
Arkadiusz Dziermański — iRobot jest w trakcie nowego otwarcia. Firma utraciła pozycję sprzed lat i została daleko w tyle za konkurencją ze zwyczajnie lepszy sprzętem. iRobot wybrał nietypową drogę odbudowy i zamiast wypuścić dwa luby trzy dobrze wyposażone modele, zalewa rynek aż dziewięcioma nowymi Roombami. Czy to dobra decyzja?
iRobot jest w trakcie nowego otwarcia. Firma utraciła pozycję sprzed lat i została daleko w tyle za konkurencją ze zwyczajnie lepszy sprzętem. iRobot wybrał nietypową drogę odbudowy i zamiast wypuścić dwa luby trzy dobrze wyposażone modele, zalewa rynek aż dziewięcioma nowymi Roombami. Czy to dobra decyzja?
(fot. MARCIN KLIMCZAK mklimczak.com / iRobot)
iRobot był firma, która kilka lat temu była w zasadzie jedyną, jaka kojarzyła się z robotami sprzątającymi. W okolicach 2020 r. roboty Roomba w zasadzie nie miały liczącej się konkurencji. iRobot wprowadzał na rynek kolejne modele, które – jak na tamte czasy – wydawały się coraz bardziej zaawansowane i lepiej wyposażone. Do czasu, aż pojawiła się konkurencja i okazało się, że da się to zrobić lepiej i taniej.
To właśnie te dwa proste elementy były kluczem do sukcesu przede wszystkim robotów Dreame i Roborock. Lepiej, bo urządzenia obu firm przede wszystkim miały czujnik LiDAR. Laserowy radar, który pozwala precyzyjnie określać odległość do elementów otoczenia. Pozbawione go roboty Roomba, które LiDAR dostały bardzo późno, potrafiły kompletnie się pogubić, gdy na ich drodze pojawiała się niespodziewana przeszkoda, a przesunięcie jednego mebla w inną część pokoju było w stanie rozmontować zapisane plany sprzątania.
Skoro konkurencja robiła wyraźnie lepszy sprzęt, który z czasem do odkurzania dodał też mopowania, kosztujący w najlepszy wypadku podobne, a często większe pieniądze sprzęt iRobota zaczął zwyczajnie przegrywać. To doprowadziło firmę do bankructwa i obecnie obserwujemy próbę jej odbudowania.
Roborock Qrevo Edge 2, czyli chude roboty trafiają do tańszych serii
iRobot wprowadził na polski rynek aż dziewięć nowych robotów sprzątających.

iRobot Roomba 115 Combo (fot. iRobot)
Przede wszystkim – wszystkie mają LiDAR. Znajdziemy go we wszystkich modelach, nawet w podstawowej Roombie 115 Combo. Ten jest dostępny już od 899 zł, ale w wersji bez stacji opróżniającej. Jej brak trochę kłóci się z sensem posiadania robota sprzątającego, bo po co mi robot, skoro po każdym sprzątaniu muszę opróżniać mu pojemnik na zabrudzenia i ręcznie myć mopa? Wariant ze stacją z funkcją autoopróżniania kosztuje 1 299 zł.
Dalej mamy modele Roomba Plus - 415 Combo, 515 Combo, 575 Combo, 615 Combo i 675 Combo. Jak się w tym wszystkim odnaleźć i czym te roboty różnią się od siebie? Im wyższy model, tym wyższa moc ssania, od 20 tys. do 30 tys. Pa. Na tym poziomie różnicę poczujemy tak naprawdę tylko wtedy, kiedy mamy w domu dużo dywanów, szczególnie z dłuższym włosiem.

Nowe modele iRobot na rok 2026 (fot. iRobot)
Wszystkie modele mają stację dokującą z autoopróżnianiem pojemnika na zabrudzenia oraz funkcją płukania i suszenia podkładek mopujących. Od modelu 515 Combo płukanie odbywa się w temperaturze 60 st. C, a od modelu 615 Combo w temperaturze 80 st. C. Inne różnice?
Im wyższy model, tym lepiej radzi sobie z pokonywaniem progów i ma bardziej rozbudowany system nawigacji, a modele 615 Combo i 675 Combo mają wałek mopujący, zamiast wirujących podkładek. W tym drugim mamy też spryskiwacz dozujący płyn do podłóg do lepszego radzenia sobie z zaschniętymi plamami na podłogach.
Ceny zaczynają się od 1 999 zł za model 415 Combo, przez 2 299 zł za 515 Combo, po 2 499 zł za 575 Combo. Modele 615 Combo i 675 Combo nie są jeszcze dostępne w sklepach, a producent nie pochwalił się ich ceną.

Nowe modele iRobot na rok 2026 (fot. iRobot)
Nie znamy też jeszcze cen najbardziej zaawansowanych modeli z serii Max. Roomba Max 715 Vac to ciekawa propozycja, bo pozbawiona funkcji mopowania. Jest to wyłącznie sam odkurzacz z mocą ssania sięgającą 30 tys. Pa. W modelu Max 775 Combo mamy już mopowanie, za które odpowiada wałek. Oba roboty wyróżniają się obecnością podwójnych, gumowych szczotek głównych.
O ile wprowadzenie robota pozbawionego funkcji mopowania to ciekawy i nietypowy zabieg, wbrew pozorom takich urządzeń brakuje na rynku, tak nowych modeli jest zdecydowanie za dużo. Klient się w tym nie odnajdzie i nie wydaje mi się, żeby sprzedawcy w sklepach byli w stanie wyjaśnić wszystkie różnice i pomóc wybrać odpowiedniego robota.
Moim zdaniem iRobot powinien ograniczyć nowości do modelu podstawowego, zostawić dwa modele mopujące ze średniej półki – jeden z podkładkami i jeden z wałkiem oraz dwa modele flagowe – jeden tylko odkurzający i jeden z funkcją mopowania.
Podczas prezentacji nowych modeli iRobot przedstawił też wyniki zleconego przez siebie badania pokazującego, jak porządek wpływa na naszą psychikę.
Ogólne pojęcie porządku w domu nie oznacza wcale idealnie sterylnej czystości. Dla 54 proc. badanych oznacza komfort i wygodę, dla 51 proc. miłą atmosferę w domu, a dla 49 proc. dobre samopoczucie i spokój. Dla 70 proc. osób porządek wcale nie oznacza pedantycznej perfekcji, a spokój i bezpieczną przystań, a nie idealnie wysprzątaną przestrzeń wystawową.

Nowe modele iRobot na rok 2026 (fot. iRobot)
Dla 64 proc. badanych korzystanie z nowych technologii podczas sprzątania, jak roboty sprzątające, oznacza więcej czasu dla siebie, a 62 proc. osób wskazuje, że dzięki temu może zająć się naprawdę ważnymi dla nich sprawami. Według 57 proc. badanych nowe urządzenia wspierają sprawiedliwy i partnerski podział obowiązków, a 46 proc. wskazuje, że dzięki technologii łatwiej jest zaangażować domowników sprzątanie.
Typ podłóg w domach Polaków pokazuje, że odkurzacze z funkcją mopowania faktycznie mają sens. Na podłogach mamy głównie płytki ceramiczne i gres (49 proc.), panele drewniane (43 proc.) oraz laminowane (40 proc.). Stosunkowo niewiele osób (29 proc.) przykrywa twarde podłogi dywanami lub wykładzinami.