do jego możliwości poznawczych, ale zasada zamiany oceny na opis zachowania sprawdza się doskonale w każdej grupie wiekowej.

    Wymieniła pani dużo aktywności, które można zaproponować zamiast telefonu. Czy są wśród nich takie, które mogą dostarczyć dopaminy równie szybko jak siedzenie przed ekranem?

    Ruch na świeżym powietrzu, ale wymaga on od nas zaangażowania. Smartfon zapewnia natychmiastową i bezwysiłkową gratyfikację. Sport natomiast wymaga wysiłku, dlatego dziecko może początkowo protestować. Naszą rolą jest przedstawienie tej alternatywy w atrakcyjny sposób.

    Świetnie sprawdzają się również rodzinne gry planszowe – o ile opierają się na dobrej relacji i ciekawej mechanice. Inne przykłady to wspólne fotografowanie, wycieczka do lasu czy opieka nad domowym zwierzakiem. Dla młodszych dzieci doskonałe będą zabawy konstrukcyjne, klocki, rysowanie oraz wszelkie aktywności sensoryczne, np. zabawa plasteliną. Opcji jest mnóstwo, ale warunkiem sukcesu jest przedstawienie ich w sposób konkretny i zachęcający.

    Czyli rodzic, który siedzi na kanapie, sam scrolluje i rzuca do dziecka „zajmij się czymś”, raczej nie odniesie sukcesu?

    Komunikat „zajmij się czymś” jest dla dziecka zbyt abstrakcyjny. Zamiast tego sami odłóżmy telefon i powiedzmy: „Wspólnie zróbmy to i to”. Warto też nadawać aktywnościom głębszy sens, odwołując się do kontekstu rodzinnego, np.: „Zróbmy ten album, ponieważ zbliżają się urodziny babci”. Nadanie celu sprawia, że dziecko lepiej rozumie wartość danego działania.

    Czy mówiąc dziecku za każdym razem, co ma robić i podsuwając kolejne propozycje, nie odbieramy mu możliwości nauki organizacji własnego czasu i kreatywności?

    Inicjatywa ze strony dziecka jest kluczowa. Jeśli do tej pory to my zawsze proponowaliśmy aktywności, po pewnym czasie możemy odwrócić role. Zamiast mówić: „chodź, zrobimy to”, dajmy komunikat: „teraz twój ruch – zaproponuj, co chciałbyś dzisiaj zrobić ze mną”. Angażowanie dziecka w proces decyzyjny to świetna metoda nauki samodzielności. Najpierw dajemy dobry przykład, a potem stopniowo przekazujemy pałeczkę.

    Lepiej, żeby dziecko było cały czas zajęte? Czy dobrze dać mu też czas na nudę?

    Zdecydowanie dać mu czas. Nuda i spokój są niezwykle ważne.

    Tylko jak „sprzedać” dziecku nudę?

    Przede wszystkim warto uświadomić dziecku – i sobie – że nie da się, i nie trzeba, być aktywnym przez cały czas. Nuda nie jest czymś złym. To naturalny stan psychiczny i doskonały moment na autorefleksję: na zastanowienie się, czego w danej chwili potrzebujemy i co chcemy robić dalej.

    Nudę można zobrazować dziecku za pomocą metafory wycieczki rowerowej. Jedziemy, ale czasami musimy się zatrzymać, żeby odpocząć i zdecydować, w którą stronę skręcić. Dokładnie tak działa nuda.

    W dzisiejszym świecie praktycznie niemożliwe jest już, by dzień – czy to w wakacje, czy w roku szkolnym – minął dziecku całkowicie bez ekranu. Czy istnieje bezpieczna norma czasowa, na którą rodzice mogą pozwolić dziecku z czystym sumieniem?

    Bezpieczna norma to taka, w której ekran nie dominuje i nie zastępuje innych sfer życia. Dobrą praktyką jest tworzenie w domu stref całkowicie wolnych od technologii – na przykład zasada, że nie wnosimy smartfonów do sypialni i nie kładziemy ich na stole w salonie. Jeśli widzimy, że dziecko zasypia i budzi się bez telefonu w ręku, a w przestrzeni wspólnej potrafimy rozmawiać bez zerkania na powiadomienia, oznacza to, że zachowujemy kontrolę. Sygnałem alarmowym jest moment, w którym pomimo reguł dziecko nie rozstaje się z urządzeniem, a cierpią na tym relacje, sen czy wspólne posiłki.

    Czyli nie możemy sztywno założyć, że godzina czy dwie dziennie są zawsze w porządku?

    Podejście musi być płynne, ponieważ sztywne ramy czasowe bywają trudne do bezwzględnego egzekwowania. Wyobraźmy sobie nastolatka, który prowadzi ważną rozmowę na czacie rówieśniczym. Jeśli w pół słowa powiemy: „minęła godzina, zabieram telefon”, wywołamy ogromną złość. Lepiej podejść do tego z wyprzedzeniem: „Mamy swoje zasady. Masz jeszcze 15 minut, pożegnaj się ze znajomymi i napisz, że wrócisz do nich później, bo siadamy do obiadu”.

    A co z młodszymi dziećmi?

    W tym przypadku sztywne regulaminy mają jak najbardziej sens, ale ważne jest stałe przypominanie o nich w atmosferze partnerstwa: „Pamiętaj o naszej umowie: na ekran mamy godzinę po obiedzie, w innych porach telefon odpoczywa”.

    Jako dorośli możemy i powinniśmy korzystać z aplikacji do kontroli rodzicielskiej i blokad czasowych. Warto jednak wyjaśnić dziecku powód ich stosowania, np. troski o jego zdrowie i wzrok. Kluczowe jest, by nie wyrywać urządzenia z ręki, lecz odwoływać się do wcześniej wypracowanego kontraktu. Kiedy dziecko czuje się współautorem zasad, budzi to w nim znacznie większą odpowiedzialność za ich przestrzeganie.

    *Patrycja Uram z Instytutu Psychologii Polskiej Akademii Nauk – przygotowuje rozprawę doktorską w Instytucie Psychologii Polskiej Akademii Nauk. Jej badania, obejmujące psychologię mediów, psychologię zdrowia oraz psychologię środowiskową, realizowane są we współpracy z naukowcami z USA, Europy i Azji. Autorka i współautorka artykułów naukowych indeksowanych w bazach Scopus i Web of Science.

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Stanowski

    Co dzisiaj majstrujemy do sekcji RAK LIVE?

    Stanowski