Bruksela szuka influencerów. Nie każdy dostanie zaproszenie na unijne szczyty

    Bruksela szuka influencerów. Nie każdy dostanie zaproszenie na unijne szczyty

    1163 odsłon
    Bruksela szuka influencerów. Nie każdy dostanie zaproszenie na unijne szczyty

    Marcin Darmas — Unia Europejska chce zaprosić influencerów do relacjonowania wydarzeń w Brukseli. Jest jednak jeden istotny warunek – mile widziani będą przede wszystkim ci, którzy nie podważają unijnych wartości. Krytycy ostrzegają, że zamiast pluralizmu może pojawić się starannie wyselekcjonowany przekaz.

    • Rada UE chce zapraszać influencerów do relacjonowania szczytów w Brukseli już od lipca.
    • Kandydaci mają nie publikować treści sprzecznych z „wartościami Unii Europejskiej”, co budzi pytania o kryteria doboru.
    • Dziennikarze ostrzegają, że nowy model może sprzyjać selekcji przekazu zamiast poszerzaniu pluralizmu debaty.

    Mogłoby się wydawać, że bezwarunkowe chwalstwo jest dziedziną osób bez właściwości, poddanych absolutnego monarchy albo przestraszonych ludzkich trybików w totalitarnych machinach władzy.

    Przypomina się scena z „Zezowatego szczęścia” Andrzeja Munka, gdy główny bohater, oportunista Piszczyk, zostaje wplątany w studencką manifestację, choć w duchu marzył o romantycznej schadzce z pięknymi warkoczami Joli...

    Nagle Piszczyk popada w konfuzję, gdy okazuje się, że za jego plecami gromadzi się pochód ONR-owców. Asekurancko krzyczy raz za razem – to „wodzu prowadź”, to „Żydzi na Madagaskar”, nie mogąc się zdecydować, po której stronie sporu bezpieczniej się znaleźć.  

    Wydaje mi się, że Piszczyk Munka świetnie by się odnalazł w dzisiejszej rzeczywistości internetowej. Umiałby się dostosowywać do dynamicznie zmieniających się trendów. Raz promowałby pompowanie ust, aby stały się bardziej ponętne i wydatne. A innym razem, czyniłby osobliwe wezwania, jak walki w klatkach z karzełkami (pardon! – niskorosłymi…) albo jedzenie jakichś obrzydliwości dla podbijania internetowej publiki.

    Możemy ubolewać nad koncentratami taniochy, brzydactwa i ponuractwa w internecie, że cierpi na tym debata, cierpią standardy estetyczne, a przede wszystkim – że głupieją młode pokolenia. Albo, można jak Piszczyk, niczym kameleon, zlewać się z otoczeniem. Bądź co bądź media społecznościowe stały się dziś jednym z najważniejszych narzędzi wpływu na opinię publiczną.

    Do Piszczykowych zmian szykuje się również unijna administracja i zamierza coraz mocniej wykorzystywać potencjał twórców internetowych.

    Jak informuje Politico, na początku czerwca Rada Unii Europejskiej rozesłała do rządów państw członkowskich dokument określający zasady zapraszania influencerów na szczyty organizowane w Brukseli.

    Periodyk donosi, że program miałby ruszyć już w lipcu. Czy czekać nas będą hip-hopowe wiązanki na korytarzach unijnych budynków? A może jakieś nieoczywiste czelendże, jak zaśpiewanie wspak „Ody do radości” albo wylanie kubła pomyj na głowę któregoś z komisarzy?

    Bestialskie zabójstwo na Nowym Świecie. Proces ruszy od nowa. Powód: neosędzia

    Kto może liczyć na zaproszenie?

    Proponowane kryteria zaproszenia na unijne szczyty są jednak dalekie od przypadkowych. Według dokumentu twórcy nie mogą pełnić funkcji politycznych ani ubiegać się o polityczny mandat. Wykluczone mają być również osoby prowadzące długoterminową lub znaczącą współpracę z podmiotami komercyjnymi. Nawiasem mówiąc, trudno o poważnych influencerów niezwiązanych ze sponsorami.

    Najwięcej kontrowersji budzi jednak zapis dotyczący poglądów kandydatów. Rada UE wskazuje, że niepożądane są osoby, które wcześniej publikowały treści sprzeczne z „wartościami Unii Europejskiej”. Jakie to wartości? Trudno orzec.

    Kto będzie oceniał zgodność wypowiedzi z unijnymi wartościami i gdzie przebiega granica między krytyką instytucji europejskich a naruszeniem obowiązujących standardów? Czyżby unijni decydenci spodziewali się miernych, influencerskich zalotów, miłych jak puszek do pudru laurek?

    Weźcie do ręki pierwszy z brzegu dokument wyprodukowany przez Brukselę. Każda decyzja, dyrektywa, rozporządzenie, legislacja unijna okraszone są preambułami o donośnej roli tolerancji, różnorodności, demokracji czy ochronie mniejszości dla europejskiej wspólnoty. Dziwi zatem poszukiwanie internetowych klakierów.

    Na miejscu decydentów rodem z Brukseli i Strasburga zaprosiłbym na szczyty legiony przeciwników Unii Europejskiej. W ten sposób uzyskałbym demokratyczną homologację. Przede wszystkim, wpisywałbym się w starą, europejską tradycję greckiej agory, gdzie każdemu, wolnemu obywatelowi przysługiwało prawo do zabierania głosu.

    Liczba dni z upałami rośnie i będzie rosnąć. „To jest dla nas trudne do wyobrażenia”

    Ostateczna decyzja należy do państw

    Sama dyrektywa nie ma charakteru wiążącego. Dokument przedstawia rekomendacje Rady UE, natomiast ostateczna lista zaproszonych ma zostać zaakceptowana przez państwa członkowskie. Nie zmienia to jednak faktu, że proponowane kryteria już dziś rodzą pytania o przejrzystość całego procesu oraz rzeczywistą różnorodność reprezentowanych opinii.

    Pomysł spotkał się również z krytyką środowiska dziennikarskiego. Dotychczas możliwość filmowania wewnątrz budynków Rady UE przysługiwała przede wszystkim akredytowanym mediom. Włączenie do tego grona influencerów oznacza istotną zmianę dotychczasowych zasad.

    Nowy model komunikacji czy selekcja przekazu?

    Międzynarodowe organizacje zrzeszające korespondentów zwracają uwagę, że twórcy internetowi nie podlegają tym samym standardom etycznym i obowiązkom ujawniania potencjalnych konfliktów interesów, które obowiązują zawodowych dziennikarzy. Ich zdaniem może to zwiększyć podatność na działania lobbystów i utrudnić odbiorcom ocenę, kto oraz w jakim celu finansuje publikowane materiały.

    Decyzja Brukseli pokazuje, że instytucje europejskie coraz poważniej traktują media społecznościowe jako pole walki o opinię publiczną. Pozostaje jednak pytanie, czy otwarcie na influencerów rzeczywiście poszerzy przestrzeń debaty, czy też stanie się narzędziem budowania przekazu z udziałem starannie dobranych Piszczków…

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era