
Przemysław Rudzki — Kiedy w meczu Anglii z DR Konga na zegarze widniała 70. minuta, twarze angielskich kibiców wyglądały na pełne przerażenia i konsternacji. W głowach niektórych z nich mogły się pojawić myśli pędzące do dekady wstecz i niesławnej porażki z Islandią na EURO 2016. Afrykański zespół p
Kiedy w meczu Anglii z DR Konga na zegarze widniała 70. minuta, twarze angielskich kibiców wyglądały na pełne przerażenia i konsternacji. W głowach niektórych z nich mogły się pojawić myśli pędzące do dekady wstecz i niesławnej porażki z Islandią na EURO 2016. Afrykański zespół prowadził 1:0. Czas uciekał. I wtedy Kane przypomniał wszystkim, dlaczego jest jednym z najlepszych napastników świata.

Harry Kane celebruje zdobycie jednej z bramek w dramatycznym meczu z DR Konga na Mistrzostwach Świata 2026. (fot. Richard Pelham / Getty Images)
To już nie był zapach sensacji, lecz odór strachu. Anglia nieporadna, zagubiona, próbowała odrobić stratę, jaką poniosła na początku spotkania, gdy Brian Kibambe Cipenga wpakował piłkę do bramki Jordana Pickforda.